Latus

Full Version: Karczma "Pod Żelazną Ręką"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Uśmiecham się szeroko, moje ręce zaczynają lekko drgać. Mówię:
-Jakieś 200 sztuk, co ty na to ?
Podchodząc do mężczyzny na długość połowy wyciągniętej ręki.
-Jasne, że tak. - odpowiedziała postać, mimo wszystko jednak cofnęła się niepewnie o krok, zobaczywszy twoją twarz oświetloną przez chwilę łuną wpadającą przez okienko.
Puls znacznie mi przyśpieszył, żyły na rękach przybrały jasnoczerwoną barwę:
-Jest do wykonania pewna robota...
Powiedziałem lekko nerwowym tonem, podchodząc znów bliżej
Postać ponownie cofnęła się i z zaskoczeniem odkryła za swoimi plecami ścianę.
-O co chodzi? - zapytał mężczyzna nerwowo.
Robię gwałtowny krok do przodu, jednocześnie podnosząc ręce do walki. Staram się, korzystając z zaskoczenia, uderzyć przeciwnika frontalnie czołem w nos
Podejrzliwość jaką darzył cię mężczyzna uchroniła go przed twoim atakiem - po prostu zniknął, a ty o mały włos nie uderzyłeś czołem w ścianę. Pod twoimi nogami przebiegła ta sama mysz co wcześniej, niosąc w pyszczku... malutki worek. Widziałeś, że zmierza do dziury w ścianie. Tuż obok niej stała skrzynia.
Wszystkie moje mięśnie przeszły maksimum swojego napięcia - prawie pękły. Żyły zarysowały ścieżki na moim ciele.Cholera! Co do... Pomyślałem, gdy nagle ujrzałem mysz. Po skroni spłynęła pierwsza stróżka potu. Szybko rzuciłem się w stronę skrzyni by za torować drogę uciekającej myszy.
Zaskoczona mysz przystanęła. Po chwili na jej miejscu stał ten sam mężczyzna co wcześniej, teraz wiedziałeś już, że to lotos.
-Zapłacę ci więcej niż zleceniodawca! - krzyknął w nadziei, iż nie myli się co do twojego motywu.
Śmierć... zdechniesz jak pies, będziesz błagał o litość
Pot oblał całe moje ciało, poczułem jak paznokcie wbijają mi się w dłonie. Patrzyłem mężczyźnie prosto w oczy. Wyciągnąłem rękę i złapałem go za szyję, lekko ścisnąłem.
-Co ty tu robisz ?
Zaskoczony lotos złapał twoją masywną dłoń obiema własnymi, nie mógł jednak nawet rozluźnić uścisku.
-Khr... Khradne... - wykrztusił. - Jakoś... trzeba żyć... - mówił z trudem.
Drugą ręką uderzam go otwartą dłonią w twarz. Czuje ogromną fale podniecenia płynącą z przemocy, zaczynam cały lekko drżeć.
-Ile możesz mi zapłacić ?
Głowa mężczyzny podążyła lekko za twoją dłonią pod impetem ciosu, nie została jednak całkiem odrzucona na bok, gdyż trzymałeś lotosa za szyję. Gdy po chwili znów skierował twarz w twoim kierunku wycharczał:
-Dwa razy tyle, co zleceniodawca. - Wiedział, że ryzykuje.
Moje podniecenie wzrastało z każdą sekundą. Puściłem jego szyje i zacząłem się śmiać, głośnym i szczerym śmiechem.
Lotos łapiąc powietrze dużymi haustami trzymał się chwilę za szyję po czym powiedział:
-Czyli... zgadzasz się?
Moja psychika osiągnęła kraniec wytrzymałości, cienka czerwona linia została przekroczona. Fala nienawiści zalała całe moje ciało, od stóp po głowę. Czułem jak przechodzi przeze mnie, pulsując wielkim gorącem.
-Nie
Odpowiedziałem i uderzyłem mężczyznę kolanem w brzuch a następnie wymierzyłem prawy cios sierpowy prosto w szczękę.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Reference URL's