Karczma była niemal pusta, tylko przy jednym stoliku siedziała samotnie piękna, młoda kobieta, która zdecydowanie wybierała się w podróż, a przynajmniej na to wskazywały jej ubrania, bukłak u boku i torba, z której wystawał chleb.
Widząc taką pustkę w budynku pomyślałem A co to za pora dnia, że tak mało istot. A co to za ślicznotka? Może akurat potrzebuje kogoś takiego jak ja. Podszedłem do stolika przy którym siedziała młoda dama i grzecznie zapytałem:
-Chciałbym z panią porozmawiać.- Pokazałem ręką na krzesło, które było na przeciwko niej i dopowiedziałem -Można?
Kobieta obrzuciła cię chłodnym spojrzeniem, twoje słowa jednak ją zaciekawiły.
-Proszę. - powiedziała krótko. Kątem oka zauważyłeś, jak przezornie przysuwa torbę ku sobie.
Usiadłem lecz po chwili dość szybkim ruchem wstałem mówiąc:
-Ah... gdzie moje maniery...- Podając rękę- Nazywam się Ilsida.-
-Fajnie. - rzuciła nie podając ci ręki. Patrzyła na ciebie ni to chłodno, ni to ciepło. Wydawało się, że bawi ją ta rozmowa, uśmiechnęła się do ciebie lekko.
Nie widząc reakcji jaką zakładałem schowałem pomału rękę i usiadłem. Czemu jest taka dziwna? Może i nie miałem dawno kontaktu z kobietą ale aż tak źle ze mną jeszcze nie jest. Nie przedłużając zacząłem mówić:
-Jak już wspomniałem chce z panią porozmawiać. Zauważyłem, że być może przygotowuje się pani do podróży. Ja znowuż chciałbym opuścić to miasto na jakiś czas i pójść tam gdzie czeka mnie coś ciekawszego od codziennego życia. Jeżeli mógłbym potowarzyszyć byłoby mi niezmiernie miło. Może pani być pewna, że jestem uczciwy, a w walce niepokonany. No chyba, że są już wypełnione miejsca po brzegi.- Rozglądając się po gospodzie uśmiechnąłem się.
-Co potrafisz? Jak mnie obronisz przed bandytami? - spytała wesoło czekając na jakiś popis z twojej strony.
Czekałem aż to powie. Chcąc pokazać moją moc spojrzałem po podłodze czy nie ma może jakiegoś skrawka papieru bądź czegoś co bez trudu podniosę.
Podłoga była wyjątkowo czysta, nic na niej nie leżało.
A to pech. No to inaczej. Wyciągnąłem lornetkę i położyłem na stoliku. Spoglądając na nieznajomą lekko wyciągnąłem rękę w stronę lornetki by ją podnieść nie dotykając jej:
-Oto moje umiejętności pani.- Resztę atrakcji może kiedy indziej. Kurcze fajna jest nie? Z nią chętnie bym... podróżował. Uśmiechnąłem się po raz kolejny.
Lornetka unosiła się w powietrzu przed tobą. Kobieta nawet nie zmieniła wyrazu swojej twarzy.
-No i? - zapytała zimno, cień uśmiechu obecny wcześniej zupełnie zniknął z jej twarzy.
-5PW
Mało? W tym miejscu więcej nie pokaże. Właściwie nie wiem czy chciałbym z nią iść. Trochę za sztywna po za tym nie wiem co to za ziółko. Wziąłem lornetkę do ręki po czym wstałem, schowałem lornetkę, podszedłem bliżej nieznajomej i szepnąłem jej do ucha:
-Tutaj pokazałem wszystko co jest dostępne, a teraz pani wybaczy ale muszę iść.- Zacząłem iść w stronę drzwi.
-Papa. - rzuciła słodkim głosikiem, podobną robiąc minkę. Wyraźnie bawiło ją twoje zachowanie.
Gdy wyszedłem kierowałem się w stronę alei sklepowej. Dzięki temu, że zauważyłem jak nieznajoma miała pieczywo pomyślałem też by się przydało coś wziąć ze sobą jeżeli chce się gdzieś wybrać. Ale gdzie się wybrać? To musi mi się opłacić bo potrzebne mi są pieniądze.
Kobieta nie zatrzymywała cię, zresztą na co jej telekinetyk w ciężkiej podróży. Dotarłeś do alei sklepowej.
Dalej
Hungrin
Wewnątrz panowała pustka - dojrzałeś tylko gospodarza oraz samotną kobietę, która przyglądała ci się ciekawie. Po jej ubiorze i ekwipunku leżącym przy niej wywnioskowałeś, że wybiera się w jakąś podróż.