Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Mężczyzna spojrzał na ciebie nieprzytomnym wzrokiem. Zrozumiałeś, że jest tak pijany, że chodzenie na pewno byłoby dla niego problemem nie do pokonania. Odpowiedział ci czkając:
-Tit... anium, stolyca kraynybrprrrrum. - mówił coś jeszcze, jednak był to niezrozumiały bełkot.
Stolica.... stolica... muszę uważać, nikt nie może dowiedzieć się kim jestem....
Odpycham pijaka, mocnym, zdecydowanym ruchem i ruszam powoli ku barmanowi by uzyskać jakieś lepsze informacje
Barman również nie wygląda na trzeźwego, jednak jeszcze daleko mu do twojego poprzedniego rozmówcy. Patrzy na ciebie nieprzyjaznym wzrokiem.
-Czego?
Durny człowieczek
Powiedziałem, patrząc się prosto w oczy pijanemu człowieczkowi:
-Godoj gdzie da się tutaj zarobić jakieś pieniądze, szybko!
Karczmarz spojrzał na ciebie nieprzyjemnie. Wyglądał jakby chciał powiedzieć coś niemiłego, jednak ugryzł się w język.
-Jak mi przyprowadzisz zbitego do nieprzytomności bandytę, co to mi zapasy podkrada, dostaniesz 50 sztuk złota.
Pomoc dla nędznego człowieka... ehh...
-Gdzie go znajdę ?
Odpowiadam głośnym rykiem, uderzając pięścią w ladę z takim impetem że kilka kufli podskakuje.
-Nadasz się... - mruknął pod nosem. - Dziś wieczorem na pewno także przyjdzie - zaczaj się w mojej piwnicy, prawdopodobnie wejdzie przez okno. Pamiętaj tylko, że chcę go żywego.
Zobaczymy cwaniaczku...
Wyduszam przez zaciśnięte zęby:
-Przyjdź w nocy do piwnicy, bynde z nim tam czekoł. Dzie ta piwnica ?
Karczmarz obojętnie wskazał otwarte drzwi, w nich ujrzałeś schody.
-Tylko sam nic nie kradnij. - rzekł pod nosem, jakby w obawie, by cię nie zdenerwować.
Ruszam powoli w stronę drzwi, wciąż obserwując podpitego Karczmarza. Schodzę, trochę po omacku, solidnymi kamiennymi schodami i...
Wkraczasz do zatęchłej piwnicy, pełnej beczek, worów i skrzyń. Wszędzie czujesz wilgoć i nieprzyjemny zapach. Przez małe okienko tuż nad ziemią zauważasz zachodzące słońce. Najlepszą kryjówkę stanowi skrzynia na przeciw okna, jednak jeżeli się za nią schowasz sam ograniczysz swoją widoczność.
Skrzywiłem się od wstrętnego zapachu piwnicy, jednak grymas szybko przeszedł w uśmiech na myśl o walce. Patrzę przez chwilę na zachodzące słońce:
Kolejny dzień...
Poprawiam bandaże na rękach i dobywam caestus'a. Wkładam go na prawą dłoń, chwile siłując się z paskiem. Wyjmuje z plecaka ochraniacze nad przedramiona i rzucam go w kąt. Powoli zakładam solidny pancerz, dokładnie go zapinając. Moje źrenice lekko zwężają się a oczy zdają się emanować lekką czerwoną mgiełką.
Chowam się za skrzynią wytężając słuch w nadejściu na oczekiwanego gościa.
Długi czas nic się nie działo. Po kilku godzinach twą uwagę przykuła jedynie przemykająca się nieopodal mysz. Chwilę potem jednak usłyszałeś jak ktoś mocuje się z jednym z worków.
Czas zacząć bal
Wychodzę powoli z kryjówki ze słowami:
-Witaj, wiem kim jesteś, może chciałbyś zarobić trochę złota ?
Cały czas zbliżam się do ledwo widocznej w mroku postaci.
Postać krzyknęła w pierwszej chwili i upuściła niesiony worek, jednak na twoje słowa zamiast uciekać przystanęła zaciekawiona.
-Zależy od jego ilości... - odpowiedział ci męski głos. Należał do chudej sylwetki, niższej od ciebie, na pewno nie był groźnym przeciwnikiem, przynajmniej pod względem fizycznym.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12