Latus

Full Version: Brama Wschodnia
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Głównie chciałem zakupić specyfiki lecznicze. Ale też rozglądałem się za jakaś trucizną. Przeglądając inwentarz sprzedawcy szukałem też czegoś niezwykłego np. mikstur zwiększających potencjał magiczny bądź zapewniający niewidzialność. Nie byłem co do nich zbytnio pewien gdyż słyszałem, że skutki uboczne mogą być straszne, ale lepiej przygotować się zawczasu.
Wybór był naprawdę duży. Z ciekawszych specyfików leczniczych odnalazłeś mikstury usuwające zmęczenie, kojące ból, przyśpieszające krzepnięcie ran, wstrzymujące obfite krwawienie, a także antidotum działające ponoć przeciw każdej truciźnie, wiedziałeś jednak, iż poradzi sobie jedynie z najbardziej znanymi typami. Trucizn było jeszcze więcej, twój wzrok padał na trucizny o morderczym działaniu, jak i paraliżujące, sprawiające palący ból czy trucizny znane z dziecinnych dowcipów, na przykład powodujące swędzenie. Ciekawą była mikstura, która w kontakcie ze skórą ukazywała prawdziwą naturę istoty. Nie było tu mikstury wpływającej na potencjał magiczny, znalazłeś jednak płyn powodujący chwilową niewidzialność.
Po chwili namysłu postanowiłem zakupić dwie mikstury usuwające zmęczenie i po jednej przyśpieszającej krzepnięcie krwi i wstrzymującej krwawienie. Kolejne dwie buteleczki antidotum, zaś z trucizn zakupiłem trzy paraliżujące. Zapłaciłem sprzedawcy po czym skrzętnie schowałem wszystko do torby.
- Prowadź na przystań, chłopcze. Chyba już nic nie potrzebuję - zwróciłem się do Gruta.
Sprzedawca poprosił o 445 sztuk złota. Kiedy sięgałeś do swojego mieszka ze złotem, ku swemu ogromnemu zdziwieniu stwierdziłeś, że go nie masz. Oczywiście jego zawartości także nigdzie nie było. Grut spojrzał na ciebie niepewny co robić, swoją postawą zdawał się jakby przepraszać, iż nie zauważył złodzieja. Sprzedawca patrzył na ciebie z zażenowaniem, jakim obdarza młodych chłopców strojących żarty.
-No to kupuje pan, czy nie?
// a miałem właśnie porozdzielać złoto wrr! //

Rozzłoszczony i zdenerwowany rozejrzałem się pospiesznie dookoła szukając złodzieja. Usłyszawszy sprzedawce warknął gniewnie:
- A idźże precz! - odwróciłem się i klnąc szpetnie pod nosem ruszyłem w stronę przystanie. - Idziesz Grut czy będziesz tak stał jak jakiś durny pień! - chciałem wyładować swą złość na chłopaku.
Świetnie, fortuna mi sprzyja nie ma co! Bogowie przeklnijcie tego złodziejaszka, bo jak go dorwę to nikt mu nie pomoże.
//ma się to MGowe wyczucie ;p//

W zasięgu wzroku nie znalazłeś złodzieja, z drugiej strony żaden z przechodniów nie miał swej profesji wypisanej na twarzy. Na zatłoczonym rynku nie miałeś szans znaleźć już swojego złota. Sprzedawca usłyszawszy twe słowa odpowiedział coś obraźliwego, jednak nie słuchałeś go już. Grut zrozumiał dlaczego zwróciłeś się do niego w ten sposób, toteż nic nie odpowiedział, w milczeniu przyjmując twoje słowa. Zauważyłeś, że sam także wypatrywał złoczyńcy, ale jego szanse na powodzenie były takie same jak twoje. Wyszedłszy z miasta przez bramę ruszyliście na północ, by po niedługim czasie ujrzeć na horyzoncie zarys jeziora Przejrzystego.

Dalej

Garet Jax

Bazar o tej godzinie był już zatłoczony, w takim tłumie lepiej było pilnować swojego mieszka.
Trzymając się za mieszek stanąłem wypatrując czegoś ciekawego, interesującego, na przykład złodzieja.
Przypatrując się przechodniom uważnie szybko dojrzałeś podejrzanego osobnika łakomie patrzącego na cudze mieszki. Po chwili obserwacji, na twoich oczach wyciągnął sztylet zbliżając rękę do wypchanego worka wiszącego u pasa jakiegoś kupca.
Podszedłem za niego ostrożnie. Dobrze wiedziałem, że skupia uwagę w większości na mieszku, ale wolałem być ostrożny. Podkradłem się do niego od tyłu. W chwili, w której zamierzał odciąć mieszek chwyciłem go za obie ręce wykręcając je do tyłu i sycząc mu do ucha:
-Oddasz mi łup albo ja oddam ciebie do lochu na łamanie kołem...
Trzymałem jego ręce w żelaznym uścisku tak, by się nie wyślizgnął.
Mężczyzna oczywiście był zaskoczony, nie spodziewał się, iż ktoś go obserwuje. Mimo wszystko jednak, dość przytomnie odparł:
-Jeżeli mnie nie puścisz, żaden z nas się nie wzbogaci. Obiecuję, że połowa łupu jest twoja, mieszek jest pokaźny, nie bądź skąpy, bo cię Wisum ukarze. - mówił szeptem, tak, by cel was nie usłyszał. Mimo rozmowy nie spojrzał na ciebie - nie chciał stracić mieszka i jego właściciela z oczu.
-No cóż... dobra. Zostawiam ci czyste pole. Idę sam gdzieś zapolować.
Zostawiwszy mężczyznę w spokoju oddaliłem się z ręką na mieszku poszukując wzrokiem kogoś nieostrożnego z nadwyżką złota.
Mężczyznę zostawiłeś w ponownym szoku, uznał to za jakąś podpuchę i zaprzestał swoich działań. Nieostrożnych ludzi było aż nadto, o różnych rozmiarach mieszków.
Rozejrzałem się z uśmiechem na ustach. Szukałem grubych, wypchanych mieszków.
Taki właśnie mieszek miał przy sobie mijający cię kupiec, wyraźnie poddenerwowany, iż nie potrafi czegoś odnaleźć. Z podobnym ujrzałeś kobietę stojącą przy stoisku z materiałami.
Na początek pochodziłem trochę za kupcem chcąc wybadać mieszek oraz przyczyńę jego zdenerwowania.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Reference URL's