Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Próbuję się zwinnie wydostać z uścisku mężczyzny, a gdy:
a)mi się to uda odskakuję wymachując mieczem i przygotowując sztylety.
b)mi się to nie uda próbuję dźgnąć mieczem mężczyznę w głowę.
Garet z impetem uderzył o ziemię, ignorując jednak ból udało mu się zwinnie uciec przed kolejnym atakiem Dragosaniego. Obaj zdążyliście się podnieść, Garet wyciągnął sztylet.
Garet - 10PŻ
Od razu po tym jak się podniosłem rzuciłem się na potężnego atakując mieczem z prawej strony pod żebra, a sztyletem celując w szyję będąc przygotowany na zrobienie uniku.
Krzycząc wściekle, jak niedźwiedź, chwyciłem stojące nieopodal krzesło i starałem się zasłonić nim przed atakiem jednocześnie nacierając w przód.
-Zaraz zginiesz człowieczku!
Jako że ataki Gareta wykonywane były z dwóch stron, Dragosani ochronił się tylko częściowo. Oba ostrza zostawiły płytkie rany. Dekan jednak nie robiąc sobie nic z ran parł naprzód przewracając człowieka na ziemię. Nagle, ku waszemu zdziwieniu w drzwiach karczmy stanął karczmarz i wyciągając w kierunku Dragosaniego rękę, krzyknął:
-To on!
Za nim do pomieszczenia wsypało się siedmiu opancerzonych strażników o różnym wyposażeniu.
-W imię władz miasta Titanium jesteś aresztowany. Poddaj się albo giń! - rzekł jeden z nich.
Dragosani - 5PŻ
Wykorzystując zaskoczenie mężczyzny szybko wydostałem się spod krzesła. Błyskawicznie doskoczyłem za straż, po czym zacząłem się z niej wycofywać.
Na twoje szczęście sztylet nie trafił, gdyż zostałby za tobą wysłany list gończy. Udało ci się wyjść z karczmy zostawiając potężnego mężczyznę w zaskoczeniu.
Wiedząc, że straż będzie mnie ścigać ruszyłem w stronę bazaru. Szkoda, że nie widziałem dokąd się udała tamta lotoska...
Dotarłeś do bazaru bez pościgu.
Dalej
Vergil wszedł do baru. Miarowym, spokojnym krokiem doszedł do lady po czym usiadł na jednym ze stołków. - Przepraszam bardzo... - Zaczął, udając przesadną uprzejmość. - Nie wiesz kiedy wyruszają stąd jakieś karawany do Midon ? Chciałbym się z jakąś zabrać... - Powiedział szybko. Cel był prosty, miał zebrać informacje o karawanie zmierzającej do Midon. Potem miał wrócić do swojego "pracodawcy" i przekazać informację ostrząc mieczyk ( szykując się do napadu ). Oczywiście w czasie zbierania informacji mógł robić co mu się żywnie podoba - dorabiając. - Nie masz jakiegoś zlecenia ? Jakiś stwór który nęka niewinnych ? - Spytał i prawie nie wybuchnął śmiechem. Nienawidził ludzi. Zabijał stwory dla pieniędzy i frajdy stoczonej walki. Czekając na odpowiedź zamówił piwo wyciągając sakiewkę.
Kamienne ściany karczmy nie wyglądały na zimne, wręcz przeciwnie - oświetlane pochodniami wydały ci się całkiem wesołe. Nie mogłeś powiedzieć tego samego o przebywających tu ludziach - paskudne, wykrzywione smutkiem i powagą mordy, raz po raz zasłaniane kuflem. Jedna tylko grupa ludzi śmiała się w głos, zachęcona alkoholem do głupich żartów. Reszta to jacyś znudzeni samotnicy. Unosił się tu nieprzyjemny zapach, zapach ludzi, którego nie maskowały nawet ciepłe potrawy tu serwowane. Gwar powodowany przez jedną małą grupkę był jeszcze do zniesienia.
- Jak cenne są dla ciebie te informacje? - zapytał przebiegle karczmarz uśmiechając się szyderczo. Kiedy zamówiłeś piwo, zapytał:
- Jasne czy ciemne?
Popatrzył na gospodarza wzrokiem pełnym powagi. Wiedział że mógł się spodziewać tego po LUDZIACH. - Trzy sztuki złota i ani grosza więcej. Jasne... Oświetli moje nędzne życie... - Zażartował po czym wyciągnął na stół mieszek. - Ile się należy ? - Spytał.
- Za piwo pięć sztuk złota. - zaordynował. - A za 3 sztuki złota, to ja mogę powiedzieć ci na przykład... że w niedługim czasie do Midon wyruszają trzy karawany. - po tych słowach karczmarz zamilkł i wyraźnie nie chciał powiedzieć nic więcej. Patrzył jedynie z pożądaniem na twój mieszek.
Popatrzył na gospodarza ze wstrętem. Wyciągnął pięć sztuk złota. Pił powoli zawartość kufla. - Trzy sztuki za jedną karawanę... - Powiedział już zrezygnowany.
Mężczyzna czując, że zarobek może mu się wyślizgnąć z rąk rzekł:
- Daj pan pięć i opowiem o jednej karawanie. - uśmiechnął się do ciebie przymilająco.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12