Latus

Full Version: Karczma "Pod Srebrnołuskim Wężem"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
-Każdy za swoje płaci. Później będziemy się po równo dzielić łupem.
Dopiero teraz zorientowałem się, że z moich planów o małej kompanii i cichej podróży zrobiła się wielka gromada, która na pewno nie wyjdzie z miasta bez zwracania uwagi.
Gdy wszyscy wypowiedzieli swoje zdanie uśmiechnąłem się. Ciemny płaszcz? niech będzie kiedyś chodziłem właśnie w czymś takim ale oni nie muszą tego wiedzieć. Po chwili powiedziałem:
-Tak, jestem za, niektóre ciemne kolory są naprawdę w porządku. Tylko jest mały problem... nie mam za dużo pieniędzy, a taki płaszcz zapewne kosztuje więcej niż siedemnaście sztuk złota. Gdyby ktoś mógł w razie potrzeby pożyczyć mi kilka drobnych to byłbym w stanie kupić taki ubiór.
-W porządku, ja ci postawię. -powiedziałem.
-Idziemy wszyscy razem na bazar? -spytałem się nieco niechętnie.
-Prowadź, ale mam tylko 20 monet, oby wystarczyło!-zmrużył lekko oko ze zmęczenia i wstał od stołu.
-Ok ja będę szedł z tyłu.-Posłałem uśmiech w stronę Finei, gdyż chciałem żeby atmosfera pomiędzy nami się trochę rozluźniła. Czekałem aż ktoś ruszy by kilka kroków za nim podążać.
Finea powiedziała, że posiada już ciemnozielony płaszcz i ona się z wami nie wybiera. Postanowiła iść gdzieś indziej, w jej tylko znanym celu. Zapewniła was, że wróci tu pod wieczór, a rankiem będzie gotowa do podróży i wyszła.
Pożegnał Finee i lekko zmęczony. Jej wyjście było bardzo podejrzane, ale postanowił się tym nie przejmować.
-Czerwony nie jest taki zły na morzu, ale lepiej będzie ujednolicić skład- ruszył do wyjścia z podniesiona głowa stanął przy drzwiach czekając na resztę gotów podążyć na bazar.
Ruszyłem bez słowa za Fenrisem, by udać się na targ - siedlisko żądzy, pazerstwa i chorób zakaźnych. Te ostatnie przygasły odkąd postarałem się o lek z Titanium. Ja nie musiałem sobie płaszcza załatwiać, miałem swoją starą czarną pelerynę z kapturem spinaną srebrną zapinką. Dotknąłem jej w zamyśleniu. Był to mój pierwszy łup. Wtedy jeszcze plątała mi się pod nogami, teraz jest w sam raz. Może kiedyś sobie powspominam jeszcze. Wróciłem do rzeczywistości okraszonej smrodem z pobliskiego zaułka, w którym powszechną rzeczą jest załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych.
Wasza trójka szybko znalazła się na skraju placu targowego zapełnionego stoiskami i przechadzającymi się między nimi ludźmi. Z położenia słońca wyczytaliście, że zbliżało się południe. O tej porze bazar musiał być bardzo tłoczny i niebezpieczny...

Dalej

Garet, Fenris

Przed karczmą było pusto, przez lekko uchylone drzwi słychać było gwar, a w powietrzu unosił się zapach mięsa i piwa.
Postawiłem Fenrisa na nogi. Sprawdziłem cały ekwipunek trąc bolącą kość. Podałem jeden z płaszczy Fenrisowi.
-Udało mi się go zwinąć kiedy jakiś złodziej chciał was odciążyć z mieszków. A Ilsida powinien sobie poradzić.
Wszedłem do środka siadając przy wolnym stoliku.
-Mam nadzieje, zazwyczaj nie zostawiam swoich towarzyszy- zarzucił płaszcz na siebie i dosiadł się do Gareta.
-Moze opowiesz mi coś więcej o tej mapie. Z chęcią posłucham.
-Szczerze mówiąc ukradłem ją takiemu jednemu. Zarobku szukałem. Teraz ciekawość pcha mnie w tamte tereny. Tyle... -dalej tarłem kość piszczelową. Sądząc po bólu tamten facet ważył powyżej 100 kg. Na targu w tłumie Ilsida ma przewagę...
-A, kim jest Finea? Ufasz jej? Cholera gorąco- zapytał chcąc się dowiedzieć trochę więcej o drużynie, wierzył, ze Ilsida sobie poradzi. Zdjął pelerynę i mundur dotknął mieszka i już był spokojny.
Potarłem skroń.
-Jest to interesująca kobieta wykorzystująca nowe technologie. Szukałem towarzysza, a ona się napatoczyła. Tak Mógłbym powiedzieć, gdyby mnie ktoś wtedy na nią popchnął.
Rozejrzałem się ze spokojem po karczmie. Fenris miał rację. Nienaturalne gorąco panowało w karczmie. Nie mogła płonąć, bo już byśmy mieli nad sobą piękny widok ognia od dołu.
-Nowe technologie? No ale w sumie nie ważne. Wybacz na chwilkę, pójdę zamówić sobie pokój jeśli mnie na to stać.
Z uśmiechem podszedł do karczmarza biorąc swoje ubrania.
-Ile za pokój, dla towarzysza Gareta?- zapytał życzliwie.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
Reference URL's