Gdy Garet powrócił ja wyszedłem z karczmy w kierunku targu w dość szybkim tępię, rzucając jeszcze takie słowa do nich - Zaraz wracam tylko targ nawiedzę.
Bez przeszkód dotarłeś na targowisko.
Dalej
Morled
Wróciwszy z targowiska zastałeś w karczmie pogrążonego w myślach Ilsidę, który sprawiał wrażenie, jakby tu i teraz dla niego nie istniało.
-Khaz to Ty wychodziłeś? - Widocznie już byłem na tyle zmieszany dzisiejszym dniem, że pomału odcinałem się od świata rzeczywistego. Nagle przyszło mi do głowy, że mam za mało złota więc powiedziałem do Khaza:
-Do zobaczenia w tym miejscu towarzyszu. - Wyszedłem z gospody kierując się w stronę bramy zachodniej.
Kilka najbardziej ciekawskich par oczu patrzyło na ciebie wychodzącego z karczmy, nikt jednak nic nie powiedział.
Dalej
Obudziłem się z nagła. Nie wiem ile czasu minęło, ale na pewno nie więcej niż 8 godzin. Mimo to otaczała mnie nieprzenikniona ciemność. Kiedy wstałem z łóżka uświadomiłem sobie, że to był zwykły kamienny blok. Pewnie jakiś smok napadł na karczmę i mnie zeżarł w całości...- pomyślałem nieco ironicznie. Zauważyłem, że byłem w pełni ubrany z mieczem u pasa. Wzruszając ramionami ruszyłem przed siebie. To na pewno był sen. Pod nogami miałem skałę z tego samego materiału co wcześniej.
Wyszedłszy przez okno, cały czas po skale dotarłeś do wyłomu. Kiedy spojrzałeś w dół zobaczyłeś odległe dachy domów. Przed tobą znajdowała się podobna droga, a na niej stałeś ty sam.
Nie ma to jak mieć zaburzenia psychiczne... Skrzywiłem się ruszając dalej. Nic innego przecież mi nie zostało. No chyba, że skoczę w dół, ale nie mam pewności czy aby na pewno to jest sen. Może jakiś stuknięty mag mnie porwał. Kto to wie?
Twój problem tkwił w tym, że dalej iść się nie dało, chyba że w dół. Tymczasem twój sobowtór dobył miecza i zaczął nim do ciebie machać. Niebo zmieniło kolor na ciemny karmazyn.
Nie no świruję na poważnie. Dobyłem Bezimiennej Gwiazdy.
-Zobaczymy jakim jestem przeciwnikiem...
Obserwując drugiego Mistrza Broni przygotowałem się całym ciałem do sparowania ciosu i przejścia do kontrataku.
Twojemu sobowtórowi nagle wyrosły wielkie, białe skrzydła - wręcz wystrzeliły z jego pleców. Szybko pokonał dzielący was otwór i zaatakował od góry. Z łatwością odparowałeś cios, jednak zostałeś cięty przez plecy. Zauważyłeś, że sobowtór jest od ciebie młodszy. Wylądował, patrząc ci głęboko w oczy.
Ilsida
Karczma była już prawie pusta, jednak gospodarz siedział na swoim stałym miejscu.
To nagle się okazuje, że to ja jestem zły? - ze zdumieniem pomyślałem. Przecież często innym pomagałem, jak nie z tego powodu to z innego... Zmrużyłem oczy. Spojrzałem lodowymi pustkowiami w moich oczach w jego ślepia. Odezwałem się głosem, który w ciszy zabrzęczał jak garść monet rzuconych na posadzkę w zamku królewskim:
-Kim jesteś i czego chcesz?
Sobowtór bez słowa rzucił się na ciebie wymierzając ciosy z niezwykłą szybkością, wszystkie udawało ci się sparować, jednak nie miałeś czasu na kontratak. Wasza walka trwała bardzo długo, zanim w końcu sobowtór odskoczył i ponownie zmierzył cię wzrokiem.
Aaaaaach! Mam go dosyć! To nie jest przeciwnik, na którego gotowałem się całe życie.
-Niech cię szlag... - zasyczałem przenikliwie. W jednej sekundzie stałem w miejscu, a pół sekundy później już zażarcie atakowałem najszybszymi ciosami na ziemi. Precyzyjne wykonanie miecza plus moje umiejętności i doświadczenie ze wszystkich lat walk starły się ze skrzydlatym Jaxem.
Powróciwszy z targowiska musiałem się zdrzemnąć by mieć siły na kolejny dzień. Myśl, że musiałem za to płacić mnie trochę irytowała gdyż zawszę spałem za darmo albo jako strażnik, a potem dostałem niewielki domek za który nic a nic nie musiałem płacić, gdyż to państwo mi go opłacało. Przeszła mi myśl czy nie pobawić się jeszcze hipnozą lecz od razu wyrzuciłem ten pomysł z głowy, gdyż byłem za bardzo zmęczony żeby to zrobić. Po namyśle podszedłem do karczmarza:
-Muszę się zdrzemnąć. Ile muszę zapłacić za nockę w normalnym pokoju? -
Garet:
On miał siłę twych najlepszych lat, ty - doświadczenie. Walce nie było końca. W końcu zmęczony padłeś na kolana, a przeciwnik przyłożył ci miecz do szyi. W jego oczach widziałeś gniew.
Ilsida:
Karczmarz odparł krótko:
-35 sztuk złota.