-To w końcu nie wykonałeś zadania? No, przynajmniej przygodę miałeś. A w Midon stale się coś dzieje, tak wiele wydarzeń, że człek nie wie o czym opowiadać. Rozumiesz, człowiek przyzwyczajony już tego tak dobrze nie zapamiętuje. Raz był tu ciekawy jegomość, co się razem z czterema innymi wybrał na smoka. Dziwiła mnie ta kompania - dwóch chuderlaków, dwóch łuczników i tylko jeden był wprawnym wojownikiem. Nie spodziewałem się wcale, by odnieśli wielki sukces. No cóż, wrócił z tej wyprawy tylko jeden z łuczników, więc resztę możesz dopowiedzieć sobie sam... Pewnie przybiegł z płaczem, gdy tylko smok zajął się jego towarzyszami, parszywiec... - przerwał swoją opowieść, by obsłużyć niezwykle szczupłego mężczyznę. Po chwili wrócił do ciebie:
-A powiedz no mi Garet, ustatkujesz ty się wreszcie? Znalazłeś jakąś dziewkę w końcu? - mówiąc to uśmiechał się lubieżnie.
-Ja nie mam odpowiednich warunków na związek. A ja i ustatkowanie? Wyobraź sobie mnie jako garncarza, czy kowala. Ciężka sprawa. A co do smoka... Spotkałem jednego kiedyś. Był całkiem mądry jak na gada. Zamiast mnie od razu zjeść, to ten się pyta, czy zaśpiewam mu jakąś pieśń, bo mu się nudzi. No to mu powiedziałem, że nie umiem śpiewać, ale mogę mu opowiedzieć jakiś kawał. No to opowiadam jakiś najnudniejszy i najdłuższy by usnął. Ten jak się zaczął śmiać, to lawina zeszła. Dał mi ten amulet co noszę na szyi, mówiąc: "Ten medalion będzie potężniejszy jeśli w końcu naprawdę pomożesz innej istocie..." No to pomagam wszystkim jak leci, a tu nic. Chyba trzeba komuś pomóc przez przypadek... A wy Lambert znacie jakąś tutaj wolną pannę?
Karczmarz roześmiał się.
-Wiesz oczywiście, że teraz nie wolno mi zwracać na takie rzeczy uwagi... - mrugnął porozumiewawczo. - Więc oczywiście, że znam! Dziewek tu do wyboru do koloru, rozejrzyj się tylko, a nuż ci któraś wpadnie w oko! O, może na przykład tamta. - wskazał siedzącą samotnie przy stole kobietę. Była naprawdę śliczna, jej kruczoczarne, proste włosy skrywały ładną twarz. Szczupła, choć odpowiednio zaokrąglona talia podkreślała jej urodę. Najbardziej jednak mogły w niej intrygować dwie skórzane kabury i rewolwery znajdujące się w nich.
-Przydałaby się do kompanii... Wygląda na zaprawioną w bojach...
Przeprosiłem na chwilę Lamberta, podchodząc do kobiety.
-Dzień dobry -powitałem z pogodnym uśmiechem piękność. -Nazywam się Garet Jax, znajomi mówią po imieniu.- podałem rękę. -Zajmuję się pomaganiem innym, jednak nie zabijam bez sprawiedliwego i słusznego powodu. Mogę usiąść?
Kobieta już miała cię spławić, jednak twoje słowa zainteresowały ją. Spojrzała na ciebie swymi głębokimi, zielonymi oczami i oddała uścisk dłoni. Był zaskakująco mocny.
-A więc siadaj, lecz jeżeli szukasz kompanki na noc, muszę cię zmartwić - nie jesteś w moim typie. - rzekła nieco chłodno.
-Nie o to mi chodziło, aczkolwiek który mężczyzna by o kobiecie pani urody nie marzył? Jako, że wysłuchuję ludzi, a zwłaszcza dam, pragnąłbym zapytać, czy mam od razu przejść do propozycji wyprawy, czy mam ośmielić się dobrać, co wydaje się niemożliwe, jeszcze kilku komplementów, które i tak w pełni nie oddawałyby pani urody?
- Daruj sobie komplementy, te subtelne również. - rzekła znacząco. - Ja nie jestem z tego rodzaju kobiet. - Choć jej słowa temu przeczyły byłeś pewien, iż dostrzegłeś na jej twarzy cień jakby zadowolenia z połechtanego ego. - Cóż za wyprawę chcesz mi zaproponować?
-Skoro tak... -zmieniłem to na bardziej rzeczowy i suchy.
-Planuję wyprawę na bagna w celach zbadania pewnej ciekawej mapy. Mimo, że miecz nie jest mi obcy, potrzebuję towarzysza. Samemu może też bym sobie poradził, ale nie chcę tracić sił na takie "może". I przy okazji: jak ci na imię?
Kobieta przedstawiła się jako Finea. Po chwili odezwała się rzeczowym tonem:
- Podsumowując, zapraszasz mnie na wyprawę z obcym człowiekiem, której cel jest nieznany, która może być, a nawet na pewno będzie niebezpieczna i za którą nie ma pewnego wynagrodzenia, a na dodatek prowadzi w odległe rejony, tak?
Zmrużyłem oczy. Umiała wyprowadzać ludzi z równowagi. To dobrze.
-Dokładnie. A więc: wyprawa dla prawdziwie odważnych lub świrów. Pomijając "obcość" twojego rozmówcy dalej się pytam: czy ruszysz ze mną w tą podróż?
Dziewczyna uśmiechnęła się z nonszalancją i odrzekła:
- Oczywiście, że tak.
Po tym krótkim stwierdzeniu wpatrywała się w ciebie oczekując zapewne więcej wyjaśnień lub odpowiedzi na tak oczywiste pytania jak na przykład "kiedy ruszamy".
Aż cisnęło się na usta "to spadaj!". Pogmerałem chwilkę w torbie w poszukiwaniu mapy. Wyciągnąwszy ją z triumfem, rozwinąłem na stole. Wskazałem cel wyprawy, mówiąc:
-Lokacja, do której zmierzamy, leży tutaj. Zdobyłem tą mapę niezbyt rycerskim sposobem. Może to być wioska dekanów, skarbiec lub miejsce ukrycia potężnego artefaktu. Możliwe także, że to jest dom byłego właściciela mapy. A wyruszamy... Władasz magią? -zapytałem się. Chciałem wyruszyć dopiero z magiem. W Midon powinno się znaleźć kilku czarodziei, ale albo to byliby tchórze albo początkujący podróżnicy. Przejechałem wzrokiem po figurze kobiety, zatrzymując wzrok dłużej jedynie na twarzy oraz na krągłościach (dłużej niż na twarzy).
Finea słuchała cię z zainteresowaniem. Na zadane pytanie odpowiedziała:
- Ani magia, ani siła, za to doskonała celność... - Jej wypowiedź nacechowana była pewnością siebie. - To kiedy wyruszamy?
Kobieta zauważyła twoje spojrzenie, jednak nic nie zrobiła. Miałeś wręcz wrażenie, że uznanie dla jej wdzięków sprawia jej przyjemność, gdyż splotła na chwilę ręce za oparciem krzesła rozciągając się.
Na moich ustach pojawił się uśmiech cwaniaka. Wyciągnąłem notes, atrament i pióro. Założyłem nogę na nogę tak, bym mógł położyć na nich dziennik i by kobieta nie widziała co piszę. Obkręciłem kilka razy zręcznie piórem między palcami, po czym zacząłem pisać charakterystykę Finei. Imię, zdolności, pustą rubrykę historii oraz mały rysunek damskiej dłoni na rewolwerze. Skończywszy pisać, zatkałem atrament, po czym schowałem go razem z piórem i dziennikiem do torby. Pogładziłem włosy. Wyciągnąłem sztylet na próbę. Podrzuciłem go kilka razy w zamyśleniu, zawsze łapiąc w powietrzu. W końcu schowałem go za pas ze słowami:
-Ruszymy kiedy tylko znajdę maga. Ani chybi będzie potrzebny. A i ładnie jesteś ubrana. -powiedziałem z uśmiechem, patrząc na jej kształty.
Dziewczyna patrzyła na ciebie z pewną dozą zażenowania, zwłaszcza kiedy ni z tego ni z owego zacząłeś podrzucać sztylet. Uśmiechnęła się lekko do swoich myśli. Po usłyszeniu twojego komplementu dziewczyna prychnęła - widocznie nie był w jej stylu. Jakby nieco urażona wstała i powiedziała:
- Będę tutaj jutro rano, tymczasem potrzebuje snu. Dobranoc. - jej głos był chłodny. Obróciła się do ciebie tyłem i weszła na schody kołysząc miarowo biodrami.