Gospoda ta z zewnątrz wygląda jak ogromne drzewo. I faktycznie wewnątrz okazuje się przestronne. Wielka okrągła sala z pięknie zdobionymi stołami i krzesłami, wykonanymi z drewna jednak zaskakująco wygodnymi. Zapach, jaki roznosi się po pomieszczeniu przypomina najprzedniejsze kwiaty, jednak jak mówią lotosi: "każdemu kojarzy się z czymś innym, lecz zawsze przyjemnym". Kelnerki o ponadprzeciętnej urodzie roznoszą równie piękne i smaczne potrawy. Atmosfera panuje tu przyjemna, o co dbają trubadurzy oraz miejscowi bardowie. Obok odgradzającej główną salę od kuchni lady znajdują się schody prowadzące do pokoi tanich, jednakże niezwykle komfortowych. Ludzie jednak często narzekają tu na brak alkoholu.
CENNIK:
Nektar/woda - 2 sztuki złota
Ciepły posiłek - 6 sztuk złota
Pokój - 20 sztuk złota/noc
Po dłuższym czasie odpoczynku w Hausken postanowiłem przeżyć po raz kolejny jakąś przygodę. Pomyślałem Gdzie indziej można znaleźć dobrą zabawę jak nie w Gospodzie "Natura". Tak więc bez wahania wszedłem do tegoż budynku.
Kiedy tylko otworzyłeś drzwi poczułeś niesamowicie piękny zapach, przywołujący najweselsze wspomnienia z twego życia. Wchodząc do obszernej sali zobaczyłeś dobrze ci znany widok bawiących się przy wspaniałej muzyce lotosów. Dojrzałeś nawet, czy raczej wyczułeś kilku ludzi siedzących przy jednym stole. Między gośćmi lekko stąpając krążyły piękne kelnerki roznoszące potrawy lub przyjmujące zamówienia. Mimo, iż sali daleko było do pustki, zauważyłeś wiele wolnych miejsc, przy innych istotach lub na uboczu, gdzie mogłeś usiąść w samotności.
Gdy rozejrzałem się po wnętrzu pierwsze co mi przyszło na myśl to stare dobre czasy. Lotosi zawsze w tym miejscu byli dla mnie "lekarstwem" gdy coś mnie drażniło. Jako iż było dość dużo mieszkańców w owym budynku postanowiłem przysiąść się do innych i razem z nimi spędzić kilka chwil. Oczywiście jak zawsze często spoglądałem na czarujące kobiety, gdyż tutaj one są jak narkotyki.
Miejscowi lotosi przywitali cię jak swego i bardzo szybko znalazłeś z nimi wspólny język. Jeden z nich postawił ci duży kubek pysznego nektaru i wspólnie oddaliście się rozmowie na przeróżne, głównie trywialne tematy. Dowiedziałeś się między innymi, że kilku znajomych ci z widzenia lotosów wybrało się na polowanie w okoliczne lasy, że kelnerka najbardziej zwracająca uwagę grupy jest zajęta, czy że Powietrze władające pogodą ostatnimi czasy płata figle.
Nagle odciąłem się od towarzystwa myśląc o tym co mi powiedzieli, a dokładniej o tym co by było gdyby ta kelnerka była ze mną. Po chwili jednak wróciłem do rozmowy popijając smaczny nektar. W pewnym momencie zapytałem się przyjaciół:
-Nie wiecie przypadkiem o jakiejś dłuższej wyprawie? Ostatnio zdałem sobie sprawę, że tego mi trzeba i dlatego poszukuje kogoś kto spełni te zamysły. - Czekając aż ktoś mi odpowie dalej sączyłem ciecz z kufla.
Odpowiedź padła z ust tego z lotosów, który postawił ci nektar:
-Hmmm... nieczęsto mieszkańcy naszego spokojnego miasta wybierają się na większe wyprawy... Przynajmniej mnie nic o tym nie wiadomo. Myślę, że w tym celu powinieneś popytać w Midon - choć samo dojście do "Miasta Środka" to już dla mnie duże przedsięwzięcie. - lotos zaśmiał się serdecznie - Jeżeli obawiasz się podróży w samotności spróbuj popytać w mieście o kupiecką karawanę, do której mógłbyś się przyłączyć. - towarzysze przytaknęli mu.
Gdy przyjaciel skończył wypowiedź pomyślałem Midon? Hmm... na początek to niegłupi pomysł. Może lepiej faktycznie spytam się czy mogę się zabrać z tą karawaną lecz najpierw przydałoby się coś zakupić. Po przemyśleniu powiedziałem z uśmiechem na twarzy:
-Dzięki drogi kompanie. - Dopiłem resztkę nektaru i odparłem:
-To ja się zwijam bo przygoda czeka. Żegnajcie. - Wstałem i poszedłem w stronę wyjścia chcąc dojść do alejki sklepowej.
Kompani podziękowali za miłe towarzystwo oraz życzyli ci szczęścia w poszukiwaniach. Z lekkim skrzypnięciem drewnianych drzwi wydostałeś się z gospody zmierzając w znanym ci dobrze kierunku.
Dalej
Marvil
W gospodzie pierwsze co poczułeś to wspaniały, niosący ukojenie zapach. Nie wiedziałeś skąd się bierze, nie spotkałeś wcześniej nic takiego. Kiedy oszołomienie minęło ujrzałeś wiele wolnych miejsc. Zajęte stoliki były dwa - przy jednym z nich siedziała grupa miejscowych lotosów, przy drugim lotosów było dwóch i wyraźnie szykowali się do podróży w najbliższym czasie. Przy nich leżały miecze.
Zbliżyłem się powoli do dwóch lotosów.
- Witajcie panowie. Doszły mnie słuchy, że wyruszacie zapolować na smoka? Czy to prawda? Jeśli tak, to czy mógłbym się dosiąść i porozmawiać trochę o waszej wyprawie? - zapytałem ich spokojnie.
Oczekując na odpowiedź przyjrzałem im się bliżej, oceniając czy są w stanie pokonać smoka.
-Tak! - zawołali z nadzieją. - Wyruszysz z nami? - patrzyli na ciebie z ufnością. Po ich posturze wywnioskowałeś jedno - nawet z twoją pomocą z trudnością pokonaliby smocze jajo.
- Chwileczkę - powiedziałem po czym usiadłem na wolnym miejscu, wyciągnąłem fajkę i nabiłem ją świeżo zakupionym zielem.
Zakryłem ją dłoni i skupiłem lekko mą moc by podpalić ziele. Podniosłem fajkę do ust i zaciągnąłem się mocno. Mmm nareszcie. Na mojej twarzy rozlał się błogi uśmiech.
- O tak, teraz możemy porozmawiać - powiedziałem wydmuchując dym. - Z kim wyruszacie jeszcze na to polowanie? Bo chyba nie chcecie mi powiedzieć, że tylko we dwójkę? - uśmiechnąłem się szyderczo.
-5PW
Twoje słowa zmieszały nieco lotosów.
-No właśnie... jak na razie nie znaleźliśmy takich entuzjastów jak my... Jest nas tylko dwóch. - spuścili głowy. - Nasza nadzieja leży w znalezieniu kogoś w Midon, dlatego tak ucieszyliśmy się na twoje przybycie. Ale my sami znamy też trochę magii! - zawołali z resztkami dumy.
Ahh widzę że to jakieś młokosy nieznające życia, którym nagle zachciało się przygód.
- A jeśli nie znajdziecie nikogo w Midon to co wtedy? Sami ruszycie zapolować na smoka? Marne wasze szanse. Ale dlaczego od razu polować na smoka? Nie ma w okolicy nic mniejszego godnego zapolowania? Może jakiś stwór nękający wieśniaków za którego wyznaczona jest nagroda? Bo przyznam szczerze, że złota mi teraz potrzeba jak najszybciej. A jakbym was bliżej poznał jako towarzyszy i sprawdził jak wam idzie w walce to może i wyruszyłbym z wami na tego smoka. - namawiałem ich, rozkoszując się smakiem fajkowego ziela.
-Mamy powody by chcieć ubić właśnie smoka... A w okolicy nie mieszkają stwory nękające lotosów. Ale jeżeli to co mówisz jest prawdą, i tak nie masz nic do stracenia. Wyrusz z nami do Midon, zapewnimy prowiant i wodę. Jeżeli nie znajdziemy silnych wojowników, na pewno znajdziesz inną robotę dla ciebie. - przekonywali. - W ogóle to jesteśmy Berar i Daled, a jak zwą ciebie?