Latus

Full Version: Obrzeża
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Położyłem miecz ostrożnie przy miejscu naszego spoczynku. Następnie podszedłem do Ilsida i zapytałem - Więc idziemy?
-Nie wiem czy to prawda ale i tak jest nam potrzebne to drewno. Khaz musimy być bardzo ostrożni. Garet będziesz nas pilnował jeżeli coś usłyszysz bądź zobaczysz, że biegniemy w stronę wejścia miej gotowy miecz do użycia. Zgoda?- Zacząłem czuć lekką adrenalinę.
Ach te uroki ruin... -Dobra, dobra. Ja zawsze jestem gotowy. A więc jak? Miecze, nie słowa, więc idźmy już.
- Zawsze jestem ostrożny - gdy to rzekłem wyszedłem z baszty mając baczność na to co się dzieje wokół mnie. Czekałem aż Ilsida dojdzie do mnie by ruszyć po jakże nam teraz potrzebne drewno.
Ruszyłem za Khazem z bronią w pogotowiu. Nie myśląc o wyjęciu pochodni rozglądałem się. Tylko by mnie wystawiła na widok.
Wyszedłem z baszty tuż za Khazem tak że byłem dwa kroki od niego. Rozglądając się uważnie szepnąłem do towarzysza:
-Jak najmniej szumu.
Kiwnąłem głową w potwierdzeniu na słowa Ilsida. Zacząłem iść najciszej jak tylko potrafiłem, do drewna które było już kilka kroków od nas.
Nagle się rozmarzyłem. Marzyłem o wielkim kotlecie i plackach ziemniaczanych w sosie. Otrząsnąłem się idąc dalej czujnie za Khazem.
Nagle pojawiło się trzech ludzi. Jeden z nich stanął w wejściu do baszty, dwóch zachodziło was od boków. Mieli podejrzane uśmiechy, jednak nie mieli broni.
Albo dekani albo zboczeńcy... Rozejrzałem się po terenie, na którym byliśmy.
Widząc nieznajomych pierwsze co mi przyszło do głowy to Dekani. Oj może być nie ciekawie.
-Uwaga mamy towarzystwo. Jak dobrze widzę to dwie istoty od boku.- Trzymając się Khaza wyjąłem swój medalion. Byłem w pełni gotowy by użyć mocy i wykorzystać jednego z nich przeciwko reszcie.
Poza wami i trzema istotami dookoła nie było żywej duszy.
-Złoto. Macie złoto? - zapytał ten zagradzający wam drogę do baszty. Wszyscy trzej powoli podchodzili coraz bliżej was.
-Chcesz moje złoto? MOJE ZŁOTO? A nie lepiej kogoś napaść na trakcie? Przecież ja przyszedłem tu PO złoto, a nie ZE złotem... -gadką zacząłem rozpraszać ich uwagę. Jeśli dobrze pójdzie robaki będą miały obiad. Rzuciłem się błyskawicznie na tego po lewej krzycząc:
-Ilsida, prawa!
-Ja biorę tego z prawej, a ty bierz tego z tyłu.- Powiedziałem do Khaza i zrobiłem kilka kroków tak żeby nieznajomy był w zasięgu mojej magii, a gdy tylko się znalazł kilka metrów ode mnie to spojrzałem mu prosto w oczy i zdjąłem medalion z szyi co się bardzo rzadko zdarza i wyciągnąłem go przed siebie mówiąc tak żeby on słyszał:
-Spójrz prosto w medalion. Tam jest przestrzeń, którą ja władam. Od tego momentu będziesz mi służył, a jak usłyszysz klaśnięcie wrócisz do swojej dawnej osoby.
- Dobra - Będzie ciekawie. Stanąłem tak by mieć dobry widok na tego gościa co zastawił wejście do baszty. Pościłem kamienny grot gdy byłem na czystej pozycji do strzału.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Reference URL's