Co do cholery? Gdzie ten typek? Widzę, że nie ma porządnych ludzi w tych czasach. Wyszedłem w stronę bramy tam gdzie miał czekać wóz. Gdy go jeszcze raz spotkam nie będzie tak miło.
Kiedy poirytowany wyszedłeś z karczmy, ujrzałeś, że już po świcie. Z tego powodu do bramy wręcz pobiegłeś.
Dalej
Hungrin wstał z łóżka i przeciągnął się. Przypomniał sobie o wyprawie która miała go spotkać. Westchnął. - No trudno... Nie odpocznę sobie... - Pomyślał i udał się na dół aby coś przekąsić.
Zmierzając na dół zauważyłeś jak późna była już pora. Wiedziałeś, że zaspałeś i z taniej podróży nici. W pijalni panował już gwar i roztaczały się przyjemne zapachy ciepłych potraw. Spałeś aż do obiadu.
- Ups... - To słowo mimowolnie uleciało z jego ust. Ze skrzywianą ze złości na siebie miną usiadł przy barze. - Jeśli masz... - Zastanowił się chwilę. - Daj pół bochenka chleba z dżemem, na wynos. - Powiedział po czym przygotował sakiewkę.
Przez wzgląd na twoje wcześniejsze uczynki z zapasów kuchni dano ci pół bochna chleba oraz niewielki słoik dżemu. Gospodarz poprosił za to o 10 sztuk złota.
Hungrin wyjął mieszek i odliczył 10 sztuk złota. - Proszę... - Powiedział do niego wręczając mu je. Zaczął brać się za jedzenie. - Wszystko mi jedno... I tak wóz zdążył już pewnie odjechać... - Pomyślał.
Po skończonym posiłku podszedł do ciebie wysoki i umięśniony mężczyzna z mieczem u pasa.
-Czy ty się przypadkiem nie wybierałeś do Midon? Zdaje mi się, że podsłuchałem wczoraj twoją rozmowę z kimś, wybacz. Rzecz w tym, że także bym tam poszedł, bo żadnej karawany nie ma, jednak nie chcę iść sam. Co byś powiedział na dwuosobową kompanię?
+5PŻ
Hungrin popatrzył na niego. - Nie mam nic przeciwko... - Powiedział. - Kiedy wyruszamy ? - Spytał.
-Jeżeli jesteś gotów i masz co jeść oraz wszystko, czego potrzebujesz na podróż możemy ruszać od zaraz. - stwierdził i patrzył na ciebie pytająco.
- Ruszajmy więc... - Powiedział do niego. Wstał z krzesła i dziękując gospodarzowi za zadanie i za "wszystko" czekał aż koleś ruszy, a on oczywiście za nim.
Pożegnawszy się z gospodarzem wyszliście z pomieszczenia, aby następnie wyjść z miasta w milczeniu.
Dalej
Mergus wszedł do gospody i szybko zamknął za sobą drzwi, aby uniknąć chłodu który może wtargnąć do lokalu. Rozejrzał się obracając kilka razy głowę, to tu, to tam, aż w końcu usiadł przy pustym stole. Zaczął nucić coś po cichu, co często robił do roślin.
Pierwszym, na co zwróciłeś uwagę w gospodzie był unoszący się tu zapach. Woń kwiatów rozluźniała cię. Duże pomieszczenie wewnątrz drzewa było jak zawsze przyjemne, magiczne światło wraz z nieregularnymi ścianami tworzyło wesołe, dynamiczne cienie. Nie było tu tłoku, ot kilka miejsc było zajętych. Z łatwością znalazłeś pusty stolik. Gdy tylko usiadłeś, ze ściany koło ciebie wyrosło kilka kwiatów. Po chwili podeszła do ciebie śliczna lotoska, pytając:
- Życzy pan sobie czegoś? - Uśmiechała się ciepło.
Na słowa kobiety obrócił głowę tak szybko, że poczuł ból w karku, pomasował go i popatrzył na kobietę. Wymusił w sobie lekki uśmiech, podrapał się po głowie i ze zniechęcenia machnął ręką w bok. Pokręcił głową i powiedział ochrypłym głosem:
- Nie, dziękuję, jak będę chciał to podejdę, dziękuję, dziękuję.
Ponownie wymusił w sobie uśmiech i wznowił nucenie