Latus

Full Version: Karczma "Pod Srebrnołuskim Wężem"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
Jakich naszyjników? Skąd on nie, że tamten ma naszyjniki? Co to za koleś w ogóle? Te i mnóstwo innych pytań odbijały się po głowie Yatou. Spojrzała w zadumie na mężczyznę, którego miała w najbliższych planach okraść. Wyglądał, no teego eee... normalnie. Wślizgnęła się z powrotem do karczmy, przycupnęła gdzieś z boku, tak by widzieć swój cel, a jednocześnie wtopić się w tło. Trza gościa najpierw pośledzić trochę. Tylko gdzie, do cholery, on ma te głupie naszyjniki? Chodź na legikę rzecz biorąc, powinien mieć je na szyji. Przewróciła oczami, głupia była, to pewne.
Marvil:

Karczmarz wciąż najwidoczniej nie kojarzył twojej twarzy, zdecydowanie jednak pamiętał złowrogie dla niego imię twego zmarłego kompana. Otrzymałeś to, o co prosiłeś, a karczmarz zażądał jedynie 30 sztuk złota.

Yatou:

Z łatwością dojrzałaś naszyjnik noszony przez mężczyznę, jednak zdziwiło cię to, iż jest tylko jeden. Ponadto widziałaś, że miał jakieś chody u karczmarza, załatwił sobie po okazjonalnej cenie nocleg i kolację.
Taką kwotę chętnie zapłaciłem, po czym wróciłem do swojego stolika. Rozsiadłem się wygodnie i zacząłem jeść powoli mój posiłek. Rozglądałem się też po karczmie, zastanawiając się o czym to też ludzie i lotosi tutaj rozmawiają. Ciekawe ile jeszcze czasu do zmierzchu zostało. - przeszło mi przez myśl. - Mam nadzieje, że ten cały Grut się tu dziś nie zjawi, najlepiej by było jakby w ogóle tu nie przyszedł.
Rozglądając się po karczmie dojrzałeś wielu mężczyzn i kilka kobiet rozmawiających na trywialne tematy. W końcu jednak, twój wzrok padł na ciekawie przyglądającą ci się dziewczynę. Twoje "oględziny" przerwało nagłe otwarcie drzwi, w których stał młody chłopak z łukiem na plecach. Chwilę rozglądał się po karczmie mrucząc pod nosem:
-Orzeł na szyi, orzeł na szyi...
Gdy spostrzegł ciebie, prędko ruszył w tym kierunku. Siadł, po chwili jednak wstał od twojego stolika nie bardzo wiedząc, co robić.
-Jestem Grut. - rzekł zmieszany. - Czy to pan na mnie czeka? Właściwie to miałem przyjść jutro, ale po prostu musiałem już dziś zobaczyć mojego przyszłego nauczyciela. - mówił entuzjastycznie siadając do stołu.
Ech w co ja się wplątuję? - pytałem sam siebie nie rozumiejąc jak mogło dojść do takiej sytuacji. Mało mam zmartwień? Jeszcze mi wychowanka brakuje. - Westchnąłem zrezygnowany.
- Cóż za dobrze to Ty wychowany nie jesteś. Opowiedz mi coś o sobie, przekonaj mnie do siebie, gdyż jeszcze nie zdecydowałem czy zostanę twoim nauczycielem. - powiedziałem dość chłodnym głosem. Czekając na odpowiedź przyglądałem się uważnie chłopakowi.
Chłopak przypominał nieco Johna, był nad wyraz wysoki. Włosy nosił krótkie, każdy odstawał w innym kierunku. Twarz miał pociągłą, jego błękitne oczy dziwnie przyciągały wzrok.
-Jestem Gurt, jak zapewne już wiesz. - bez zająknięcia przeszedł na "ty". - Ojciec uczył mnie czego tylko potrafił, jeśli chodzi o strzelanie. Myślę, że nie interesuje cię moje życie prywatne, a jeśli tak to pozwól, że opowieściami umilę podróż w późniejszym czasie. Jeżeli chcesz ocenić moje zdolności możesz mnie przetestować. - zapewnił nieco zuchwale. Chłopak spoważniał:
-Ze swojej strony oferuję lojalność. W razie opresji z pewnością możesz na mnie liczyć, gdyż w sytuacji bez wyjścia mogą znaleźć się nawet mistrzowie w swej profesji. We dwóch zawsze łatwiej. - uśmiechnął się lekko i skłonił nieco głowę.
Jaki ojciec taki syn, czego ja się spodziewałem. Dobrze, że nie czyta w myślach. Czy aby na pewno?? - zmarszczyłem lekko brwi i przyjrzałem się reakcji chłopaka gdy to pomyślałem.
- Jutro sprawdzę Twoje zdolności, a póki co mam dla Ciebie inne zadanie. Umiesz czytać? Chętnie bym się dowiedział czy nie ma czegoś ciekawego na tablicy ogłoszeń. Sprawdź to. A druga sprawa, mieszkasz tutaj i zapewne znasz większość mieszkańców, czy słyszałeś o kimś kto skupuje smocze łuski? - pytałem mojego młodego ucznia.
I po co Ci to? Pozbądź się go jak najszybciej po co masz się z nim użerać? - podpowiadał mi głos rozsądku i najlepiej bym zrobił jakbym go posłuchał. Jutro mu powiem, że nie może ze mną ruszyć i będzie po problemie. - ta myśl trochę mnie uspokoiła.
Chłopak nie pokazał po sobie żadnej reakcji na twoje myśli. Gdy powiedziałeś o tablicy uniósł się chcąc wykonać zadanie jak najszybciej, na informację o smoczych łuskach jednak z powrotem opadł na krzesło.
-Ubiliście smoka?! - krzyknął podekscytowany na całą karczmę, w waszym kierunku obróciło się wiele ciekawych par oczu.
- Tak ubiliśmy - warknąłem rozgniewany. - Ale to zwycięstwo twój ojciec i jeszcze jeden dzielny mąż przypłacili śmiercią, a nawet ja sam ledwo uszedłem z życiem. Nadal czujesz radość z tego powodu? Bo ja uważam że ta walka nie było tego warta. - nie zauważyłem kiedy mój głos przemienił się w krzyk. - A teraz przecz mi z oczu i nie wracaj dopóki nie dowiesz się czegoś sensownego. No już!
Chłopak przestraszył się, twoje słowa najwyraźniej do niego dotarły. Wyszedł z karczmy szybkim krokiem, bez słowa. Zdziwiła cię panująca cisza - prawie cała karczma wpatrywała się w ciebie. Jeden z mężczyzn przysiadł się, pytając:
-Powiedz... jeżeli ubiliście smoka, musieliście znacznie się wzbogacić, przyjacielu... - ton głosu miał nieprzyjemny, podejrzany.
Lepiej nie ufać takim podejrzanym typkom. Jeszcze gotów mnie okraść.
- Niestety nie, wielokrotnie raniliśmy tego smoka, ale udało mu się uciec. Próbowaliśmy go odszukać później ale nic z tego nie wyszło, pewnie i tak ta gadzina zdechła gdzieś a my nic z tego nie mamy. Jedynie straciliśmy naszych towarzyszy. - posmutniałem, chyba wreszcie dotarł do mnie ten fakt. Przecież to się wydarzyło zaledwie parę dni temu. Może nie przepadałem za nimi tak bardzo, ale to byli dobrzy ludzie, uczciwi i pomocni. Przestałem rozmyślać gdy przypomniałem sobie o siedzącym obok człowieku:
- A czemu cie to interesuje? Kim ty właściwie jesteś? Czy prócz opowieści chcesz czegoś więcej? - ton mojego głosu był zupełnie obojętny.
Twoja opowieść była bardzo przekonująca, uznawszy więc wcześniejszy okrzyk młodzika za przekoloryzowany większość zwróconych ku tobie oczu odwróciła się. Mężczyzna, który dopiero co się przysiadł wstał z zawodem, chcąc odejść, wtedy jednak dosłyszał twoje pytanie.
-Nie nie, po prostu mnie ciekawiło czy można wyciągnąć z tego jakąś fortunkę. Przepraszam za kłopot. - skłonił się nisko.


+10 PW, na PŻ sobie jeszcze poczekasz, wszak to rana przez smoka uczyniona, nie byle co ;]
- Może i można, ale czy warto? - odpowiedziałem mu i odprowadziłem go wzrokiem gdy odchodził. Postanowiłem zapalić jeszcze trochę "Midońskiego" ziela i poczekać na przybycie młodego Gruta. Może chociaż na coś się przyda.
- Smoooookaaa... - Szepnęła zdziwiona i otworzyła szerzej oczy. Coś się jej nie chciało wierzyć, że wielki gad im uciekł. Przeniosła się kawałek na bok, by lepiej widzieć mężczyznę i jednocześnie schody do pokoi. Oparła się o ścianę czekając.
Do pomieszczenia wszedł zdyszany Grut. Usiadł przy stoliku Marvila.
-Już się uspokoiłeś? - zapytał nieco bezczelnie. - Jeżeli tak, to może w końcu mnie posłuchasz. Twój ojciec umarł. Potrafisz to sobie wyobrazić? Nie wiem jakie miałeś relacje z ojcem, ja swojego kochałem. A więc on umarł. Odszedł z domu ze starym wrogiem i kilkoma nieznajomymi i umarł. Ot tak, gdzieś w lesie. Fajnie, co? A potem, nagle, dowiadujesz się, że oddał życie nie tylko w słusznej sprawie, ale też na sposób, jaki mu się zawsze marzył. W walce ze smokiem! Która na dodatek zapewne dzięki jego poświęceniu zakończyła się powodzeniem... Rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć, prawda? - mówił cicho, nie wzbudzając tak jak wcześniej zainteresowania, Yatou nie słyszała, o czym rozmawiali mężczyźni. Grut dodał jeszcze:
-Z zadań możemy wybrać się na groźną bestię z moczar, jednak nie szlibyśmy sami. Chyba, że wolisz niezwykłego rekina, buszującego w słodkiej wodzie, którego trzeba szukać po całej długości Revillo, pilnowanie dzieciaków, zdobywanie obiadu dla którejśtam rodziny albo, nieco ciekawsze, polowanie na dekana, który ponoć zabija każdego, kto zjawi się na wyspie na jeziorze Przejrzystym. - to mówił obojętnie, sam dbał tylko o to, żeby iść gdziekolwiek.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
Reference URL's