Latus

Full Version: Karczma "Pod Srebrnołuskim Wężem"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
// a dałeś mi papu? Jeśli tak to talerz z powodu głodu bardzo szybko zrobił się pusty//

Fenris wyszczerzył gały. Po jego czole spłynęła mała kropelka potu a nogi zaczęły się lekko trząść z podniecenia.
-Dziękuję, ile się należy?- rozejrzał się po karczmie rzucając spojrzenie w różowo-włosa potem kurczowo złapał mieszek i przeniósł wzrok na karczmarza.
Fenris:

//jedzenie i picie w karczmie to coś, co po zamówieniu na pewno się otrzyma, więc nie mam nic przeciwko jak ktoś sobie w swoim poście zamawia i od razu je, ja wtedy uznaję, że oczywiście zapłacił ;]//

- 6 sztuk złota. - odparł tamten. Zauważyłeś teraz, że człowiek przed karczmą, który miał posiadać mapę najprawdopodobniej z kimś rozmawia, jednak nie widziałeś rozmówcy. Do mężczyzny dołączyła jeszcze jedna istota - chłopak o czerwonych włosach ubrany w czerwony... gorset. Po chwili usłyszałeś donośny śmiech.

Garet, Ilsida:

Mężczyzna, z którym rozmawiał Garet zaśmiał się. Nie mógł się opanować przez dobre 2 minuty.
- Wyruszyć... haha, z tobą... - znów dostał ataku śmiechu. Kiedy się uspokoił rzekł jeszcze:
- Dlaczego niby, miałbym gdzieś z tobą wyruszać? Pytasz o to każdego nieznajomego, czy tylko tych, którym kradniesz mieszki?
Mężczyzna zdawał się ignorować Ilsidę.
-Jeśli nie chcesz to nie. Nieformalni słudzy Czarnego Pana, czyli każdy wojownik, zabójca czy mag bojowy, jeśli mają jakiś w tym cel, zawsze chętnie połączą siły z innymi wędrowcami Mrocznej Drogi. - mrowienie na karku wyraźnie wskazywało na to, że jestem obserwowany. Kątem oka zauważyłem Ilsidę. Coś mi mówiło, że ktoś się na mnie gapi z karczmy i to nie był Lambert.
-Teraz tylko znaleźć Fineę. -zwróciłem się do uzbrojonego w rozbrajający gorset czerwonowłosego posiadacza magii ognia.
Wyjął dokładnie pieniądze i z wielkim szacunkiem odliczył 6 sztuk złota. Położył na stole należną cześć, wyszczerzył zęby w uśmiechu i ruszył przed karczmę. Widział tam trzech ludzi, wydawali się być niespokojni chociaż słyszał śmiech.
Jeden ubrany w czerwony gorset, drugi w czarny płaszcz i jeszcze jakiś, ale Fenris nie zwrócił na niego uwagi. Podszedł do tego w czarnym płaszczu. Trochę się bal, nie przez posturę mężczyzny nawet i tacy padali od jego szabli. Bardziej martwiło go co mu powiedzieć, aby chętnie oddal mapę jeśli w ogolę ja posiadał.
-Słyszałem, ze masz jakąś mapę? Mogę zerknąć?- oznajmił odważnym tonem, w ostatniej chwili obmyślił plan, który mógłby mu pomoc.
Spojrzałem się na wyrostka wzrokiem, który powaliłby dawną bramę Titanium. Odwróciłem się tak, by mieć go naprzeciw siebie. Mierząc go zwrokiem zwracałem uwagę na siłę kończyn oraz na zręczność i gibkość ciała. Jak zwykle powiedziałem swoim cichym głosem mrożącym krew w żyłach:
-A czy boisz się śmierci?
- Są rzeczy gorsze od śmierci, które boja się mnie- Odparł Fenris - Ale wracając do mapy, czy mógłbym spojrzeć. Jestem "podróżnikiem" i myślę ze ta mapa może mieć jakiś związek z moja przeszłością. Moje imię to Fenris! A twoje chyba Garet o ile się nie mylę.
Z uśmiechem czerwony pirat przyglądał się reakcji Gareta.
-Taa... -odpowiedziałem naraz na wszystkie pytania. Miałem nadzieję, że ten powalony magik mi nie gwizdnął mapy. Otworzyłem torbę grzebiąc w niej chwilę, by po kilku sekundach wyjąć zwój pergaminu. Rozwinąłem go, by rzucić okiem jeszcze raz na drogę. Bagna, bagna, bagna. Jakbym chciał mieć powrót do przeszłości. Podałem ją drugiemu czerwonemu gościowi w towarzystwie.
-Oddaj ją zaraz.
-Ehh to jednak, nie to- oddal mapę z wyrazem rozczarowania na twarzy -Jeśli się tam wybierasz, powinieneś kogoś zabrać w około jest pełno bandytów. Ja pójdę się napić, jeśli potrzebujesz szermierza: jestem w karczmie.
Skierował się w stronę drzwi i ponownie wszedł dobijajac do barmana.
-Wodę poproszę- mówiąc poprawił szable- fałszywy trop dodał cicho.
-Nie, to nie... -zwinąłem mapę chowając do torby. Zwróciłem się do nieznajomego:
-Wiem, że to bezczelne, ale zawsze można mieć nadzieję. A więc: oddasz mi moje złoto?
Fenris:

Karczmarz podał ci wodę prosząc w zamian o 3 sztuki złota.
- No cóż... może znalazł ją ktoś inny... A właściwie... co to była za mapa? - zapytał człowiek ciekawie. Starał się przybrać przyjacielski ton. Dodał jeszcze:
- A póki nie masz żadnego tropu, mógłbyś zawsze wybrać się w podróż z Garetem... Wiesz... - tu ściszył swój głos - ...martwię się o niego.


Garet:

Mężczyzna był niewiarygodnie zaskoczony, nawet zapomniał o tym, by cię wyśmiać.
- Jakie twoje złoto? Nie zabrałem ci nawet odłamka złota! Czyli jeśli rozumiem, chcesz ukraść mi moje złoto roszcząc sobie do niego prawa? Ty nie dość, że kradniesz, to jeszcze jesteś szaleńcem z pomieszanymi zmysłami! H... - jego wypowiedź przerwał głośny huk, równocześnie z którym człowiek i jego mieszek... zniknęły. Nie było po twoim rozmówcy najmniejszego nawet śladu. Zauważyłeś stojącą nieopodal Fineę z wyciągniętym i dymiącym jeszcze rewolwerem.
-Mapa skarbu- chrząknął Fenris- równie prawdopodobne jest ze wpadła gdzieś do rzeki czy zniknęła w lesie. Martwi się pan o niego, no cóż musi to być dla pana ktoś bliski.
- no albo dużo płaci pomyślał
-Ale i tak nic nie zrobię dopóki nie znajdę nowej broni. Jest tu gdzieś jakiś sklep, a może ma pan jakaś bron białą na sprzedaż, chętnie bym mu pomógł, ale z takim wyposażeniem raczej tylko bym zawadzał.
Usłyszał huk, wyjął pordzewiałe ostrze i rzekł
-W niezbyt dobrym towarzystwie się obraca. Znajdę tu może kowala, aby przekuł ta szable?
-Moglibyście choć raz dokończyć rozmowę? -powiedziałem z poirytowaniem, ale też z lekkim rozbawieniem jak zwykle starannie zamaskowanymi. Nie tyle byłem szaleńcem co bezczelnym chamem. Odchyliłem się do tyłu czując strzelanie w kościach.
-Wszystko macie? -rzuciłem do towarzyszy. Schowałem naostrzony sztylet za pas.
Zwrócił on moją uwagę i przez jakiś czas bacznie się mu przyglądałam. W końcu postanowiłam do niego podejść. Gdy już to zrobiłam z uśmiechem spytałam czy miejsce obok niego jest wolne.
Fenris:

Rozmówca odrzekł:
- Jest tu w okolicy całkiem sprawny kowal... Mogę poprosić jednego ze swoich niewolników, by cię tam zaprowadził. Z pewnością byłby w stanie doprowadzić to żelastwo do lepszego stanu niż kiedykolwiek, jednak ów kowal się ceni. Za taką robotę wziąłby co najmniej 100 sztuk złota...


Garet:

Finea uśmiechnęła się do ciebie.
- Jakiś wredny typek, zresztą wiedziałam, że się teleportuje. A teraz zapewne już tu nie wróci. Będzie ci tego żal? - zapytała filuternie.
- Jeśli o mnie chodzi mam wszystko czego mi trzeba w takiej podróży.


Sillia:

Mężczyzna nie odpowiedział, odburknął tylko coś pod nosem i kiwnął głową. Domyśliłaś się w tym wszystkim odpowiedzi twierdzącej. Nie patrzył na ciebie, lecz dalej powoli przesuwał wzrok po sali. W końcu zwrócił się do ciebie:
- Masz jakiś cel w przysiadaniu cię do mnie? - jego głos nie był tak zimny, jak można by się tego spodziewać, nie należał jednak także do najcieplejszych.
-W twoim towarzystwie niczego mi nie żal... -stwierdziłem.
-A ty Ilsida? Wszystko masz? Możemy ruszać?
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
Reference URL's