Latus

Full Version: Karczma "Pod Srebrnołuskim Wężem"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
-100 sztuk złota to za dużo, obecnie mam przy sobie 94 sztuki plus muszę jeszcze panu zapłacić 3 za wodę- mówił cicho i postawił monety na blacie - Moze ma pan jakiś pomysł, prace, ewentualnie ten kowal ma jakiś problem, który mógłbym rozwiązać.
Fenris:

- Te 9 monet to możesz przecież pożyczyć. Tak niewielką sumę na pewno oddałby ci Garet, gdybyś zaoferował mu swoją szpadę na nadchodzącą wyprawę. On się wybiera na bagna, rozumiesz, bardzo niebezpieczny teren, im was tam więcej tym spokojniejsza moja dusza.
-Naprawdę się pan o niego martwi. No cóż nie zaszkodzi spróbować chociaż i tak wydaje mi się, ze mnie wyśmieje. Wie pan ludzie często ignoruje mnie zważywszy na mój wiek, ale są zaskoczeni gdy widza mnie w walce. Ma pan dobre oko- dopił łyk wody i wstał - Dziękuję staruszku.
Wyszedł przed karczmę widział ze skład grupy nie co się zmienił. Jedna osoba zniknęła pojawiła się kobieta.
-Panie Garet, zazwyczaj honor mi nie pozwala, ale proszę pana o skromny dar 9 sztuk złota w zamian oferuje swoje usługi na czas wyprawy. Mam nadzieje ze pan się zgodzi mam pewna sprawę którą muszę niezwłocznie załatwić, ale po tym czasie dołączę do pana grupy. O ile się pan zgodzi- w zasadzie nie robił tego, aby naprawić miecz. Chodziło mu bardziej o tego biednego zatroskanego karczmarza.
Zwróciłem na niego wzrok spoglądając obojętnie lodowatymi oczyma. Zastanowiłem się chwilę błądząc w otchłaniach wspomnień i informacji zebranych przez lata. W końcu coś zacząłem dostrzegać w mroku myśli. Niczym lekkie połyskiwanie nasuwało pewne skojarzenie nie dając jednak pełnej treści informacji o sobie.
-Coś ciebie zaczynam kojarzyć. W porządku. Trzymaj! -powiedziałem podając 9 sztuk złota.
-A karczmarz to nie jest jeszcze taki stary, tylko sobie mięsień piwny wyhodował. Poczekamy tu chwilę na ciebie. -stwierdziłem. Wszedłem do środka prowadząc delikatnie za rękę Fineę, by usiąść przy jednym z wolnych stolików.
Podszedł do karczmarza, a na twarzy wymalował się uśmiech.
-Mam 100, teraz tylko nadzieje ze nie zażyczy sobie 101 za robotę, prowadź do kowala- poprosił.
- Gdy byłam mała mój ojciec został porwany. Matka wyruszyła by go odnaleźć, lecz także zaginęła. Ciocia powiedziała, że w tym mieście znajdę niejakiego Mongusa Pushera , u którego zatrzymała się moja matka podczas poszukiwań i napisała wtedy ostatni list do mojej ciotki. Chciałabym z nim porozmawiać, aby się czegoś dowiedzieć. Wiesz może gdzie mogę go znaleźć? Byłabym Ci bardzo wdzięczna za pomoc.
Garet:

Kobieta dała ci się prowadzić, nie wyrwała ręki, choć nie dawała ci najmniejszych nawet znaków, by darzyła cię uczuciem większym niż lekkie zaufanie. Kiedy usiedliście przy stoliku Finea zamówiła sobie wodę, a ciebie zapytała:
- A twój kolega w gorsecie? Dołączy do nas? - zaśmiała się lekko.


Fenris:

Karczmarz zawołał jednego ze swoich niewolników, był to młody chłopak ubrany w proste, nieco podarte ciuchy, nie wyglądał jednak na niedożywionego, co często zdarzało się niewolnikom. Chłopak nie był też markotny. Z werwą ruszył przed siebie prowadząc cię do kowala.

Dalej

Sillia:

Mężczyzna poderwał głowę, aż spadł mu kaptur. Miał pociągłą twarz, piwne oczy i ciemne, krótkie włosy. Wpatrywał się w ciebie bacznie przez jakiś czas, po którym widocznie uznając twoją wypowiedz za prawdziwą odrzekł:
- To... to ja jestem tym, którego szukasz... - urwał.
-Pewno tak. -uśmiechnąłem się tajemniczo nie dając nawet części informacji o stanie mojego nastroju. Naciągnąłem kaptur z płaszcza na głowę. Wiedziałem jak teraz wyglądam: mroczny i zakapturzony nieznajomy, zza płaszcza wystaje miecz w pochwie, a spod kaptura połyskują zawsze czujne lodowate oczy.
-Mogę się podzielić z tobą jedną z moich pobudek, które mną kierują. Szukam zbroi Haluetha Nevera, założyciela Titanium. Pancerz ten jest niesamowicie lekki oraz gibki. Odbija każdą magię, a do tego jest twardy niczym najtwardszy metal. A zwie się Amorath. -po tych słowach kierowanych do towarzyszki, pogrążyłem się w marzeniach.
Gdy podsłuchiwałem co mówił Garet i nieznajomy w pewnej chwili moje myśli odleciały w całkiem inny temat. Zacząłem się zastanawiać czy na pewno chcę wyruszyć na bagna. Nie miałem pewności czy w środku bagien się nie zgubię, gdy przypadkowo towarzysze mnie opuszczą. Gdy wróciłem do świata żywych nieznajomego już nie było, a Garet razem z Fineą siedzieli przy stole. Pewnie nie będą szczęśliwi jak im przeszkodzę konwersacje ale jeżeli mam z nimi wyruszyć to muszą się do mnie przyzwyczajać. Podszedłem do stolika przy którym byli towarzysze i zapytałem z grzeczności wskazując na najbliższe krzesło:
-Wolne?
Fenris

Tym razem na zewnątrz nie było nikogo, swoich przyszłych kompanów zobaczyłeś jednak siedzących wspólnie przy jednym ze stolików w środku zadymionej sali.

Ilsida:

Finea odparła:
- Oczywiście, czemu miałoby nie być. Jesteś przecież częścią tej drużyny. - uśmiechnęła się do ciebie przyjacielsko. - Ale ubranie i tak powinieneś zmienić. - dodała po chwili psując przyjemny obraz.
-Jak widać -wzruszyłem ramionami nadal siedząc cieniu kaptura. Miałem nadzieję na szybki powrót Fenrisa. Spostrzegłem kątem oka Ilsidę i z lekkim zdziwieniem spytałem:
-Nic nie jesz?
Fenris, zauważył, ze reszta drużyny siedzi w karczmie. Podszedł do grupki, która wydawała się dość osobliwa- gorset, mrok, kobieta. Myślał o skarbach i przeciwnikach jakie mogą go spotkać na wyprawie, czy to było warte zachodu?
- Niestety będę musiał zostać tu jeszcze jeden dzień, bron, która ma mi posłużyć jest naprawiana. Jeśli chcecie wyruszcie teraz, oddam Ci pieniądze Garet, ale jeśli was dogonię to zwrócisz mi mój udział + znaleźne(czyt. część skarbu). Jaka jest twoja decyzja?
Sądząc po ubiorze nie jest tutejszy...
-Wierz mi nie dogonisz. Zbyt dobrze znam te krainy by mógł mnie odnaleźć pierwszy lepszy awanturnik. Zobaczę co odpowiedzą towarzysze...
Zwróciłem się do Ilsidy i Finei:
-Czekamy?
Jej nie sądziłam, że tak szybko uda mi się go znaleźć. Mam chyba szczęście. Oby jeszcze coś wiedział co mi pomoże w odkryciu prawdy.
- Nie sądziłam, że odnajdę Cię tak szybko.
Uśmiechnęła się do mężczyzny i dodała:
- Pamiętasz może moją matkę? Może wiesz gdzie potem wyruszyła albo chociaż w jakim kierunku?
Z nadzieją poczekałam cierpliwie na odpowiedź.
Usiadłem koło towarzyszy po czym zwracając się do Finei dość luźno powiedziałem:
-Hej, chwila. Musimy coś ustalić. Ja nie czepiam się was, wy nie czepiacie się mnie. Jeżeli między nami ma być miła atmosfera to musicie się powstrzymywać od rad. Jeżeli komuś nie pasuje mój ubiór to albo niech odejdzie albo niech będzie cicho.- Przy ostatnim zdaniu można było usłyszeć w moim głosie lekkie podniesienie. Następnie odpowiedziałem Garetowi: -nie, nie jestem głodny.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
Reference URL's