Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
- Dzięki - uśmiechnęła się serdecznie, unosząc kielich do ust i przechyliwszy go lekko upijając kolejny spory łyk.
- Co Cię tu w ogóle sprowadza... Michaello? Tylko szczerze, jak trafiłeś do tej karczmy? Każdy ma jakąś historię, chcę usłyszeć Twoją - spytała dopijając do końca swoje wino. "Wątpię, że odpowie szczerze, ale warto spróbować..."
Na jej twarzy wykwitły dwa różowe rumieńce. Najwyraźniej miała słabą głowę do alkoholu. Uśmiechała się teraz troszkę zalotnie.
*Westchnął, pociągnął łyk z kielicha i odstawił go ciężko.*
- Sam nie pamiętam, ale takie miejsca przyciągają mnie swoim gwarem... kobietami okazją do łatwego zarobku *Mrugnął porozumiewawczo.* i łatwych kobiet i możliwością napicia się czegoś mocnego. *Dopił do końca i wyciągnął rękę po jej kieliszek.* Już się rumieni, w sumie ładniutka jest, aż szkoda...
- A trafiłem tutaj dzięki pozostałym mi po żegludze zamiłowaniu do podróżowania, szczególnie na zefirze czegoś z procentami. To cię satysfakcjonuje? *Lekko się uśmiechnął* Ciekawe czy słyszy, że wymawiam zwroty typu 'cię' z małej litery?
- Chyba tak - stwierdziła mimowolnie podając mu kieliszek - ale to jest ostatni. Na dziś koniec - jej głos nie brzmiał jednak szczególnie stanowczo.
Oparła głowę dłonią, wpatrując się w butelkę wina, jak w obrazek.
- Wiesz... początkowo myślałam, że chcesz mnie oszukać przy pierwszej lepszej okazji "i nadal mam wątpliwości...". Najlepiej przed podziałem nagrody. Ale chyba jesteś ogólnie w porządku... - stwierdziła, patrząc uważnie to na niego, to na kieliszek.
*Jeżeli kiedykolwiek uśmiecha się w niewyuczony sposób, to właśnie teraz - widać lubi być wstawiony.*
- Ależ Mir, noc jeszcze młoda... No to żeś Niziur zapodał tekst jak domowy wierszokleta. *Polał do obydwu kieliszków.*
- Za piękne kobiety! *Wręczył jej pełny kielich* Może jeszcze przyjdą. *Wypił swoją kolejkę i lekko strząsł z siebie resztki trzeźwości.*
- W zasadzie, zastanawiałem się nad okradnięciem cie i może nawet gwałtem. *Rzekł poważnie... po czym zaśmiał się gromko.*
- Nieeee, żartowałem! Nie, serio. Ni... Misiek jeszcze ma resztki godności, nie? W szufladzie komody stojącej w rogu mojej kajuty na statku spoczywającym gdzieś w otchłaniach morskiej głębiny.
- Wspominałaś, hyp... Przepraszam-Na-Zdrowie-Dziękuję-Nie-Ma-Za-Co że przez parę lat tu nie zawitałaś. Gdzie cię nogi poniosły? *Widać, że jest bardzo ciekawy.*
Nie mogła nie uszanować takiego toastu, wzięła kieliszek i wypiła jego zawartość.
- Jakbyś się postarał, to by się to nie nazywało "gwałtem" - roześmiała się figlarnie
- A co do okradania i tak byś dużo na mnie nie zarobił, nie mam kasy...
- Pracowałam u pewnej bogatej rodziny. Te same usługi. Nawet nieźle płacili, ale... się skończyło i teraz jestem tutaj.
- Idę na górę... "A Ty pójdziesz za mną... ym... Miśku?"; nie ma mowy, żebyś wlał we mnie następnego - uśmiechnęła się, nie wstawała jednak i zdawała się specjalnie przeciągać czas, kiedy w końcu musiałaby wstać od stołu.
*Zapatrzył się w prawie pusty antałek jak ciele na malowane wrota, powoli przeniósł wzrok na sklepienie i lekko się uśmiechnął.*
A więc... to nie będzie gwałt?
- A więc... *Nalał znowu do obydwu kieliszków, ostrożnie rozlewając ostatnie krople tak, by było po równo.*
skoro... nie wleję w ciebie następnego
- Skoro... jutro mamy ważny dzień... *Wypił ze swojego kieliszka, spojrzał na drugi i uśmiechnął się do Mir.*
warto by... wspomnieć wprzódy o ważnej nocy
- Warto by... ot tak, odprawić jakiś rytuał... *Wstał powoli i wpierw chwiejnie, lecz mózg nadał odpowiedni sygnał nogom, by te utrzymały względny pion całokształtu będącego Niziurem. Później naszykował ręce jakby był gotów kogoś utrzymać, a przynajmniej Kogoś-Będącego-Tu-I-Ówdzie-Zaokrąglonym-W-Sposób-Wyraźnie-Satysfakcjonujący.*
ku czci... mojej i twojej
- Ku czci... bogini Truss. *Imię bogini wymówił dosyć figlarnym tonem - zapewne bawiło go jego znaczenie. *radość i zabawa... byle nie przesadzić z tym ogniskiem domowym, brrr...
*Po chwili raczej cicho dodał do siebie.*
- Jutro i tak będziesz musiała mi zaufać. Truss. Trust me... Cholera, w jakim ja języku myślę?!
- Truss? - spojrzała na niego zdziwiona, wzruszyła ramionami, spojrzała na drugi kieliszek błędnym spojrzeniem. Uśmiechnęła się szeroko - dobra, ale to jest ostatni... "Mówiłaś tak trzy kieliszki temu..." Sięgnęła po kieliszek, szybko wypijając jego zawartość.
- Rytuał? - spojrzała na całą tę scenkę z rozbawieniem, roześmiała się frywolnie i radośnie - ku czci bogini Truss "kimkolwiek by ona była..." - dodała ciszej, prawie szeptem.
*Porwał ją na ręce i przez chwilę zatoczył się pod niewielkim ale jednak dodatkowym obciążeniem - szczęśliwie nieco alkoholu działa jak mikstura siły +2 (no, może z małym minusem do koncentracji). Potem walcząc z zakrzywieniami czasoprzestrzeni przy pomocy kontrodchyleń w pionie i wspierania się o ściany popłynął z Mir na rękach na górę karczmy* Nie mieli gdzie schodów stawiać.
- Które lokum sobie pani życzy?
Porwana w górę roześmiała się i chwyciła się go mimowolnie zakładając mu ramiona za szyję. Sama nie była w lepszym, a może nawet zdecydowanie gorszym stanie, więc nie przeszkadzały jej odchylenia i kontrodchylenia Niziura. Spojrzała na zawieszkę przy kluczyku, który otrzymała od Rantusa...
- Numer... siedem - powiedziała rozglądając się wokół siebie - to powinno być gdzieś blisko... Michaello, tylko dobrze zamknij za sobą drzwi. I zanim dojdziemy do drzwi... - wyglądało na to, że miała drobne problemy ze skonstruowaniem dłuższych zdań, bez potrzeby dzielenia ich na pół - ... to wiesz, że jak mnie oszukasz; ja tego nie zapomnę, no nie? - zapytała poważnym tonem, po chwili uśmiechając się i delikatnie opierając o niego swoją głowę.
*Kopniakiem otworzył drzwi i wszedł do środka niosąc Mirabelle. Padł z nią na łóżko, po czym wrócił się... i zatrzasnął drzwi tuż przed nosem narratora. Prawdopodobnie, gdyby w karczmie nie panował typowy dla takich miejsc gwar, zdałoby się słyszeć delikatne skrzypienie, może czasem jakiś jęk - oba raczej miarowe z tendencją do jednostajnego przyśpieszenia. Jednak większość gawiedzi była dosyć zajęta sączeniem alkoholi lub odsypianiem po tymże zajęciu, tylko nieliczni zerknęli na strop z którego delikatnie, małymi kaskadami opadały pył i kurz.*
//A to wszystko bez nawiązań do stron XXX. ;] Mógłbyś pobawić się w boga i kopnąć trochę w przód cykl dzień-noc?
//a co jak Mirabelle chciała Cię czymś uderzyć w tył głowy jak się obrócisz? xD//
Rankiem zbudziły was pierwsze promienie słoneczne i chłodny powiew, który wdarł się do pokoju przez uchylone okno. Mirabelle leżała wygodnie na łożu, Niziur spał na podłodze, za to miał całą pościel. Gdzieś pod waszym oknem rozmawiało dwóch mężczyzn, choć ich rozmowa była dla was krzykiem. Mieliście szczęście, że w okolicy nie tupały mewy.
//Nie chciała. ^^//
Obudziła się, nie otworzyła jednak oczu. Nasunęła tylko poduszkę na głowę. Po chwili kontemplacji i bezsilnych prób zatkania sobie uszu, przekręciła się w drugą stronę odruchowo próbując złapać pościel, nie mogła jej jednak odnaleść dłonią. Zrozumiała też wtedy, że była kompletnie rozebrana.
Otworzyła, więc powoli i niemal boleśnie jedno oko. Na widok Niziura leżącego na podłodze natychmiast otworzyła i drugie oko. "Co on do... a, no tak..."" - uśmiechnęła się figlarnie, kiedy myśl przeszła jej przez głowę. Wzmożona aktywność umysłowa spowodowała jednak tylko kolejną falę otępiającego bólu. Pozostała przy wspominaniu ostatnich zdarzeń.
Usiadła na łóżku i rozejrzała się po pokoju szukając swoich ubrań... znalazła je szybko; leżały na podłodze wokół samego łóżka. Wstała, więc i po cichu przechodząc okrakiem nad Niziurem zaczęła zbierać części swojej garderoby...
*Przekręcił się na bok, a po minie jaką zrobił w półśnie dało się wywnioskować, że coś mu przeszkadza.* Kur**... *Przewrócił się na drugi bok.* Ja pier****. Zastrzelę ich! *Nabrał trochę powietrza w płuca, ale wypuścił je z cichym sykiem.* Krzykiem sobie nie pomogę... Zaraz przejdzie... Co przejdzie? Piłeś. Piłem. Piliśmy? *Podrapał się nogą o nogę. Po lekkim wzdrygnięciu dałoby się wywnioskować, że przetworzył dane.* Nie tylko popiliśmy... kelnerka z blizną?! *Otworzył oczy i przez chwilę, zanim obraz pokoju dotarł do jego świadomości, sprawiał wrażenie wystraszonego. Jednak gdy ujrzał Mir w stroju pół na pół: Ewy, no i... stroju typowym dla Mir, uspokoił się, a nawet uśmiechnął i mruknął do siebie zadowolony.* Uff... *Wstał powoli, przeciągnął się, podrapał po tyłku i zaczął się ubierać.*
- Pię... *Urwał i zaczął ponownie nieco ciszej.*
- Piękny dzień, nieprawdaż? *Tym razem perlisty uśmiech zamazywany był przez grymas cierpienia.*
"Ależ oczywiście, skowronki śpiewają, dzieci się bawią..." - pomyślała ironicznie, jednak zamiast jakiejkolwiek odpowiedzi wydobyła z siebie tylko bezkształtne "yhym" - mające najwyraźniej w języku bardzo-porannym znaczenie zbliżone do "tak".
Spojrzała na niego ze współczuciem, mimo że i ona cierpiała męki straszliwe. Na myśl o tym, że dziś ma jeszcze biegać po lesie i strzelać z pistoletu... "... Nieee...".
- Rantus ma chyba jakieś lekarstwo na to... ale uprzedzam jest ohydne...
*Dokończył się ubierać, chociaż trochę mocował się z kilkoma pasami. Mimo ilości sprzączek, guzików i pasów opinających jego strój to zadziwiające, jak szybko wczoraj z nich się oswobodził.*
- Piwo z rana jak śmietana. W końcu trzeba zwalczać ogień ogniem. *Na chwile utkwił wzrok w Mir-Jeden i Mir-Dwa po czym uśmiechnął się na niedawne wspomnienie.*
- Schodzimy na dół?
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12