Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Czuwałem przy wejściu do baszty, starałem się odpędzić zmęczenie do czasu zmiany warty. By nie usnąć, czasami czytałem fragmenty mego notesu o ruinach Titanium. Gdy uznałem iż ma warta minęła, podszedłem do Gareta,. Wiedziałem iż Ilsida potrzebuje długiego snu ze względu na swą obrażenia. Zacząłem budzić Garet mówiąc spokojnie - Garet obudzi się, Garet...
Zbudziłem się potrząsany przez Khaza. Kiwnąłem bez słowa głową. Wstałem, rozruszałem zdrętwiałem członki oraz siadłem na wejściu do baszty.
Gdy Garet się zbudził i objął warte, ułożyłem się przy ognisku starając się zasnąć.
Świat wciąż był spokojny. Być może nawet za spokojny. Od czasu do czasu Garetowi wydawało się, że widzi w ciemności zwierzęce ślepia, które po chwili znikały.
Garet +5PW
Spałem dalej, czekając aż mi się polepszy.
Położyłem rękę na Aveniqusie by nie dać się zaskoczyć. Uporczywie wpatrywałem się w mrok, jakbym chciał samym wzrokiem zniszczyć czające się niebezpieczeństwa.
Mimo dziwnych przywidzeń bez przygód minęło kilka godzin twojej warty. W końcu przyszedł czas, by zbudzić Ilsidę.
Podszedłem do Ilsidy ostrożnie. Potrząsnąłem nim lekko mówiąc:
-Czas na zmianę...
Otworzyłem oczy i kiwnąłem głową mówiąc:
-Już idę tylko sprawdzę jak moja rana.
-Dobra. -odpowiedziałem. Masując głowę wróciłem na chwilę do wejścia do ruin baszty.
Ilsida był w miarę wyspany, rana nie krwawiła i nie doskwierała już tak bardzo jak wcześniej. Poruszanie było możliwe, jednak przychodziło mu z trudem.
Ilsida +20PW
-Dobra jestem już w stanie pilnować. Prześpij się. Wyruszymy jak tylko słońce zacznie wschodzić.- Powiedziałem do Gareta i spokojnie nie śpiesząc się podszedłem do wyjścia i z podniesioną głową powoli usiadłem. Jak mogłem dać się trafić... Nigdy więcej.
Przewidzenia Gareta jednak okazały się być czymś więcej. Ilsida, dzięki swojej zdolności dojrzał liczne dzikie zwierzęta wpatrujące się w wejście do baszty. Zwabił je zapach krwi. Morled spał, jedynie Ilsida i Garet byli przytomni, jednak tylko lotos wiedział co się święci.
Pokiwałem głową nadal uporczywie masując guza, jakbym chciał go wgnieść w czaszkę. Usiadłem przy Khazie całkiem rozbudzony bez zmęczenia. Rozmyślałem. Różne potężniejsze istoty czają się w mroku ruin... Nie jestem pewien czy sobie poradzimy. Khaz ma w zanadrzu całkiem potężne czary, ale Ilsida... Niektóre stwory są odporne na hipnozę... bo są zbyt głupie... -uśmiechnąłem się. Wyciągnąłem Bezimienną Gwiazdę. Pochłonęło mnie czyszczenie broni resztką szmat z krwi.
Widząc kolejne niebezpieczeństwo pomyślałem Ah znowu. Tym razem muszę sobie poradzić. Jak mój ojciec mawiał, że będę dobrym magiem tak musi być. Niech oni się wyśpią czas na moją kolej. Cicho powiedziałem do siebie:
-Zapewne nie jesteście przyjazne ale pozwólcie, że nawet was nie zapytam.- Wstałem i Wyjąłem medalion. Z bardzo dużym skupieniem wyciągając rękę z medalionem w stronę zwierząt, powiedziałem wyraźnie i dobitnie, gdyż nie chciałem żeby znowu jakiś wypadek wkradł się w moją magie:
-Niech bogowie pomogą mi znaleźć siłę w sobie. Wpatrujcie się w ten medalion istoty. Jam jest Ilsida Fryc i to świadczy o tym że będziecie mi służyć. Jam jest wasz pan. Będziecie mi służyć bo jestem potężnym magiem.- Ostatnie słowa prawie wykrzyczałem. Bardzo wczułem się w zaklęcie.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10