Latus

Full Version: Obrzeża
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Przez cały czas czuwałem czekając na poprawę stanu Fryca.
Po zmianie opatrunku znów się położyłem, starając się nie myśleć o tym iż byłem nieprzydatny w tej walce.
Minęły około cztery godziny. Morled obudził się wyspany, Garet wypoczął nieco mniej. Ilsida także mógł się już podnieść, jednak przychodziło mu to z trudem. Nastał świt.

Ilsida +20PW
Garet +5PW
Morled +30PW
Widząc swoją kiepską sytuacja podnosząc się nagle mnie coś bardzo mocno zabolało. Nie dawałem rady wstać. Wiedząc, że to mój koniec wyjąłem magiczny pergamin by przeczytać co się w nim znajdowało.
Ku twemu niezmiernemu zdziwieniu pergamin okazał się być... pusty. Nie było na nim nawet jednej litery.
Hmm może powinienem znać jakieś zaklęcie. I nikt mi go nie przekazał. Eh co za hołota jedna... Załamany wstałem i podszedłem powolni do wyjścia.
Obudziwszy się przetarłem oczy i rozciągnąłem ciało. Po tej jakże przyjemnej dla mnie czynności zjadłem kolejna połówkę racji dziennej.
Obudziłem się niewiele mając w pamięci tego co mi się śniło. Pamiętałem tylko, że jadłem wielkie ciastko w domu kowala, który był smokiem. Przeciągnąłem się, zjadłem resztę jednej racji, po czym zapytałem się:
-Ma ktoś wodę, albo umie wyczarować?
Kiedy zauważyłem Ilsidę słabo idącego w stronę wyjścia zapytałem:
-A dokąd to, panie Fryc?
- Ja mogę, tylko potrzebuje jakiegoś naczynia. - po tych słowach znów się przeciągnąłem
-Muszę się przejść.- Nie chce żeby widzieli jak umieram. Wolę to przeżyć w samotności, jak przez te wszystkie lata. Wychodząc przez wyjście obróciłem głowę na moment i powiedziałem bardzo cicho tak żeby towarzysze nie słyszeli tych słów:
-Bywajcie przyjaciele. Może jeszcze się spotkamy gdzieś w zaświatach.- Gdy wyszedłem nagle intensywny ból mnie zamroczył. Przez chwile stałem w miejscu lekko pochylony wprzód. Gdy chwilowo ból przeszedłem zacząłem iść w stronę ruin.
Pomyślałem chwilkę kiwając głową. Naczynie, naczynie... widziałem raz jak Ilsida miał bukłak... Może pożyczy? Wstałem mówiąc do Khaza:
-Też zaraz wrócę tylko pożyczę od Ilsidy bukłak...
Ilsida nie krwawił, ani nie czuł bólu. Nie był w pełni sił jednak miał się dobrze, wsystko szło ku lepszemu. Garet bez trudu dogonił osłabionego lotosa.
-Pożyczysz bukłaku na moment?
-Tak. - Wyjąłem prawie pełny bukłak. Podając mu powiedział:
-Chcesz to pij ja ostatnio mało coś piję.
-Nie martw się oddam.. -zapewniłem podejrzliwie patrząc na lotosa. Zmrużyłem oczy.
-Nie powinniśmy chodzić samotnie po ruinach... -rozejrzałem się. Zdało mi się, że Ilsida nie zważa na moje słowa. Pokręciłem głową. Znów przyszła ze zdwojoną siłą chęć wchłonięcia kotleta. Westchnąłem. Niedługo sobie zjesz tyle ile będziesz mógł... Wzruszyłem ramionami. Nie było sensu podtrzymywać tego monologu. Wróciłem do baszty, a widząc, że nikt nie chcę kontynuować misji wymknąłem się cicho. Wszystko miałem i tak przy sobie. Ruszyłem ostrożnie, a jednocześnie szybko w kierunku Titanium. Nie był to przypadkowy wybór. Musiałem dowiedzieć się kim byłem wcześniej. Oczywiście nie porzucę imienia Garet Jax. Ale ja muszę wiedzieć.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Reference URL's