Latus

Full Version: Karczma "Pod Srebrnołuskim Wężem"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
Postukałem jeszcze chwilkę palcami po stole. Zamyśliłem się, rozglądając po karczmie. Przetarłem oczy. Zeskoczyłem z krzesła, podchodząc do Lamberta. Wyciągnąłem jedną monetę i kręcąc ją sobie wokół palców, stwierdziłem:
-Ładna, choć ma taki "krzywy" charakter. Przyda się na wyprawę, jednak nie jestem pewien czy zawierać z nią bliższy kontakt. Tylko wywoła to we mnie chęć ochrony jej za wszelką cenę. -parsknąłem. -Niby miłość to najwspanialsze uczucie pod słońcem, a jednak łatwiej się w moim zawodzie zabić z czymś takim. Uczono mnie bym nie angażował się w takie sprawy. Chciano wykorzenić ze mnie ludzkie uczucia... Cholera! Dawaj no szybko piwo, bom jeszcze rozpłaczę się ci tu w ramię...
Karczmarz podał ci kufel złocistego trunku przyjmując w zamian 3 sztuki złota. Kiedy to uczynił, powiedział do ciebie:
- Nie martw się, kiedyś będziesz musiał odejść z zawodu, to i pannę sobie znajdziesz. Tak jak ja! - roześmiał się. - A zabić nikt cię wcześniej nie zabije. Za dobry jesteś w tym co robisz.
Upiłem łyk z podanego kufla. Uśmiechnąłem się w odpowiedzi na słowa Lamberta.
-No właśnie. Jestem za dobry by mnie ktoś zabił. Zaszedłem też za daleko na ścieżce, którą obrałem. Znasz tu jakiego maga? Albo może kupca? Potrzebny by mi był jakiś tańszy sprzęt.
Mówiłem chwilkę, po czym kontynuowałem delektowanie się piwem.
- "Tańszy sprzęt"? - powtórzył mężczyzna. - Masz na myśli broń? Po co ci w ogóle coś innego niż twój wierny miecz? Nikogo szczególnego nie znam, ot za parę monet zawsze wysyłam ludzi do jednego ze sprzedawców na targowisku. Przejdź się tam, a znajdziesz co potrzebujesz, ale polecam zrobić to rano, a nie teraz. W dzień będzie tam więcej stoisk.
Odstawiłem na chwilę napój. Łyknąłem resztę płynu w ustach, po czym powiedziałem:
-Chodzi mi dokładnie o poznanie innych możliwości tego medalionu. Pewien "ktoś" mówił mi, że da się go ulepszyć. Potrzebuję popytać wśród magów specjalistów.
Lambert zastanawiał się przez chwilę.
- Może i znam taką osobę... tak... Tirius powinien wiedzieć coś o medalionie, magiczne przedmioty to jego specjalność. Zaraz, widziałem go gdzieś tutaj... O! Tam siedzi! - wskazał na mężczyznę, z którym rozmawiałeś nieco wcześniej. Na szewca o "nikłych zdolnościach magicznych" jak sam się określił. Tirius siedział na tyle blisko, by słyszeć waszą rozmowę.
-Tirius, tak? -zamruczałem cicho. Westchnąłem. Ludzie pozbywają się łatwego zarobku. Podszedłem do stolika owego "szewca", przysunąłem bez słowa krzesło, po czym powiedziałem:
-Prawdziwy kupiec nie powinien chyba spławiać potencjalnego klienta. Masz na imię Tirius, tak? Nawet jeśli byś mi powiedział żeś jest mag, to bym nie nalegał. Ale mam pewną sprawę, w której może mi pomóc jedynie ktoś wyjątkowo utalentowany magicznie o nielichej wiedzy. Czy dałoby radę ulepszyć ten amulet? -spytałem, pokazując medalion.
- Przecież mówiłem, że posiadam zdolności magiczne, acz nikłe, nieprzydatne w walce. - odparł spokojnie i powoli mężczyzna. Jego oczy zaświeciły pewnym dziwnym blaskiem, gdy wyjąłeś amulet. Wyciągnął w jego stronę rękę, jednak kiedy go dotknął jego mina zrzedła.
- W sprawie tego nie mogę ci pomóc... Zarobek mi przepadł... - to drugie zdanie wypowiedział cicho i niewyraźnie. - Masz, niestety, - wtrącenie także było ciche. - amulet, na który nie można wpłynąć. Owszem, ma potencjał, jednak tylko ty sam możesz go zwiększyć.
Po krótkim zastanowieniu dodał jeszcze:
- Pięć sztuk złota za informację. - i wyciągnął chudą dłoń w twoim kierunku.
Spojrzałem podejrzliwie na wyciągniętą dłoń. Taki sam chytrus jak Lambert...
-A dokładniej? -spytałem, mrużąc oczy. Spodziewałem się, że coś takiego usłyszę, ale musiałem mieć pewność. Teraz tylko ważne jest rozproszenie mgły otaczającej warunek, który muszę wykonać, by ulepszyć amulet.
- Dokładniej? A któż wie, takie amulety są cholernie tajemnicze. - machnął wyciągniętą łapą ponaglając cię. Lambert przypatrywał się sytuacji bez słowa, jednak wyraźnie go ona bawiła.
Z niechęcią podałem złoto Tiriusowi. Dzięki za nic... Spojrzałem ze złością na Lamberta. Odsunąłem się od stolika magika, po czym podszedłem do szynkwasu, dalej rzucając gniewne spojrzenia. Poczekałem aż chytrus wyjdzie wreszcie z karczmy, by powiedzieć do Lamberta:
-Skąd wy bierzecie takich sępów?
- Oj tam zaraz sępów, życie jest trudne, trzeba kombinować, jeśli się nie prowadzi takiego trybu życia jak Ty, Garet! - wesoły karczmarz wychylił się, by klepnąć cię w ramię, jednak jego opasły brzuch sprawił, iż nie dosięgał do ciebie. Mężczyzna cofnął się zmieszany i zmienił temat:
- Robi się późno przyjacielu, wynajmiesz pokój na noc? Dla ciebie obniżę cenę o pięć sztuk złota.
-W porządku. -powiedziałem, podając kwotę. Z lekkim rozbawieniem spojrzałem na jego brzuch.
-Refleks już nie ten co kiedyś, nie? Mnie też to chwyta...
Chwyciłem klucz i machając na pożegnanie, ruszyłem po schodach do korytarza, w którym znajdują się pokoje. Wszedłem do swojego pokoju, kładąc się na łóżku. Spróbowałem w miarę szybko zapaść w czujny sen.
Ilsida

W karczmie było już pusto, jakiś mężczyzna siedział samotnie za konturem, domyślałeś się w nim sługi, który zakwaterowywał podróżnych nocą. Kiedy cię zobaczył, od razu zapytał:
- Pokój?
//Mg zdaje mi się, że nie odjąłeś mi kasy za podróż.Smile//

Wchodząc do zamkniętego pomieszczenia lekko mi ulżyło gdyż czułem się tu bezpieczniej. Wiedziałem jednak, że to nie jest Hausken i tu dochodzi do różnych wypadków. Pusto? Hmm pewnie wszystkich zabrał już sen. Ale nie... jednak ktoś jest. Po usłyszeniu pytania przez jedyną istotę jaką dostrzegłem w tym miejscu odpowiedziałem również krótko i zwięźle:
-Tak, poproszę.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
Reference URL's