Sam też podniosłem głos wpatrując się zimno w oczy tamtego.
-A może ty sam przyznasz, że pracujesz dla jakiegoś powalonego kupca tylko dlatego, że nie masz dość odwagi by samemu wyjść z miasta?! Pewnie aż masz mokro w kalesonach na myśl o choćby jednej nocy w zimnym i złym lesie! A cała karczma mogłaby zeznać, że kiedyś kradła, ale nie! Oni po prostu mają tylko trochę więcej odwagi od jakiegoś "niby" ochroniarza, który nie potrafi złapać tak nieudolnych złodziejów! -dałem dyskretny znak Ilsidzie by zaczynał bal. Jednym ponaddźwiękowym ruchem przewróciłem stół na napakowanego i szybko odskoczyłem w bok przewracając kilka krzeseł. W zamęcie zawołałem:
-Odkupię Lambert!
Byłem naszykowany na obronę i jednoczesny atak, obszedłem mięśniaka tak, by być po stronie drzwi. Czekałem na jego ruch.
-Chodź i powąchaj jeśli chcesz, ale pamiętaj ze już mnie obraziłeś i teraz nie będę się powstrzymywał w sklepaniu ci tej łysej mordy.
Rzekł wskazując palcem na mundur, a jego mina przybrała groźnego wyrazu miał nadzieje ze Ilsida szybko go wyeliminuje, ponieważ nie chciał się dzisiaj ubrudzić.
W razie czego wyjął nóż i zamierzał się nim bronic, gdyby zaszła taka potrzeba.
No i się zaczęło... Gdy Garet przewróciłem stół szybko wstałem z krzesła i cofnąłem się kilka kroków. Nie myśląc o dalszych losach ochroniarza, gdy tylko miałem czystą pozycje, pchnąłem poprzez magię kolec prosto w jego gardło, który w locie jeszcze podpaliłem żeby mieć pewność że tego nie przeżyje. Gdyby pocisk minął miałem na tyle doświadczenia że mógłbym go zwinnie zawrócić i z powrotem nakierować na wroga.
//znów wygrałem ;] kurcze dobry jestem ;]//
Wszystko działo się w ułamku sekundy. Mężczyzna zwinnie podniósł się i zasłonił ręką przed stołem, który z łatwością zatrzymał, nabijając sobie tylko siniaka. O dziwo ochroniarz uśmiechnął się, jakby nie zauważył waszej przytłaczającej przewagi, jakby twierdził, że wciąż ma szanse przeżyć, a może nawet zwyciężyć? Jego myśli pozostawały dla was nieodgadnione. Wciąż z takim samym uśmiechem rzucił się w stronę drzwi, zanim jeszcze Garet zdążył go obejść, był zaskakująco szybki... Jednak zaskoczył go Ilsida. Łysy mężczyzna nie zrobił nawet kroku, zanim w jego stronę nie pomknął metalowy kolec spowity w ogniu. Był już o włos od szyi ochroniarza, kiedy ten... zniknął. Zaskoczony Ilsida nie kierował już bronią, ta wbiła się głęboko w drewnianą ścianę, która nie była zresztą daleko. Po chwili, w której staliście zszokowani zauważyliście psa wybiegającego co sił z karczmy, tego samego, którego wcześniej zobaczył Ilsida. Kiedy karczmarz wyszedł z szoku, jaki spowodowało to zamieszanie, zaczął krzyczeć:
- Co to ma znaczyć?! Co to za burdy?! A ty, paniusiu, natychmiast zgaś ten bolec wbity w ścianę, zanim cała karczma zajmie się ogniem! Co tu się wyprawia?! Nie dość, że zostaliście przyłapani na kradzieży, to jeszcze usiłowaliście zabić bezbronnego człowieka?! Zwariowaliście?! Garet, co ci strzeliło do głowy?
Szybko podszedłem do Lamberta ze słowami:
-Może kiedyś zdążę ci to wyjaśnić...
Uścisnąłem mu rękę, po czym dopadłem towarzyszy mówiąc szeptem:
-No i zepsuło się. Teraz musimy szybko zjeżdżać z miasta, bo jestem prawie pewien, że ten lotos poleci na straż. A zniszczenie straganu, kradzież i burda w karczmie będzie się równały kilka dni może więcej w ciemnicy. Zgarniajcie wszystkie swoje rzeczy. Jeśli nadal chcecie wyruszyć w tą wyprawę bądźcie pod bramą zachodnią. Widzimy się później.
Po tych słowach wybiegłem najszybciej jak się da, po drodze tylko poprawiłem stół. Brama Zachodnia rosła w oczach.
-Do stu beczek zepsutych śledzi. Musze wiec udać się do kowala, możliwe ze już skończył, chociaż nawet dzień nie minął.
-Karczmarzu proszę zawiadomić Finee, ze będziemy przy zachodniej bramie- szepnął cicho, chyba jako jedyny pamiętając o czwartej osobie - My musimy się stad zmywać.
Po tych słowach wyszedł z karczmy i skierował się do kowala. W drodze szybko zdjął mundur, płaszcz, czapkę i związał to wszystko węzłem. Przypominało to duży, ciemnozielony plecak. Przynajmniej był mniej rozpoznawalny.
Gdy zobaczyłem psa wybiegającego z karczmy zdałem sobie sprawę, że moje doświadczenie nie jest za duże. Mogłem się tego spodziewać. Gdy karczmarz zawołał coś o kolcu szybko go zgasiłem i wyciągnąłem z drewna po czym wsadziłem do kieszeni. Gdy Fenris mówił coś o kowalu przypomniało mi się jak ja nim kiedyś byłem. Nie zwlekając, w złym humorze wyszedłem z karczmy idąc w stronę bramy zachodniej.
Fenris nagle dostał olśnienia. Szybko wrócił do karczmy, podszedł do lady i sapiąc zwrócił się do karczmarza.
-Powiedz Finei żeby zaczekała do jutra, potem niech pójdzie do kowala i powie ze przysyła ja Fenris... Niech weźmie od niego bron, możliwe ze będziemy przy zachodniej bramie, ale najprawdopodobniej poza miastem.
Wyjął 6 sztuk złota:
-Tylko tyle mogę panu wynagrodzić za szkody, proszę jej przekazać moja wiadomość.
Szybko wyszedł i znowuż skierował się do kowala, po to by zakomunikować mu o zmianie planów. Mial nadzieje ze pomysł wypali.
Cała wasza trójka znalazła się w okolicy bramy zachodniej, Ilsida szedł za Garetem, ten jednak znikał mu z oczu, gdyż sam biegł. Fenris, zapewniony przez karczmarza, że przekaże dziewczynie jego słowa wyszedł z karczmy i skręcił w znane mu już uliczki prowadzące do warsztatu kowala.
Dalej
No a więc jednak miałam rację, czegoś mi nie mówi. Jak teraz mam się dowiedzieć co on zrobił? Ale jedno wiem na pewno jak na razie nigdzie nie wyruszam. Aby on nic nie podejrzewał musiałam szybko wrócić na miejsce. Wracając nie miałam już kocich uszu. Siadając na miejsce obok niego zaczęłam obmyślać plan aby popytać ludzi z najbliższej okolicy o moją mamę.Całe szczęście, że w kieszeni miałam jej zdjęcie, które dała mi ciocia. W między czasie zapytałam mężczyznę:
- Jak zachowywała się moja matka, gdy u Ciebie przenocowała?
Czekając na odpowiedź myślałam o tym co powiedział wcześniej i obudziła się we mnie nadzieja, że moja mama żyje.
Mężczyzna zamyślił się na chwilę, starając się przypomnieć sobie szczegóły.
- Zachowywała się normalnie, jak bogata mieszczanka, cały czas nosiła drogą, ozdobną biżuterię, miała też taką portmonetkę... Ah, często przebywała poza domem, chodziła w nieznanych mi sprawach wracając tylko na noc. Niewiele słów zamieniliśmy, wydawała się zwyczajną kobietą, nic więcej na jej temat nie przychodzi mi na myśł. - odparł wreszcie.
- Ja już pójdę. - wstając dodałam - Dziękuję Ci za pomoc.
Skierowałam swe kroki ku wyjściu sięgając do kieszeni po zdjęcie mamy. Wyszłam na targ i zapytałam kilku przechodzących o moją matkę.
//Sorry, że tak rzadko jestem ale mam taki ciężki miesiąc w szkole ;/ ale niedługo już minie

//
//dopóki nie spotkałaś innych graczy i od Ciebie nie zależy gra innych nie masz za co przepraszać

//
- Zaczekaj! - usłyszałaś za swoimi plecami. Twój rozmówca wstał i zatrzymał cię, zanim wyszłaś z karczmy. Na jego twarzy widziałaś determinację. - Popełniłem błąd. Zaślepiony złotem wysłałem za twoją matką zabójcę. Który zresztą prawdopodobnie nawet jeśli wykonał zadanie to nigdy nie wróci z biżuterią do mnie... Musiałem ci to powiedzieć... - mężczyzna stał teraz patrząc na ciebie niepewnie. Sam nie wiedział, co ma zrobić, wyglądał, jak by poza żalem, było mu wstyd jego obecnego wystąpienia.