Latus

Full Version: Brama Wschodnia
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Brama od strony Hausken, zamykana na noc, pilnowana wtedy przez odźwiernego. Tuż za bramą znajduje się ogromne targowisko. Duży obszar pokryty stoiskami zawiera dobra z całej krainy. Jest tu ciągle tłoczno i głośno, z każdej strony na przechodniów krzyczą sprzedawcy wychwalający pod niebiosa własne towary. Targowisko jest niezwykle kolorowe, na pozór radosne, w rzeczywistości należy się wystrzegać kieszonkowców oraz oszustów. Wiele stoisk oferuje produkty fałszywe lub po zawyżonych cenach.
Ilsida

Zaczynało świtać kiedy wycieńczony stanąłeś przed bramą. Była zamknięta, z uwagi na wczesną porę. W bramie był niewielki, zasuwany otwór, przez który najprawdopodobniej odźwierny oglądał przybyszów.
W końcu doszedłem... Jeszcze tylko trochę. Zupełnie wyczerpany podszedłem do bramu, a dokładniej do lufciku i zapukałem 2 razy po czym czekałem z niecierpliwością na odpowiedź.
Szybkim ruchem i z głośnym zgrzytem w otworze pojawiły się oczy odźwiernego, który nieco opryskliwie zapytał:
-Czego totu z takiego rańca?! Niecne zamierzenia jakieścze?
Przełknąłem ostatki śliny i rzekłem:
-Przybywam z Hausken i chciałbym odpocząć. - Licząc, że odźwierny bez żadnych zatargów otworzy mi bramę byłem gotowy by go zapytać o drogę do pobliskiej karczmy.
-Lotosici i ich zwyczajniki... - mruknął pod nosem otwierając ci bramę. Tak samo opryskliwie wskazał ci drogę do karczmy. Widać było, że człowiek ten wcale nie jest zły, po prostu ma taki... oryginalny styl, taki jego urok. Na targowisku ludzie i lotosi rozbijali pierwsze stoiska, gdzieniegdzie leniwie przechadzali się cierpiący na bezsenność lub ranne ptaszki.

Morled:

Zauważyłeś jeszcze jak odźwierny wskazuje drogę do karczmy nieznanemu lotosowi, przygarbionemu, wyglądającemu jakby poruszanie się zużywało resztki jego sił. Na targowisku pojawiały się pierwsze stoiska. Odźwierny leniwie się rozglądał.

//Ilsida z racji tego, że zmierza do karczmy też widzi Morleda.//
Podszedłem do odźwiernego lekko rzucając okiem na ów że lotosa.
Gdy stałem już przy odźwiernym zacząłem rozmowę - Witaj strażniku bramy, wybacz że nachodzę Cię o tak wcześniej porze - zacząłem przepraszającym tonem - ale szukam odźwiernego który stał przy bramie w dniu kiedy Morled Kregus przybył do Midon i zamordował swą ciotkę. Czy wiesz kto wtedy dzierżył warte? - dodałem z nadzieją.
Człowiek podskoczył jakby przestraszony.
-Toć i następny dziwok mnie nachodzi. Też lotos, jak nic. Morled... Midon? Ciotka... Tocija bede! Nie ta ciotka a odźwierny przybramienny. Tocija. Ha! Nie myślałeś, że takim stary człek, co? - zawołał prostując się.
Toć to sam Wisum sprowadził mi pana tu - odpowiedziałem uradowany - więc zaczne może tak. Coś pan słyszał o sprawie Morleda? Jak wyglądał, ów dnia kiedy przybył do Midon? Czy dzień wcześniej przybyło jakiś dwóch podejrzanych lotosów do miasta? A przepraszam za dużo pytań naraz, wybaczy mi pan. - zapytałem prawie jednym tchem ale powoli.
Niemłody odźwierny stał chwilę zamroczony ilością pytań.
-A tego co ja panie? Gospodarz gospody jakij? Co, obieżyświat może? 40 lat jak tu siedzę i tylko te łodrzwia w te i nazad popycham! Pamiętam jedynie dwóch lotosów tamtych. - Zamyślił się na chwilę. - Pamiętam tylko coś o tych dwóch lotosach. - Znów przerwał zastanawiając się. - O tych dwu lotosach jedynie mogę coś opowiedzieć! Co pan, nie słucha? Słuchaj pan! Para takich słodkich kochanych do bólu, pikne mordki mieli, tak pikne, że aż mnie się tu chciało obiad mojej kochanej żonki zwrócić... A widzi pan, moja żonka, to gotuje doskonale. Jej pieczeń - ah! A te ciasta, no wyborne po prostu. Musi pan kiedy spróbować... Chociaż... nie, po zastanowieniu, nie podzielę się!
- Dobrze więc, dziękuje za informacje. A jeszcze jedna sprawa czy Rada nie ma jakiegoś zadania dla historyka bądź poszukiwacza przygód? Dobra, muszę znaleźć tylko dwóch szpetnych lotosów haha - zaśmiałem się ironicznie w duchu.
-Cozaś? Panie i czego pan nie słuchasz?! No więc jak już mówiłem słodkie mordki mieli. Tędy wychodzili z miasta, weszli od strony zachodniej. Dokąd zmierzali, nie wiem, musi do tamtych swoich chatek nadrzewnych. Zapytałem co robili w Midon, odpowiedzieli mi wtedy... co oni mi wtedy odpowiedzieli. To było jakoś coś takieś. Jakby "przybyliśmy dotrzymać obietnicy". Ale co waćpanu mówie to mówie. Jak dla mnie aż ociekało toto obłudą, każdemu do kupra by wlazło od razu za przeproszeniem. Jacyś tacy dziwaczni to lotosi byli ale co mie do tego? Więc puściłem ich. No. I to by na tyle było, coś jeszcze? - starszy człowiek ożywił się i widziałeś, że czeka na nowe pytania, aby móc poopowiadać ci coś jeszcze. Najwidoczniej rozmowa była dla niego nieczęstą rozrywką.
- Wybacz mi tą nieuwagę. Jeszcze raz dziękuje za informacje i jak już wspomniałem czy rada miasta ma jakieś zadania dla historyka bądź łowcy przygód? - odrzekłem lekko poirytowany sytuacją, nie wiadomo dlaczego.
Człowiek spojrzał na ciebie nieco tępawo.
-A co ja, Radyjczyk? Panie pan chcesz Rady - znajdź kogoś z Rady. Chceszli pan informacji o przyjezdnych - znajdź odźwiernego. Na ploteczki to i z moją żonką możesz siem pan wybrać. A moja żona to lubi ploteczki... - odpłynął w kolejnej, nic dla ciebie nie znaczącej opowieści.
Pożegnałem się i nieśpiesząc się udałem się do rady. W trakcie tej przechadzki zagłębiałem się w swój umysł. Jedną stopą stałem w świecie mego wyobrażenia myśląc o wszystkich częściach układanki jakie zdołało mi się zebrać. Drugą zaś w rzeczywistości będąc jednocześnie świadom tego co jest naokoło.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Reference URL's