Latus

Full Version: Karczma "Pod Żelazną Ręką"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Jest to miejsce niezwykle tłoczne, zadymione przez palaczy ziela fajkowego, zewsząd czuć zapach alkoholu oraz mięsiwa. Posiłki przygotowywane w pośpiechu to nie jest najmocniejszy punkt tej karczmy, natomiast znana jest z najlepszej jakości alkoholu (za który zresztą dużo sobie liczy). Jest to miejsce dla ludzi, którym nie przeszkadza brud, smród i trudne warunki, zresztą jak całe miasto. Karczma to jedna wielka sala z masywnymi stołami i niewygodnymi krzesłami, w której kelnerki średniej urody ("cieszące" się dużymi względami wśród nieco podpitej gawiedzi) dwoją się i troją, a mężczyźni ośmieleni alkoholem stale urządzają bójki o najmniejsze nawet drobnostki. Nawet sam barman, u którego można poprosić o pokój (na wygody nie ma co liczyć) czy informacje tudzież jakąś pracę, nie wygląda na do końca trzeźwego...

CENNIK:
Kufel piwa jasnego - 5 sztuk złota
Kufel piwa ciemnego - 7 sztuk złota
Kielich wódki - 10 sztuk złota
Wino - 9 sztuk złota
Grzane wino - 10 sztuk złota
(chłodny alkohol tylko za dopłatą 1 sztuki złota)
Ciepły posiłek - 5 sztuk złota
Pokój - 30 sztuk złota/noc
tzw. "apartament" - 50 sztuk złota/noc
ViVi

Tuż po otwarciu drzwi twoje nozdrza uderzył zapach pijaństwa i obżarstwa. Hałas panujący wewnątrz na chwilę cię ogłuszył. Panował tu półmrok, mniej więcej połowa miejsc była zajęta. Zauważyłeś kilka średniej urody kelnerek, większość jednak była dla ciebie paskudnie brzydka. W rogu dwóch podpitych ludzi pojedynkowało się na pięści.
Potrząsnąłem głową zaciskając zęby. Hałaśliwe dranie...stwierdziłem krzywiąc się mimowolnie. Tego nie lubię w ludzkich karczmach...
Zignorowałem brzydkie kelnerki, puszczając oko do tych średnich, bijących urodą w ohydnym otoczeniu i podszedłem do lady.
Karczmarz spojrzał na ciebie nieco nieobecnym wzrokiem, wyraźnie był podpity, jednak trzymał się.
-Sssłucham? - zapytał nieco oprzytomniawszy.
- Szukam informacji...- powiedziałem wysuwając z mieszka trzy monety - na temat panienki Valeris...
Postanowiłem dowiedzieć się czegoś ciekawego o dziewczynie którą spotkałem, a w karczmie powinno pójść najłatwiej.
Karczmarz na widok monet zdał się zupełnie wytrzeźwieć.
-Ah, więc interesuje pana panienka Valeris. Jest jedną z wielu krewnych króla mieszkającą na zamku, ja tam się gubię w tych ich pokrewieństwach. Bądź co bądź panienka Valeris znana jest z tego, że życie w zamku jej nie odpowiada, chciałaby poznać prawdziwego życia, uciec gdzieś z miasta. Powstrzymuje ją jedynie strach, dlatego zawsze w końcu pozwala się złapać i przyjmuje z udaną pokorą jakieś ichniejsze zamkowe kary. Poczciwa dziewczyna. - zaśmiał się.
Podrapałem się po głowie. Dziewczyna w moim typie.
- I zapewne mój dobrodziej nie zna kogo, kto by potrafił mnie przemycić do zamku nocą? - zapytałem przesuwając kolejne dwie monety po blacie.
Karczmarz rozejrzał się czy nikt nie podsłuchuje i rzekł:
-Przemycić się do zamku łatwo nie jest, ale jeżeli chodzi tylko o spotkanie z panienką, jest pewien sposób... - Patrzył łakomie na twój mieszek, w międzyczasie sprawdzając już otrzymane złoto.
Pokiwałem głową ze zrozumieniem i popchnąłem po ladzie jeszcze dwie monety.
- Dostaniesz jeszcze osiem przyjacielu i stałego klienta...jeżeli spotkanie z nią przebiegnie bez żadnych...problemów.
Musiałem uważać by moja lekkomyślność znowu wpakowała mnie w kłopoty.
-Wieczorem panienka przechadza się samotnie ogrodem, za zamkiem, bez żadnej straży, jako że ogród otoczony jest z trzech stron wysokim żywopłotem, z czwartej zaś przylega do zamku. Jeżeli znajdziesz sposób na żywopłot, znajdziesz i dziewczynę. Idź tam kiedy słońce będzie chyliło się ku zachodowi.
Podziękowałem mu szczerze.
Coś czuję że spędzę w tej karczmie więcej czasu w przyszłości...
Wstałem i ruszyłem w stronę drzwi. Znalezienie zamku nie powinno mi sprawić problemów.
Ze względu na jego wysokość, z łatwością znalazłeś zamek.

Dalej
Otwieram masywne drzwi i zawadiackim krokiem wkraczam do karczmy. Rozglądam się na około starając się ujrzeć potencjalnego rozmówce.
Karczma pełna była podpitych ludzi. Gdzieniegdzie toczyły się bójki, pijana gawiedź zaczepiała brzydkie kelnerki. Panował tu zaduch. Zauważyłeś jednego, samotnego człowieka sączącego piwo.
Ludzie blee, wstrętny motłoch, nienawidzę tych śmieci
Zaciskam mocno pięści.
Podchodzę powoli do owego samotnika, bardzo uważnie go oglądając. Mówię:
- te chopie, co to je za miasto ?
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Reference URL's