Latus

Full Version: Obrzeża
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Nagle, atakujący was ludzie ulegli przemianie. Przeciwnik Gareta miał nogi hipopotama, łapy tygrysa, jego ciało było pokryte żółwią skorupą a w ustach miał ogromne kły. Miecz Gareta odbił się od pancerza, dekan zamachnął się łapą, jednak nie trafił.
Przeciwnik Ilsidy miał nogi słonia, także jego trąbę wyrastającą z twarzy, a pod nią wielkie słonie kły. Ręce przemieniły mu się w łapy lwa. Hipnoza nie podziałała na dekana, gdyż ten był po prostu zbyt głupi, aby zrozumieć, iż próbujesz go zahipnotyzować. Rzucił się pędem na Ilsidę.
Trzeci dekan stał na sześciu pajęczych odnóżach, usta miał szerokie i wypełnione ostrymi jak brzytwa zębami rekina. Całości dopełniały łapy modliszki. Ze względu na przemianę, grot minął cel.


Ilsida -10PW
Morled -10PW
-Taaaak?!
Mieczem w prawej ręce wycelowałem w głowę, a w lewej w nogi, by po zadaniu ciosu przygotować miecz w lewicy do obrony, a w prawicy do precyzyjnego i błyskawicznego ataku w usta.
Niech to szlag spudłowałem ahaha!!! Po tym jakże precyzyjnym strzale rzuciłem na siebie kamienną skórę i przygotowywałem się do kolejnego puszczenia kamiennego grotu. Jeśli to nie zadziała będę musiał się wysilić na lepszy czary, którego wolałbym nie używać.
-Ah tak się chcesz bawić no to chodź.- Widząc, że hipnoza nic tu nie da, schowałem medalion po czym rzuciłem na przednią część ciała drewnianą tarczę z ostrymi kolcami i szybko przybliżyłem się do wroga chcąc go nabić. Laską osłaniałem lewą stronę ciała.
Miecz w prawej ręce Gareta, jego wierny towarzysz podróży zgrabnie i szybko odciął łeb dekanowi. Miecz zabrany bandycie jednak pękł na dwie części uderzając z impetem w grube kości przeciwnika. Truchło padło na ziemię tryskając krwią.
Szybki dekan walczący z Morledem sprawnie odbił nadlatujący pocisk za pomocą opancerzonych łap i rzucił się na ciebie atakując szybkimi wymachami. Lekko zranił Morleda w ramię.
Przeciwnik Ilsidy jednym machnięciem łap roztrzaskał skutecznie przywołaną tarczę zatapiając pazury w prawym boku lotosa. Padł na ziemię nie mogąc dalej walczyć.


Morled -5PŻ -5PW
Ilsida -30PŻ -10PW
Ucieszony krwią na ostrzu zaatakowałem znienacka dekana stojącego nad Ilsdią próbując go przebić mieczem.
Szlag by to, jestem zmuszony... Nie przejąłem się zranieniem, odskoczyłem puszczając grobową cisze i wrzasnąłem z całych sił by mieć większe szanse powodzenia czaru - Grobowa cisza!!!

Grobowa cisza - żywioł ziemia, przeciwnik jest wchłaniany w dół. Bez pomocy osób trzecich wydostanie się z tego zaklęcia jest niemożliwe, a nawet z pomocą jest trudno.
Zobrazować ten czar można tak: przeciwnik jest wchłaniany przez podłoże. Wciągają go i przytrzymują ręce wyrastające z podłoża. Ów czar jest bardzo męczący. Lotosi źle patrzą na osoby używające tego zaklęcia, dlatego iż uważają je za zakazane.
Garetowi udało się powalić kolejnego dekana, który nie zwracał na niego uwagi chcąc dobić Ilsidę.
Zaklęcie Morleda było skomplikowane, jednak udało mu się je rzucić. Niestety nie udało się do końca - przeciwnik został wciągnięty pod ziemię tylko do połowy. Wciąż mógł machać odnóżami zastępującymi ręce i krzyczeć. A krzyczał w złości dużo i rzucał licznymi przekleństwami we własnym języku. W końcu zmęczył się i zrezygnowany patrzył się na was tępo. Morled poczuł się bardzo zmęczony, padł na jedno kolano.


Garet + 10 do statystyk //wiesz co robić ;]//
Morled -30PW
//Czyli ten od Ilsidy nie żyje?\\

Widząc zmęczonego Khaza i będącego w tym samy stanie dekana podbiegłem do ostatniego próbując werżnąć Aveniqusa w jego cielsko.

Siła +4
Zręczność +5
Szczęście +1
//no raczej ^^//

Z łatwością dobiłeś zmęczonego dekana. Wszyscy trzej leżeli martwi, w powietrzu unosił się lekki zapach krwi.
Po skończonej walce szybko przeszukałem martwych dekanów. Szczególnie poszukiwałem szmat, ubrań. Po konfiskacie mienia zmarłych obejrzałem rannych towarzyszy.
- Szlag ... - Starałem się podnieść na nogi ale przychodziło mi to z trudem. Zaklęcie wyczerpało mnie mocno ale nie doszczętnie. W myślach kląłem na siebie że zaklęcie w pełni nie poskutkowało. Spoglądając na towarzyszy rzekłem z uśmiechem - To co bierzemy to drewno?
Garet:

Choć ubrania dekanów były poniszczone na szmaty nadawały się znakomicie. Zebrałeś tego całą kupę.
Podszedłem do Ilsidy próbując zrobić na jego ramieniu oraz boku prowizoryczne opatrunki ze szmat. Gdy skończyłem podciągnąłem lotosa na plecy trzymając go za ręce. Gdy znalazłem się w baszcie delikatnie ułożyłem go na ziemi. Wróciwszy się po drewno rzuciłem do Khaza:
-Kolejna przyjemna przygoda z szaleńczych lat średnich, nie?
Opatrunki Ilsidy skutecznie tamowały krwotok, rana nie była zbyt głęboka.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Reference URL's