Latus

Full Version: Gospoda "Natura"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
- Zwą mnie Marvil. Skoro tak stawiacie sprawę to chętnie wyruszę z wami do Midon. A co do prowiantu i wody może zaczniemy już teraz? Gdyż mój brzuch domaga się solidnego posiłku. - roześmiałem się szczerze - czuję że się zaprzyjaźnimy. Może w miedzy czasie opowiecie mi dlaczego tak wam zależy na ubiciu akurat smoka? No i kiedy zamierzamy wyruszyć?
Towarzysze uprzejmie postawili ci posiłek, jednak swoich pobudek co do zabicia smoka nie chcieli zdradzić.
-Nie jest to historia przyjemna, więc przynajmniej jak na razie zachowamy ją dla siebie. A wyruszać zamierzaliśmy jutro, chyba że Ty masz jakieś plany powodujące zwłokę.
Zajadałem posiłek z przyjemnością, a w przerwach mówiłem:
- Nie, nie mam. Więc jutro możemy wyruszać, a swą historię prędzej czy później będziecie musieli mi opowiedzieć. Tylko, że... jest jeden mały problem. Jak już wspomniałem brakuje mi złota. Nie stać mnie nawet na pokój w karczmie. - Jakie to jest upokarzające. Westchnąłem. - Czy bylibyście tak uprzejmi i pomogli mi? Zapewniam, że w miarę możliwości postaram się wam odwdzięczyć.
Lotosi uśmiechnęli się.
-Na twoje szczęście, karczmarz jest naszym dobrym znajomym.
Jeden z nich wstał i podszedł do gospodarza. Po krótkiej chwili wręczył ci klucz mówiąc:
-Zwrócisz go rano przy szynkwasie.
Lotosi także zjedli kolację, a potem pożegnawszy się oddalili się na spoczynek.
-Do zobaczenia jutro.
- Dziękuje wam i do zobaczenia. - Odrzekłem im.
Dokończyłem mój posiłek, po czym ruszyłem do mojego pokoju spróbować odpocząć.
Kiedy tylko udało ci się usnąć pojawiły się tak dobrze znane ci sny. Kiedy w końcu obudziłeś się zlany potem wciąż było ciemno. Ty jednak nie mogłeś już spać. Z nieba wyczytałeś, że jest mniej więcej środek nocy.
Usiadłem na łóżku i spróbowałem otrzeć z siebie pot. Zacząłem też głęboko oddychać by się uspokoić trochę.
Niech będą przeklęte te mary senne! Czy wrzaski i błagania tych ludzi będą mi towarzyszyć już całe życie? Co mam zrobić by móc wreszcie odpocząć?! Stałem się dobrym człowiekiem, przynajmniej staram się nim być. Żałuję tych ludzi, żałuję każdej istoty którą zabiłem i dręczyłem. Ale najwidoczniej bogowie chcą bym całe życie pokutował za to co zrobiłem. - rozmyślałem.
W końcu zrezygnowany, wyciągnąłem swoją nowo nabytą fajkę i zacząłem powoli palić ziele. Po pewnym czasie położyłem się znów na łóżku starając się jak najlepiej odpocząć, nie zasypiając. Oczekiwałem aż nastanie świt.
Po niezwykle dłużących się godzinach spędzonych na mrocznych rozmyślaniach w końcu nastał świt. Mimo lekkiej senności byłeś dość wypoczęty. Za oknem usłyszałeś kojący świergot lokalnego ptactwa i szum liści. Lekki wiatr dawał nadzieję na przyjemną, idealną wręcz do podróży pogodę.
Przynajmniej miałem dach nad głową i w miarę wygodne łóżko
Zebrałem wszystkie swoje rzeczy i poszedłem do sali głównej. Oddałem klucz do pokoju i zapytałem karczmarza czy jako przyjaciel jego przyjaciół nie mógłbym dostać jakiegoś ciepłego posiłku. Postanowiłem zjeść i zaczekać na moich towarzyszy.
Dowiedziałeś się, że już wczoraj lotosi prosili, aby podać ci posiłek z rana. Dostałeś lekką strawę, jednak wystarczyło jej byś się najadł. Twoich znajomych ze wczoraj nigdzie nie było.
Z przyjemnością zjadłem posiłek. Podziękowałem karczmarzowi i zapytałem
- Czy Berar i Daled wspominali o której dziś się zjawią? I czy mógłbyś mi opowiedzieć o nich coś więcej, gdyż co prawda zaprzyjaźniłem się z nimi lecz tak właściwie nie wiele o nich wiem. Jedynie tylko to że zamierzają zapolować na smoka.
Dowiedziałeś się jedynie, że już wstali i udali się po prowiant i inne przydatne rzeczy.
-Berar i Daled to miejscowi, choć kilkanaście lat temu wraz z całą rodziną wyruszyli w podróż. Wrócili sami, kilka lat temu i od tamtej pory po dziś dzień szykowali się do walki ze smokiem. Nie bagatelizuj ich wiedzy i umiejętności, tyle ci powiem. - rzekł karczmarz. Nawet jeżeli miał coś więcej do powiedzenia przerwał, gdyż w tym momencie do karczmy weszli omawiani lotosi. Od progu powitali cię i zapytali:
-Gotowy do drogi?
- O moi łowcy smoków - uśmiechnąłem się do nich. - Właściwie nic mnie tu nie trzyma więc możemy ruszać. Karczmarz mi właśnie powiedział, że zrobiliście zapasy. Chętnie pomogę wam coś nieść, po co się przemęczać.
Lotosi zgodzili się z twoimi słowami i dali ci dużą część prowiantu, sami nieśli wypchane różnymi przedmiotami torby. Razem wyszliście z miasta.

Dalej
Hungrin przyszedł w to miejsce, aby odpocząć i ewentualnie poszukać kogoś kto miałby dla niego jakieś zadanie, propozycje. Podszedł do barmana.
- Nie miałbyś dla mnie jakiegoś zlecenia ? - Spytał patrząc się z zaciekawieniem na barmana
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Reference URL's