Latus

Full Version: Karczma "Pod Żelazną Ręką"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Kompletnie olała kelnerkę prowadząc rozmowę dalej.
- Tutejszy karczmarz zlecił mi zabicie zwierzaka. Dekana. Niedaleko tego miasta, jest las w którym go można znaleźć. Jedyny problem polega na tym, że... nie jestem pewna, czy sobie sama poradzę. Proponuję podział nagrody... pół na pół. Co Ty na to? - nagle postanowiła przejść na "ty".

"Ogólnie fajny facet... ale wydaje mi się taki trochę... bo ja wiem... zniewieściały?
*Popijał z kufelka słuchając i rejestrując M wzrokiem. Na słowo 'nagroda' przestał patrzeć jej na oczy i spojrzał w oczy.*
- Ile tego jest?
- Nie wiem. Rantus... znaczy się karczmarz nic nie mówił. Ale to zaufany człowiek... pracowałam tu, wydaje mi się, że go znam - teraz jak sama o tym myślała, nawet go o to nie spytała. Bogowie, ale ze mnie amatorka!
*Zrobił kwaśną minę*
- Co z tym dekanem? Naraził się komuś szczególnie? Pytam, bo nie zabijam dla uciechy. Jak mogła nie spytać się o nagrodę - co za amatorka. *Popił z kufla...* Już koniec?! *Woła o jeszcze jedno.*
- To dekan... a Ty się pytasz o powód? - powtórzyła, bojąc się, że nie usłyszał, spojrzała na niego podejrzliwie. "Co z nim jest? Przecież to cholerny nieludź..."

- A o nagrodę się nie martw. Mogę Cię zapewnić, że będzie warto... - tu zrobiła pauzę - a, poza tym ufam karczmarzowi.

"Nie wygląda, ani na dekana, ani na lotosa. Więc, skąd to pytanie o powód?"
W międzyczasie przed Niziurem postawiono kolejne piwo, takie samo jak wcześniej. Kelnerka szybko się oddaliła nie chcąc przeszkadzać ponownie.
*Mile zaskoczony popija z następnego kufla napój bog... sikacz portowy*
- To dość skomplikowane. Dla ciebie. Jakby dekan miał mnie, hyp... Aż tyle nie wypiłem, żeby mieć czkawkę. zaciukać za bycie sobą, to by było głupie... Przynajmniej dla mnie. Kiedyś, hyp... ktoś mi takie mądre słowo ssspsz... Już mi się litery gubią?! sprzedał - relatywizm. Jakby mi zabił świętej pamięci mamusię, to bym się wkurzył, a jak nic nie zrobił... szczerze mówiąc niech sobie żyje. A przynajmniej da mi spokój.
*Po szybko wygłoszonym wykładzie nieco się ożywił. Możliwe, że ma to coś wspólnego z kolejnym piwem*
- Wolę pewność, niż zapewnienie. Piękna, hyp... jasnowłosa dowiedz się o dokładną nagrodę, a wtedy się namyśle. Czy podzielić się z tobą, czy samemu ją zgarnąć. *Mrugnął zawadiacko i na twarzy wymalował mu się grymas nieprzyjemnego zaskoczenia - śpieszmy się pić piwo, tak szybko się kończy.*
Spojrzała na niego bez słowa. Przez jej twarz przemknęło jej zdziwienie i chyba zakłopotanie. Opuściła delikatnie wzrok.
- A jeśli mam powód, dla którego miałabym go zabić? Byłbyś wtedy skłonny to zrobić? Co do nagrody - nie widzę większego problemu - uniosła rękę, prosząc karczmarza, by do nich podszedł.

Po co ja w ogóle ciągnę, tę rozmowę? Równie dobrze mogę zrobić to sama.
*Uśmiechnął się raczej do siebie*
- Wtedy wrodzona ciekawość każe mi spytać 'co to za powód?'.
Karczmarz nieco niechętnie podszedł do waszego stolika, po jego figurze poznać można było, że nie lubił wychodzić zza szynkwasu. Kiedy stał już nieopodal zapytał:
- W czym problem Mirabelle? Wyprosić tego gościa? Narzucał się w jakiś sposób? - w jego głosie czuć było zatroskanie. I alkohol.
- Nie wszystko w porządku. Jak na razie. Powiedz mi, ale dokładnie, jaka jest nagroda w sprawie o której rozmawialiśmy. I nie owijaj w bawełnę - spojrzała na niego delikatnie się uśmiechając.
*Wyszczerzył się tylko, uniósł kufelek i cicho coś mruknął o dobrym piwku.*
Niech cie szczury obgryzą do kostek za tą breję.
Karczmarz wpatrywał się w oczy Mirabelle, a na jego twarzy powoli pojawiał się uśmiech. Zaśmiał się nawet i pogroził jej palcem, zanim odpowiedział:
- Ze dwieście sztuk złota. - nie był mocno pijany, ale alkohol w jego żyłach na pewno pomógł dziewczynie w uzyskaniu odpowiedzi. Karczmarz powoli ruszył w stronę swojego siedziska, zapewniając, że w razie problemów zawsze jest w pobliżu.
*Szybko dopił piwo*
- Z drugiej strony, to tylko dekan, nieprawdaż? *Błysk w oku mógł wskazywać na spożyty alkohol lub mieć jakiś związek ze wcześniej wspomnianą sumą.*
- Swoje powody będziesz mogła mi wyjawić przy okazji. To jak będzie?
- Widzisz. Dwieście sztuk złota... - uśmiechnęła się do Niziura. Niezbyt dużo, biorąc pod uwagę konieczność podziału na pół...

Uniosła delikatnie brwi do góry, spojrzała ukradkiem na pistolet Niziura - dość dwuznacznie...
- Kto wie, może dorzucę jeszcze coś od siebie... jeśli to Cię nie przekonało - uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Oferta jest nadal aktualna. Jeśli nic się nie stanie, to jutro rano idę do lasu po tego dekana, zostaje tylko kwestia, czy idziesz ze mną, czy nie - spojrzała za okno. "Jeśli przyszedłby jutro na kacu, to na wiele mi się nie przyda... choć, kiedy ten dekan byłby zajęty gryzieniem... ym... nieważne."
- Idę na górę się przespać. Nie wiem i nie obchodzi mnie ("Jasne...") zanadto co Ty przez tę noc będziesz robił... ja w każdym razie będę na górze - zaczekała jeszcze, żeby usłyszeć jego odpowiedź, nim odejdzie od stołu.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Reference URL's