Garet:
Dziewczyna zarumieniła się i nieśmiało spuściła wzrok.
- Jaki mistrz? Proszę mnie nie zawstydzać przy klientach! - odpowiedziała, kiedy odzyskała nad sobą panowanie, jednak w jej głosie nie było cienia wyrzutu. Po krótkiej chwili dodała jeszcze cicho:
- Na imię mi Meropa.
(mówiłem by nie przypominać mi o Antygonie...)
-Mistrz Torlan. Zajmujemy się malarstwem. Mistrz maluje naprawdę piękne portrety, a ja na razie u niego praktykuję. Mistrz potrafi z każdej osoby wyciągnąć tą wewnętrzną iskierkę piękna by rozżarzyć ją do wielkiego płomienia piękna. Przy urodzie niebiańskiej istoty zwanej Meropą nawet talent mistrza Torlana zblakłby i poszedł w zapomnienie. Czy mogę przekazać pani pewną propozycję? Mistrz mój szuka dziewczęcia urody nieprzeciętnej. Nie spodziewał się chyba, że tak dobrze obdarowani urodą osobnicy znajdują się na zwykłym targu. Torlan przyznał, że hojnie zapłaci za każde pozowanie do portretu. Jeśli jest pani zainteresowana proszę mi powiedzieć. Przekażę mistrzowi. -ukłoniłem się. Spojrzałem na nią by po chwili zmieszany odwrócić wzrok.
-Proszę mi wybaczyć, ale wystarczy spojrzeć na panią i już przychodzą mężczyźnie do głowy nieczyste myśli. Choć to jest naturalne nie powinno zdarzać się w towarzystwie istoty o tak wysokiej urodzie. Przyszedłem tutaj tylko w sprawie błahego łuku, a spotkałem kogoś, kto samym swoim byciem hipnotyzuje mężczyzn. Mógłbym ośmielić się poprosić o długi łuk i 20 strzał?
Dziewczyna okazała się nieco nieśmiała, jeśli chodzi o jej urodę. Pytała niepewnie:
- Naprawdę pan tak myśli? Nadaję się? Sama nie wiem... No i nie mogę przestać pomagać ojcu... - mimo tych słów, na jej twarzy widniał szeroki uśmiech. Przy zdaniu o "nieczystych myślach" znów się nieco zmieszała, jednak chwilę później bardzo szybko wyszukała odpowiedni dla ciebie łuk mierząc cię wzrokiem.
- Odpowiedni długi łuk i 20 strzał... - zamyśliła się chwilę patrząc w niebo. - To będzie 65 sztuk złota. To zapewne niewielka suma dla ucznia tak znakomitego mistrza jak mistrz Torlan. - dodała kokieteryjnie.
-Gdyby wszystko było takie proste... -stwierdziłem smutno.
-Mistrz Torlan przyjął mnie bym mu pomagał w pracowni. Już zdążyłem się domyśleć, że malarz ze mnie nie będzie. Jednak ja muszę zbierać pieniądze na lek oraz maga, które by wyleczyły moją siostrę. Ma ledwo 11 lat, a już choruje na gorączkę krwotoczną. Jeśli nie znajdę danej ilości pieniędzy w przeciągu miesiąca mała zginie. Rodziców już nie mamy, ponieważ ciężki los nam ich zabrał. Teraz próbuję zakupić łuk by móc polować dla mistrza Bospera, myśliwego. Powiedział, że daje dużo złota za skóry zwierząt. Niestety powiedział, że nauczy mnie polować tylko kiedy będę miał własny porządny łuk. -westchnąłem ciężko. Nadal pilnowałem mieszka.
-Czasami -powiedziałem na tyle cicho by Meropa usłyszała. -w pracowni mistrza Miewam różne złe myśli o samobójstwie. Jednak wtedy przypominam sobie, że jestem komuś potrzebny. Mam nadzieję, że zdążę oraz, że lekarstwo zadziała.
//........masz szczęście, że sprzedaje Ci młoda kobitka -.-//
Dziewczyna była wzruszona twoimi słowami. Rozejrzała się ukradkiem, po czym rzekła do ciebie po cichu:
- Niech pan bierze i łuk i strzały. Zapłacę za nie z własnej kieszeni, a kiedy wszystko już dobrze się skończy odda mi pan te pieniądze. - uśmiechnęła się ciepło. - Oby wszystko się ułożyło. Proszę przekazać mistrzowi Torlanowi, że mnie tu znajdzie, jeśli zależy mu na modelce. - rzekła nieco zuchwale.
Moją twarz rozjaśnił lekki uśmiech jednak stłumiony przez wyraz smutku.
-Dziękuję. Na pewno oddam te pieniądze. By tylko wszyscy byli tak wspaniałomyślni... Jeszcze raz dziękuję.
Zabrałem długi łuk oraz 20 strzał w kołczanie. Łuk zawiesiłem na ramieniu, a kołczan schowałem do torby. Nadal pilnując mieszka zacząłem przedzierać się do zapamiętanego wcześniej straganu z płaszczami, przy którym spodziewałem się towarzyszy.
Znów spojrzałem w stronę sprzedawcy po czym zapytałem:
-A można zobaczyć oba płaszcze, gdyż razem z moim kolegą nie wiemy który jest dla nas odpowiedni.-Po tych słowach rozejrzałem się dookoła by być pewnym że to co za moment chcę powiedzieć nikt nie usłyszy oprócz pana do którego są kierowane słowa oraz interesowało mnie to czy owy sprzedawca nie ma ochrony gdzieś w pobliżu. Przy okazji myślałem nad innym wyjściem. Jeżeli gość będzie twardy co wtedy? Mogę mu wbić kolec w nogę ale wtedy zacznie krzyczeć, mogę mu po prostu zabrać te płaszcze i uciec w tłum wtedy ciężko będzie mu mnie dopaść, a łatwo też można uciec w takich okolicznościach lecz znowu moje ubranie nie pozwala mi na to wyjście. Chyba, że zrobi to któryś z kompanów.
Ilsida, Fenris:
Sprzedawca zaprosił was na drugą stronę stoiska, znajdował się tam niewielki obszar otoczony prowizorycznym drewnianym płotem, wyjść z tego miejsca można było tak samo, jak się do niego wchodziło lub próbując pokonać ów przeszkodę. Dopiero tam sprzedawca zamierzał pokazać wam płaszcze. Za mężczyzną stał jeszcze jeden, wyższy i szerszy, bardziej umięśniony. Był łysy, a z oczu nie patrzyło mu najlepiej.
Garet:
Kiedy zwróciłeś się w stronę towarzyszy, zauważyłeś jak stojący za nimi chuderlawy mężczyzna właśnie "niepostrzeżenie" próbuje im obu na raz zabrać mieszki z pieniędzmi.
Uśmiechnąłem się demonicznie. Kochałem to. Podszedłem cicho za chudzielcem by po chwili z zamachu uderzyć go pięścią centralnie w skroń.
Fenris rozejrzał się po stoisku. Za kupcem byl jeden umiesniony, bodyguard baldyman.
Właśnie ten łysol mógł być niezłym przeciwnikiem. Bystry Fenris zrozumiał ze raczej Ilsidzie nie uda się ich zastraszyć, ale sytuacja w jakiej się znaleźli miała tez plusy.
Od tłumu oddzielał ich plot i wrzaski zostałyby pewnie stłumione przez panująca naokoło wrzawę. Sięgnął do pasa pocierając lekko ręką o rękojeść noża aby w razie czego móc być przygotowanym na walkę. Postąpił krok do przodu by rozejrzeć się po tym obszarze.
Szczęście mi jednak sprzyjało. Spodobało mi się to, że sprzedawca nas zaprosił do miejsca gdzie jest bardziej oddalony od wzroku ciekawskich a na dodatek domyślałem się, że hałas i tak wszystko zagłuszy. Obróciłem się w stronę Fenrisa i powiedziałem dość cicho:
-Wchodzimy, pilnuj się.- Zacząłem iść w stronę obszaru gdzie mieliśmy zobaczyć towar. Po drodze wyjąłem swój kolec, gdyż wiedziałem, że jeżeli będę zmuszony do zabicia tego muskularnego człowieka to precyzyjny strzał w gardło powinien załatwić sprawę bez huku. Również oczekiwałem od towarzysza odważnej reakcji w razie problemu.
Wesoła kompania:
Zanim dwóch ubranych na czerwono weszło za stragan, obaj zostali pchnięci przez złodzieja, którego uderzył Garet. Trzech mężczyzn wpadło na towary powodując niemałe zamieszanie. Sprzedawca i jego ochroniarz skupili się wyłącznie na tych, którzy "zaatakowali" właśnie stragan, Garet natomiast zauważył kilka ciemnozielonych płaszczy wiszących na wyciągnięcie ręki...
Szybko zagarnąłem dwa ciemnozielone płaszcze do torby. Po zapakowaniu, które trwało pół sekundy, zacząłem krzyczeć:
-Oszukali mnie banda złodziei!
Podbiegłem do Ilsidy i Fenrisa wykrzykując właścicielowi o złodzieju, który leżał na mych towarzyszach. Chwyciłem go za ciuchy wyciągając z kłębowiska ciał. Trzepnąłem nim przed właścicielem. Wykorzystując dalszą dekoncentrację ludności szarpnąłem obie ręce towarzyszy w celu wyciągnięcia ich z resztek straganu.
Fenris, dzięki pomocy Gareta szybko się otrząsnął. Podchwycił plan i próbował dopomóc Garetowi wykrzykując
- Moja noga tu więcej nie stanie brudni kradzieje- jednocześnie jakby ochroniarz chciał ich powstrzymać i znalazł się na tyle blisko Fenris postara się mu dać kopa z ciężkiego buciora w miejsce, które najbardziej boli- ewentualnie gdzieś obok.
-Co do...- Nagle coś we mnie runęło. Gdy ktoś mnie nagle chwycił za rękę nie opierałem się tylko starałem się wydostać spod desek. Gdy tylko mi się to udało nic innego nam nie pozostawało jak szybka ucieczka i zapomnienie o świetnych płaszczach Dobra, trzeba się ruszyć. Gdy tylko się podnieśliśmy zacząłem uciekać w tłum.