Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Mężczyzna upadł najpierw na kolana trzymając się za brzuch, po drugim ciosie padł nieprzytomny na posadzkę. Z jego ust pociekła strużka krwi. Wciąż był żywy.
-Kreww...(zwierzęcy pisk)
Staram się uspokoić, kilka razy uderzam pięściami w ścianę. Dyszę bardzo głośno. Siadami powoli przed leżącym mężczyzną, twarzą do drzwi. Wiem, że i tak nie zasnę, czekam na karczmarza.
Po chwili do piwnicy wszedł karczmarz trzymając w rękach solidny, drewniany kij.
-Słyszałem hałas, masz go? - spytał cię, po czym zauważył mężczyznę na podłodze.
-To on? No tak, któżby inny. Żyje?
Wpatruję się w karczmarza.
Czekaj gagatku, zaraz będziesz kwiczał jak świnka
Wstaję powoli i nagle zrywam się, podbiegam do karczmarza, lewą ręką chwytam jego kij a czołem wyprowadzam cios w jego nos.
-Zamknij gębę śmieciu i dawoj złoto, stawka wzrosła do 300 sztuk złota.
Karczmarz krwawiąc z nosa odparł jąkając się:
-A-a-aaale ja n-nie mam tytyle. - Wyciągnął zza pasa mieszek pełen złota wręczając ci go.
Złapałem mieszek.
-Wynoś się!
Krzyknąłem ostatkami sił zatrzymując falę nienawiści. Zwierzęcy instynkt opanował całe moje ciało, podbiegłem do leżącego latusa i pięciokrotnie uderzyłem go nogą w żebra. Czułem błogi chrzęst pękających kości i konające jęki. Woń krwi wypełniała moje nozdrza.
W końcu stanąłem na środku pomieszczenia dysząc cały, powoli wracając do zmysłów. Postanowiłem przeszukać leżącego mężczyznę.
Karczmarz wbiegł na górę po schodach. Lotos leżący na ziemi ledwo oddychał, jęczał tylko ostatkami sił, wiedziałeś, że długo już nie nie pożyje. Przy mężczyźnie znalazłeś jedynie dziwnie pomniejszony do mikroskopijnych rozmiarów worek, ukradziony zresztą z tej piwnicy.
Garet Jax
W karczmie było pusto, mimo przybycia tu niedługo po świcie i tak wydało ci się to dziwne, zwłaszcza, że nigdzie nie było nawet widać karczmarza. Drzwi do piwnicy były otwarte na oścież.
Chwytam worek i wrzucam go do plecaka. Kopię jeszcze raz leżącego mężczyznę w geście nienawiści i wybiegam po schodach.
Kolejna ofiara wśród morza niewinnych owieczek do zarżnięcia
Wydając ostatni jęk lotos umiera. Wbiegając na górę zaskakuje cię stojący na środku karczmy, rozglądający się człowiek. Ma przy sobie broń.
Niezbyt zdziwiony potężnym mężczyzną podszedłem do baru szukając wzrokiem barmana.
Nigdzie w zasięgu wzroku nie było żywej duszy oprócz silnego mężczyzny, który wybiegł przed chwilą z piwnicy. Patrzył się na ciebie tępo.
Nagłe przeczucie przebiegło przez całe moje ciało. Cały świat na chwilkę się zatrzymał kiedy zrozumiałem, że mogłem zginąć i nadal istniała taka możliwość. Z szybkością osiąganą tylko przez światło rzuciłem się z mieczem na mężczyznę tnąc go po nogach.
Dzięki wcześniejszej obserwacji przeciwnika nie byłem bardzo zaskoczony atakiem. Starałem się zasłonić moje nogi ręką z metalowym naramiennikiem, jednocześnie próbując skrócić dystans do tego stopnia by złapać mężczyznę za ubranie.
Zamierzenie Dragosani udało się, atak Gareta został zablokowany, sam zaś wpadł w uścisk masywnych łap dekana.
-Ogniu dodaj mi sił!
Wrzeszczę jak opętany. Podnoszę mężczyznę lekko do góry i rzucam o podłogę, a następnie próbuję dokonać dosiadu
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12