Latus

Full Version: Karczma "Pod Żelazną Ręką"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
*Tym razem uśmiechnął się nieco paskudnie*
- Co masz na myśli mówiąc 'coś od siebie'? Ciekawe jak szybko potrafi wyskoczyć z łaszków? Zresztą nieważne, zwierzak może też mieć coś cennego przy sobie... Cholera, ale baba na polowaniu? A jak zacznie piszczeć i uciekać... chociaż nie wygląda na taką. Z drugiej strony, gdyby dekan był zajęty gryzieniem...
*Poprawił pistolet w sposób raczej dwuznaczny* Muszę zabra... kupić kilka przydatnych rzeczy. Nie dosłyszałem w którym pokoju będziesz jasnowłosa! Bo nie powiedziałaś.
- Mam na myśli, coś co mam ja, a czego nie dostaniesz, ani od karczmarza, ani od zwierzaka - uśmiechnęła się pod nosem. "Dziwkarz, pijak i do tego jeszcze perfidny materialista... pięknie, po prostu pięknie." Szybko pozbyła się uśmiechu z twarzy i przeszła do konkretów:
- Można go znaleźć w lesie nieopodal, od ofiary, która przeżyła jego atak dowiedziałam się, że dość łatwo go przyciągnąć mocnymi perfumami. Atakuje prawdopodobnie z zaskoczenia, wątpię, żeby wychodził przed człowieka i oznajmiał mu, że ma go właśnie ochotę schrupać... ruszam jutro: godzinę, lub dwie przed południem - spojrzała na niego, znowu przystrajając twarz w delikatny uśmiech.
*Przez chwilę wyglądał na bardzo zamyślonego* Niebieskie migdały, niebieskie migdały...
*Pociągnął nosem* Perfumy, zwykle robione na bazie alkoholi. Wyczuje mnie z daleka. Muszę coś wykombinować żeby tak nie śmierdzieć...
*Przez ułamek sekundy w jego oczach można było dostrzec czystą grozę.* Że w ogóle pomyślałem o tym, żeby nie pić?!
*Lekko się uśmiechnął* Chyba, że...
- A co powiesz na antałek dobrego wina w moim skromnym towarzystwie? *Wyszczerzył się perliście i nonszalancko.* Cholera, jeszcze pomyśli, że jestem jakiś dziwkarz, pijak i materialista... chyba dobrze pomyśli.
- Hm...? "Wina?!" - Jasne, czemu nie. Szczerze mówiąc, nie pamiętam kiedy ostatnio ktoś proponował mi wina - uśmiechnęłą się do niego serdecznie.
- Byleby nie za dużo, nie mam ochoty umierać nad ranem - położyła ręce na stole. Zdjęła też nogę ze swojej drugiej nogi - siedzieć w ten sposób długo jest niezbyt wygodnie.
*Wstał i podszedł do szynkwasu. Po drodze rozejrzał się ukradkiem po karczmie, w końcu warto wiedzieć, gdzie się pije.* Weź tu człowieku uczciwie zarób. Żadnych walających się pijaków z pełnymi kiesami?
-Karczmarzu, panie Rantus jak słyszałem. *Wyciągnął rękę w geście przywitania i zaczął mówić dosyć zadowolony.* Panienka Mirabelle chciała się napić ze mną na koszt firmy... Przecież ją lubisz, nie? Prawie jak tatko. ...antałek wina, tak na przypieczętowanie współpracy. Pomogę jej w polowaniu na dekana i będę baczył coby żadna szkoda jej nie spotkała. Przynajmniej ze strony nieludzia... *Zapewnił hardo, po czym nieco smutniej kontynuował.* Chyba jednak nie wypada mi tak żerować na szanownym... Niech-Cie-Diabli-Wezmą-Sknero ...przyszłym pracodawcy, gotów więc jestem owy antałek odkupić. *Dosyć leniwie zaczął symulować poszukiwanie sakiewki.*
Karczma wyglądała całkiem zwyczajnie - ot przy stolikach siedziały grupki starych lub nowo poznanych znajomych, gdzieniegdzie samotny wędrowiec, większość była dawno pijana, pozostali mieli niedługo do nich dołączyć. Na drodze do szynkwasu zauważyłeś trzech mężczyzn, którzy przegrali już starcie z alkoholem, adekwatnie jednak do stanu sakiewka każdego z nich była już pusta.
Po wysłuchaniu twojej przemowy karczmarz odrzekł:
- Nieważne jak dużą sympatią darzę Mirabelle, gdybym rozdawał alkohol za darmo poszedłbym z torbami. Za chłodne wino należy się 10 sztuk złota, przy okazji może pan zostawić zapłatę za już wypite piwa - 12 sztuk złota.
*Nie zmienił ani trochę miny, choć przeklnął w duchu.* Ku***...
-Tak też myślałem, a i mnie nie wypadałoby przyjąć wina darmo. *Niechętnie przestał symulować szukanie sakiewki i po prostu ją wyjął, całość wyglądała naturalnie.*
-Razem to będzie 22 monety, racja? *Wyłożył na stół o jedną monetę za dużo i wyszczerzył się w szczerym uśmiechu.* Co za zdzierstwo!
-Szepnijcie jeszcze miłe słówko ode mnie tej kelnereczce, tej z no... *Przeciągnął palcem po poliku i lekko się skrzywił.* Kto wie, może do czegoś się przyda.
Karczmarz zebrał pieniądze licząc je szybko wzrokiem. 22 monety schował, jedną włożył do kieszeni, zapewniając, że przekaże kelnerce jakieś "miłe słówko".
- Ma na imię Luiza. - dodał, mrugając porozumiewawczo. Mężczyzna uśmiechnął się do ciebie lekko. Obrócił się na chwilę, by zaraz zwrócić się w twoją stronę z antałkiem wina i dwoma kieliszkami.
- Wielkie dzięki. *Chwycił w jedną dłoń kieliszki, a w drugą wino, obrócił się na pięcie i uśmiechnął do Mirabelli* Luiza... Luiza, Luiza - córka markiza.
*Ostrożnie zmierza z cennym ładunkiem w kierunku stołu, przy którym wcześniej siedział.*
Odwzajemniła uśmiech, po czym spojrzała na "cenny ładunek" niesiony przez Niziura.
Zaczekała, aż podejdzie do stolika. Udała, że nie widziała dość sporego wydatku na alkohole Niziura.
- Więc... jak już wiesz, jestem Mirabelle. Nie słyszałam jeszcze Twojego imienia, a nie lubię pić z kimś kogo nie znam. "Poza tym, w razie problemów łatwiej będzie przedstawić straży list gończy z imieniem, niż z samym portretem pamięciowym..."
*Nalał wina do kieliszków i jeden wręczył Mirabelle*
- Po to zwykle jest pierwsza kolejeczka. W zasadzie wszystkie następne też.
*Uśmiechnął się życzliwie i wziął do dłoni kielonka. Zgięte ramię wyciągnął nieco przed siebie, by Mir mogła chwycić kieliszek i przełożyć swoje ramię w podobnym geście.*
- Michaello, Michał. W innych karczmach także Robert, Jacek, Artur, Bartek i... Larry? Tak, też chyba było.
- Michaello... - wzruszyła ramionami, pochwyciła kieliszek i przełożyła swoje ramię przez jego ramię. Uśmiechnęła się kącikiem ust. "On coś kombinuje... nie podoba mi się, to że materialista, nagle praktycznie z niczego proponuje mi napić się wina, po czym sam jeszcze za to płaci..."
*Wychylił kieliszek, a jego zawartość popłynęła szlakiem turystycznym przez jego przełyk. Trasa nazywała się "bezdenna otchłań - śladami zaginionych alkoholi".*
-Całkiem niezłe. Lepsze od sikacza. Często tu bywasz, Mirabell? *wypowiedział to tak, jakby się bawił brzmieniem jej imienia* Mirabelle... Mirabel... Jakiś rym do tego w ogóle jest?!
- I jak poznałaś Rentusa, jeżeli mogę spytać.
*Polał znowu.*
Wypiła kieliszek i w mgnieniu oka podsunęła mu swój.
- Faktycznie, nienajgorsze... Pracowałam tu, świadczyłam różnorakie usługi, za dość wygórowane ceny. Możnaby powiedzieć, że tutejsza spelunka miała taki ruch tylko dzięki mnie - roześmiała się cicho. "I co Ty na to?"
- Bywałam tu codziennie. Ale nie było mnie tu już parę lat; dziś zajrzałam tu w poszukiwaniu pracy.

Na chwilę zamilkła, po czym bawiąc się kieliszkiem spytała:
- Teraz Ty opowiedz coś o sobie.
*Rozciągnął usta w szerokim uśmiechu, pohamował śmiech.* Usługi różnorakie, hehe... a, tak - zapomniałem o wygórowanych cenach, eh.
- Dużo do opowiadania nie mam. Dużo po prostu nie chcę... Dawniej dużo pływałem, ale... ostatnio zdecydowałem się zejść na suchy ląd. Na morzu jest mniej karczm. ...i kobiet *Zaśmiał się i podsunął jej pełny kielich.*
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Reference URL's