Latus

Full Version: Karczma "Pod Srebrnołuskim Wężem"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
- Poproszę w takim razie 35 sztuk złota. - odparł tamten. Szukając kluczyka dla ciebie dodał jeszcze:
- Pański pokój będzie na drugim piętrze... a proszę mi jeszcze powiedzieć, jeśli wolno zapytać, czy jest pan może magiem?
Wyciągając 35sztuk złota nie będąc pewny o co chodzi karczmarzowi odpowiedziałem:
-Całkiem możliwe lecz właściwie po co panu ta informacja? Jeżeli chodzi o jakieś porady czy coś w tym stylu to powiem wprost... nie chce tego słuchać.
Mężczyzna spojrzał na ciebie zdziwiony taką odpowiedzią.
- Nie, nie zamierzam radzić obcemu człowiekowi. Po prostu karczmarz prosił, by dać mu znać, jeśli pojawi się mag. Jeden z jego przyjaciół, znany poszukiwacz przygód jest w mieście i poszukuje kompanii maga. Więcej informacji może pan otrzymać rano. - przez cały czas na jego twarzy utrzymywał się dziwny uśmiech. Przyjmując pieniądze wręczył ci niewielki srebrny kluczyk.
-Karczmarz prosił tak? Jutro się tu zjawie i zapytam co to za sprawa. Tymczasem pozwoli pan, że się oddalę by wypocząć po ciężkim dniu.- Wziąłem kluczyk i pożegnałem się. Idąc do pokoju myślałem o tym co mi powiedział przed momentem nieznajomy. Hmm... Mag potrzebny? Właściwie to właśnie tego szukam, po to tu przybyłem. Ale chwila, jeżeli to jest związane z karczmarzem to nie powinienem tego przyjmować, przynajmniej według tego woźnicy. Jutro muszę się dowiedzieć jakie będę miał z tego korzyści i co mogę się tam spodziewać.
Ilsida:

Pokój nie był tym, do czego przywykłeś w Hausken. Brak wygód, wszechobecnej natury, tylko chłodny mur, średnio wygodne łoże i miska z wodą. Warunki oraz fakt, iż niewiele wcześniej podróżowałeś sprawiły, że ta noc nie należała do najlepiej przespanych. Obudziłeś się o świcie, zmęczony ciągłymi pobudkami nocą, które nie miały powodu.

Garet:

Spało ci się nad wyraz wygodnie, wstałeś, jeszcze przed świtaniem, słońca spodziewałeś się za kilka minut, gdyż niebo już zmieniało kolor. Piękna purpura rozlewała się po widnokręgu. Byłeś rześki i pełen energii.

+12PŻ
Przeciągnąłem się na łóżku, ziewając. Wstałem, po czym zacząłem rozciągać członki. Po gimnastyce zszedłem na dół do karczmy. Mimo, że spodziewałem się Lamberta, i tak ruszyłem do wolnego stolika. Usiadłem przy nim, strzelając palcami i rozmyślając. Muszę skoczyć na bazar po prowiant. Bukłak też muszę napełnić. A potem kontynuuję poszukiwania maga do kompanii. Tylko zjem śniadanie...
Nienawidzę takich nocy, nie dość że jestem zmęczony to na dodatek mam kiepski humor. Następnym razem zamiast wydawać pieniądze na próżno pójdę się przespać gdzieś gdzie wygoda przekroczy przeciętność... na przykład na przyrodzie... o tak, tam mi się dobrze śpi. Gdy wstałem poczułem lekki ból w kręgosłupie domyśliłem się, że to pewnie przez łóżko, na którym leżałem. Po chwili gdy ból minął postanowiłem nie zwlekać tylko zejść na dół. Podczas robienia tej czynności przypomniałem sobie o tym co mi powiedział wczorajszego wieczoru człowiek będący w karczmie. Byłem dość ciekawy o co chodzi, więc schodząc ze schodów przez moment zacząłem po nich zbiegać.
Garet:

Usłyszałeś, że ktoś schodzi ze schodów i mimowolnie zwróciłeś głowę w tamtą stronę. Przy okazji zobaczyłeś, iż karczmarz podszedł do ciebie i już zamierzał coś powiedzieć, kiedy zauważywszy schodzącą z góry osobę uznał, że już sami się dogadacie. Od razu wiedziałeś, że jest to ktoś niezwykły, a przynajmniej ekscentryczny. Niecodzienne włosy koloru ognia, czerwone oczy, a przede wszystkim ubiór, który mimowolnie wywołał uśmiech na twojej twarzy - chłopak nosił damski gorset!

Ilsida:

Schodząc po schodach ujrzałeś przede wszystkim mężczyznę siedzącego nieopodal, który przyglądał ci się ciekawie. Wyglądał ci na zaprawionego w podróży, przewiercał cię lodowatym, wyrachowanym wzrokiem. Na twój widok lekko się uśmiechnął, drugi mężczyzna stojący obok niego, prawdopodobnie karczmarz także się uśmiechnął i to szerzej niż ten pierwszy. Parsknął nawet lekkim śmiechem.
Widząc dwóch mężczyzn pomyślałem, że może któryś z nich to poszukiwacz maga. Podszedłem do panów, a widząc uśmiechy na ich twarzach zapytałem ironicznie:
-Witam, do czego ten uśmiech na twarzach?- Po chwili dodałem -Dzisiaj miałem się w tym miejscu dowiedzieć o kimś kto poszukuje maga, może wiecie o kogo chodzi?
Karczmarz rzekł krótko:
- Do niczego, ja zwyczajnie wesoły człowiek jestem. Ten tu wojownik szukał kompana posługującego się magią, to wy się już dogadacie. - po czym odszedł śmiejąc się w głos i powtarzał pod nosem coś, co brzmiało jak "lotosi", "Hausken" i tym opdobne westchnięcia.
-Mogę powiedzieć, że czerwony nie jest ulubionym kolorem Lamberta. A ktoś kto poszukuje maga, jest ciekaw dokonań bieżącego osobnika, a także jego zdolności. -odsunąłem od stołu nogą drugie krzesło. -Garet Jax. Krótko. Siadaj. -mimo, że to nie było wypowiedziane jako rozkaz, ale prośba, czuć było w tych słowach polecenie. Polecenie w stylu zabij swą rodzinę albo ty zginiesz.
-A więc to ty jesteś tym poszukującym... Garet? Miło mi, mnie zwią Ilsida. Powiedz mi najpierw o swoich planach. Czemu akurat mag?- Gdy doszło do mnie, że wspomniał o zdolnościach spojrzałem na krzesło, które odsunął i skupiając swój umysł na tym krześle chciałem przenieś go pod siebie.
Splotłem dłonie na stole. Nie mogłem odpowiedzieć równie miło do kogoś, kto ubierał się jak baba. Chociaż pamiętałem o grupie zabójców z Hausken, odzianych w damskie ciuchy. Jednak ten przede mną nie wyglądał na zwinną osobę. Może to jakiś kapłan jakieś porąbanej wiary? Któż to wie?
-Mimo, że gdybym chciał, mógłbym wyciąć Titanium, potrzebuję siły bardziej finezyjnej od miecza. Magia. Miecz da się skruszyć, łuk złamać, rewolwer stopić, a pięści połamać. Magie nie podlega temu. Jest wieczna i zmienna, czego właściwie potrzebuję. Potrzebuję siły zdolnej wysuszyć morze, podpalić lód, zgnieść umysł innych. Magia ognia, mam rację?
Ilsida:

Udało ci się przenieść za pomocą magii krzesło tam gdzie chciałeś. Stało ono teraz kawałek od stołu, tuż za tobą. Mógłbyś na nim teraz usiąść, jednak siedziałbyś w niecodziennej odległości od rozmówcy i stołu.

-5PW
Gdy przysunąłem krzesło do siebie pomyślałem. Wolałbym nie siadać koło takiego olbrzyma... nie wiadomo czy go coś nie napadnie tym bardziej jak mówi mi że może rozwalić miasto. Ale też jak usiądę dalej to też nie wiadomo. Po chwili podniosłem krzesło ręką i przeniosłem go bliżej stołu gdzie siedział ten człowiek po czym usiadłem:
-Tak magia ognia jestem mi dobrze znana. Po za tym mam jeszcze parę asów w rękawie... Sam jesteś czy ktoś jest z Tobą? I gdzie byśmy podążali? Jakiś konkretny cel wyprawy?
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
Reference URL's