Latus

Full Version: Brama Wschodnia
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Sprzedawca nie przejął się Garetem, Fenrisem ani nawet prawdziwym złodziejem - wiedział już, kto kradnie. Wysłał swojego ochroniarza w pościg za Ilsidą, jedynym, który uciekał. Rosły mężczyzna zaskakująco zwinnie ominął pozostałych biegnąc za uciekającym lotosem. Rozpychał tłum na boki, cały czas widząc Ilsidę, ten więc nie mógł długo uciekać.
Błyskawicznie wyciągnąłem nogę gdy tamten był przy mnie. Wiedziałem, że taki byk mnie pociągnie. Jednak ja lekko się chwiejąc chwyciłem w pół Fenrisa i z nim na prawym barku pobiegłem do karczmy. Musiałem szybko zaraz wrócić.
Gdy zacząłem uciekać widziałem jak ochroniarz biegł za mną. W końcu wiedząc, że bieg do przodu nic nie da zacząłem myśleć jak wykorzystać dogodny dla mnie tłum. To bieganie nic mi nie da. Trzeba unikać tego bydlaka. Gdy przeciskałem się przez tłum nagle schyliłem się i przeturlałem się na bok za chwile drugi raz i trzeci ciągle mając wzrok w stronę gdzie znajdował się wróg. Nagle przypomniałem sobie, że dalej trzymam kolec więc gdy miałem tylko dobrą pozycje do pchnięcia nim poprzez magię w człowieka nie zawahałem się.
Fenris oburzony tylko splunął w kierunku osiłka i nagle został złapany przez dowódcę.
-Mogliśmy ich obrabować-szepnął cicho, a potem dodał głośniej- Mam nogi wiesz? Możesz mnie już puścić! Do karczmy!
Szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy.
Garet, Fenris:

Mężczyzna nawet nie poczuł, że coś go próbuje powstrzymać, piszczel natomiast poboli Gareta jeszcze jakiś czas. Wraz z Fenrisem pobiegliście do karczmy, kiedy już wydostaliście się z tłumu człekokształtnych.

Dalej

Ilsida:

Kiedy turlałeś się wśród ludzi i lotosów ci odskakiwali na boki klnąc i wyzywając cię od idiotów i szaleńców. Osiłek był coraz bliżej, natomiast na linii strzału stale pojawiała się jakaś bogu ducha winna istota.
Nie, kolec tutaj mi nic nie da, tu trzeba spłoszyć ludzi wtedy między grupką ucieknę z tego miejsca. Wstałem i złożyłem ręce w górę po czym wystrzeliłem kulę ognia w najbliższe puste stanowisko (lub obszar) tak żeby ludzie widzący wybuch zaczęli uciekać. Gdy tylko to się stanie miałem zamiar uciekać razem z nim. Gdy zaklęcie się nie uda moim planem "b" było podpalenie samego agresora.
Udało ci się wystrzelić niewielka kulę ognia, jednak to wystarczyło, by ludzie zaczęli uciekać. Próbowałeś wtopić się w panikujący tłum, jednak twój ubiór był w tym przypadku dużym problemem. W pewnym momencie poczułeś, że unosisz się do góry. To osiłek zaskoczył cię i wyciągnął z tłumu podnosząc w górę za ubranie, obrócił cię twarzą do siebie, jednak nie wyprowadził żadnego ciosu.
- Czego uciekałeś? Ukradłeś coś, hę? Oddaj szybko wszystko, co zabrałeś, a odpuszczę ci.
Bez namysłu jak każdy by powiedział odpowiedziałem:
-Nic nie ukradłem. Ktoś się na mnie rzucił więc w panice zacząłem uciekać. Na dodatek jak zobaczyłem że ktoś mnie goni myślałem że to prześladowca. Jestem uczciwy, chcesz możesz mnie przeszukać, nic nie mam. Ludzie już tu nie mogą zrobić zakupów normalnych? Kpina.- Ostatnie słowa podsumowały jego stosunek do mnie. Chciałem żeby poczuł się głupio i pomyślałem że za to co się stało może mi da jeszcze płaszcz.
- No taaak, przecież ty byś na pewno nie ścigał kogoś, kogo podejrzewasz o kradzież, na dodatek ten ktoś ucieka i jeszcze używa magii byleby zgubić pościg. To przecież wcale nie jest podejrzane, skądże. - rzekł ironicznie. Mężczyzna okazał się o wiele bardziej rozgarnięty niż wskazywałby na to jego wygląd. - Na twoje szczęście od nas mogłeś ukraść tylko płaszcz, a jako że teraz z bliska nie widzę przy tobie żadnego materiału, mogłeś go najwyżej gdzieś wyrzucić, a to bym zauważył, albo ścigam nie tego, a miałeś tylko za zadanie odwrócić moją uwagę. Teraz już nic z tym nie zrobię... - postawił cię na ziemi. - Idź do swoich kompanów. - dodał i ruszył w stronę zniszczonego straganu.
-To się nazywają dwie sporne sytuacje.- Gdy osiłek mnie puścił spokojnym krokiem ruszyłem do karczmy. Tym razem uważałem na wszystko co się dzieje wokół mnie. Gdyby ktoś mnie śledził wypatrzyłbym to.
Ruszyłeś w kierunku karczmy, jednak w pewnym momencie zrozumiałeś, że jesteś śledzony przez tamtego osiłka. Ukrywał się bardzo dobrze, a wiedziałeś o jego planie tylko dlatego, że popełnił jeden błąd - kiedy się odwróciłeś, nie ujrzałeś go na drodze do straganu, toteż domyśliłeś się, że cię śledzi. Nie wiedziałeś jednak, gdzie jest, a mogło go też wcale nie być, choć w to nie chciałeś uwierzyć.
Widzę, że on chce dopiąć swego. Karczma jak na razie odpada. Wiedząc że mam ogon postanowiłem przebiec się za pierwszy róg i przyłapać tego kto mnie śledzi na gorącym uczynku.
Choć nikt nie skręcił w uliczkę, na której się teraz znalazłeś, po przeciwnej stronie od wejścia do niej ujrzałeś ruch. Mógłbyś przysiąc, że skryła się tam jakaś osoba, która cię obserwuje, jednak cień skutecznie chronił ją przed twoim wzrokiem.
Dalej nie będąc pewny czy ktoś mnie śledzi znów przeszedłem kawałek tak żeby być już kawałek od targowiska. Nagle przystanąłem na chwilę i zmieniłem uczy w zwierzęce by dokładnie zlokalizować gdzie ktoś jest. Starałem się rozróżnić każdy dźwięk jaki słyszałem by w końcu natrafić na ten właściwy. Gdy tylko już byłem gotowy znów się schowałem za kolejnym rogiem czekając na reakcję w otoczeniu.
Po przemianie byłeś pewien, że ktoś cię śledzi. Na opustoszałej alejce, którą przed chwilą szedłeś słyszałeś ludzkie kroki. Zza winka wyłoniła się głowa śledzącego cię ochroniarza sprzedawcy płaszczów. Gdy tylko cię zobaczył, czekającego na niego, w ułamku sekundy... zniknął.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Reference URL's