-Walczę o swoje. Wystarczyłoby, żeby reszta była trochę mniej podejrzliwa i już żyłoby się nam lepiej... - uśmiechnął się. - Właściwie co robi tu dekański dzieciak, całkiem sam? - zapytał z przekąsem.
- Rozmawia z podejrzanymi osobnikami, które niewiadomo po co zagadują małe dziewczynki. - Odgryzła się i z niedosłyszalnym westchnieniem pokręciła głową.
- Co tobie do tego? - Miała zamiar obsypać go górą niepotrzebnych pytań, tak żeby go podenerwować. Musiała się na czymś wyżyć.
Potem się pomyśli, co ze sobą zrobić
Mężczyzna nie przejął się ani twoją zgryźliwą uwagą, ani zadanym pytaniem.
-Ile ty masz lat? Z 12? Nie słyszałem, żeby dzieci dekanów opuszczały wioskę w tym wieku. A to znaczy, że twoi rodzice są gdzieś tutaj, prawda?
- Nie, nie mi ich tu. - Odparła zwięźle. Włożyła dłoń do kieszeni, gdzie palcami odnalazła łańcuszek z kulką, jedyną pamiątką po rodzicach. Zacisnęła na nim mocno pięść.
- Nie sądzę, żeby aktualnie się mną zbytnio przejmowali. – Wzruszyła ramionami.
-Jak to? Porzucili takie małe dziecko i sama przywędrowałaś do tego miasta? Ja miałem więcej szczęścia... - rzekł i zamyślił się na chwilę.
-Co zamierzasz teraz zrobić? - zapytał troskliwie.
Parsknęła nieuprzejmie na nieznajomego.
- Skąd mam wiedzieć? Znajdę jakąś pracę może, albo co... - Stwierdziła od niechcenia. I co potem? Będę do końca życia harować, żeby zakończyć swój nudny żywot w jakiejś dziurze? Na samą myśl o tym się wzdrygała. Chciała czegoś więcej. Czegokolwiek. Spojrzała w zamyśleniu przed siebie.
- Nie. W sumie wcale tego nie chcę. Masz jakieś pomysły? - Zapytała nie mogąc wymyślić innego scenariusza swojego życia.
- Nie mogę całe życie… robić nic! Hmmm… Ej, czekaj no. Czemu ja ci to w ogóle mówię? – Walnęła się otwartą dłonią w czoło. Będę jeszcze miała kłopoty… Stwierdziła w myślach.
-A umiesz cokolwiek robić? - zapytał mężczyzna z uśmiechem. - Czym teraz trudnią się dekańskie dzieci? - jego uśmiech jeszcze się poszerzył.
-Nie martw się, możesz mi zaufać. Zresztą, cokolwiek bym powiedział i tak mi nie zaufasz, taki już nasz parszywy los, wiecznie w ukryciu. Ja twojej tajemnicy nie zdradzę, w twoje słowa nikt nie uwierzy... Umiesz kraść? - zapytał wprost, zmieniając temat.
- Trochę. - Wzruszyła ramionami. Czasem trzeba było coś ukraść, żeby przeżyć i przyzwyczaiła się do tego. - Znam się też trochę na stolarce i naprawie dachów. - Dodała po chwili z wachaniem.
-Na stolarce i naprawie dachów? - mężczyzna omal nie wybuchł śmiechem. - To było... jakieś twoje odwieczne marzenie, czy coś? Hobby takie? - pytał mężczyzna z trudem powstrzymując śmiech.
Marvil
Przed wejściem do karczmy ujrzałeś młodą dziewczynę, prawdopodobnie nastolatkę, rozmawiającą z dużo starszym od niej mężczyzną. Oboje przerwali rozmowę, gdy tylko zbliżyłeś się na tyle blisko, by móc ich usłyszeć. Drzwi do karczmy były uchylone, w środku panował zgiełk.
Nie interesowałem się rozmawiającą parą. Starałem się poszukać jakiegoś wolnego miejsca. Chciałem usiąść sam by wreszcie móc się rozkoszować moją odrobinką "Hausken Star". Przyjrzałem się też czy karczmarzem jest nadal mężczyzna który wtedy próbował mnie oszukać.
- Nazywaj to jak chcesz, ale bądź co bądź, coś robić umiem. - Burknęła spode łba do towarzysza rozmowy. Kontem oka popatrzyła na wchodzącego i podniosła brwi do góry. Zerknęła do środka i przez chwilę jeszcze obserwowała nieznajomego, poczym wzruszyła ramionami i wróciła do rozmowy.
- Coś odemnie chcesz? Czy po prostu ci się nudzi? - Zapytała.
Marvil:
Z łatwością znalazłeś stolik, który był tylko dla ciebie. Karczmarz był tym samym człowiekiem co kiedyś, jednak wyraźnie cię nie poznał. Po odpaleniu fajki wypełnionej nowym zielem w twych ustach rozpłynął się błogi smak, którym mógłbyś się rozkoszować do końca świata...
Yatou:
-Chcę żebyś nie paplała gdzie popadnie o tym, że potrafimy myśleć i wtapiać się w tłum. Przy okazji, możesz też nie umierać. - uśmiechnął się. - A jeżeli umiesz kraść... Może mały teścik dla sprawdzenia twoich słów? Bo gdybyś była w tym dobra... być może miałbym dla ciebie zajęcie na jakiś czas... I to dość opłacalne. - przybrał nieco złowrogi wyraz twarzy.
- Jasne, jasne... - Ziewnęła przy pierwszej części wypowiedzi, ale dalsza część znaczne bardzie jej się spodobała. Przez chwilę się zastanawiała, co powiedzieć. Zaskoczył ją. A słowa "dość opłacalnie" odbijały się echem po jej głowie.
- Dobra. Co mam zrobić? - Spytała szybko.
-Cóż... zanim wyjawię ci prawdziwe zadanie, muszę wiedzieć do czego jesteś zdolna. Masz tydzień by ukraść jeden z naszyjników tego mężczyzny, który przed chwilą wszedł do karczmy. - rzekł cicho, tak że nikt nie mógł was słyszeć. - Wrócę tu za 7 dni. - oznajmił i odszedł w znanym tylko jemu kierunku.
//hue hue//
Starałem się rozkoszować tym smakiem tak długo jak to tylko było możliwe.
Zdecydowanie trzeba tego zakupić więcej. - rozmyślałem uśmiechając się sam do siebie. -
A co ja właściwie mam teraz robić? Na pewno najpierw trzeba sprzedać łuski. Ciekawe ile to jest warte, trzeba się będzie bardziej rozeznać w tym temacie. I ten pazur. Słyszałem, że miecze z takiego materiału są dość niezwykłe. Hmm to by było ciekawe, muszę jeszcze trochę nad tym pomyśleć.
Gdy zdałem sobie sprawę jaki jestem głodny, podszedłem do karczmarza:
- Pozdrowienie od Laruisa - powiedziałem i uśmiechnąłem się złośliwie. - Posiłek z napitkiem i pokój na noc. Tylko tanio, spryciarzu.
//a ja nie mam tych naszyjników ukrytych po koszulą? Przynajmniej jednego? tego cennego?

//