Latus

Full Version: Brama Wschodnia
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Ilsida

Kiedy stanąłeś pod bramą była już noc, jednak nie czułeś zmęczenia podróżą. Jako że podróżowałeś sam, mogłeś robić przystanki tak często, jak tego potrzebowałeś. Brama była zamknięta, jednak odźwierny wpuścił cię do środka bez problemu. Powiedział, iż jakiś woźnica z jednym wozem zapowiedział wcześniej twoje przybycie.
No w końcu doszedłem do tej bramy. Gdy odźwierny mnie wpuścił i wspomniał o tym, że ktoś już zapowiedział moje przybycie miałem ochotę podyskutować z nim o tym lecz wiedziałem, że jest już na tyle późno, że czas się przespać w pobliskiej karczmie. Żeby nie wyjść na niekulturalnego krótko podziękowałem i zacząłem iść w stronę karczmy.
Wkrótce znalazłeś się pod masywnymi drzwiami prowadzącymi do karczmy.

Dalej

Garet Jax

Jak zawsze w tych godzinach targowisko było pełne wszelakiego rodzaju kupców i sprzedawców. Tłok i zgiełk wręcz zdawały się przytępiać twoje zmysły. Chmura pyłu wzbijana przez spieszące się istoty sprawiała, że nawet oddychanie sprawiało pewne trudności.
Rozejrzałem się czujnie za porządnie wypchanym po brzegi miechem. Skombinuję trochę kasy przed wyjazdem, a potem jak wrócę wszystko ucichnie. Diabelski plan. Ale najpierw...
...trzeba poszukać prowiantu, żarcia, posiłku, czy jak to tam zwą. Rozejrzałem się (znowu) trzymając rękę na pulsie (znaczy mieszku) w poszukiwaniu stoiska z pożywieniem podróżnym.
Podczas niezmiernie długiej podróży ujrzałam bramę do miasta Midon. Wreszcie sobie chyba odpocznę. Podeszłam bliżej do bramy i na mojej twarzy pojawił się uśmiech kierowany do odźwiernego. Następnie ładnie się przywitałam a odźwierny wpuścił mnie do miasta. Chcąc być kulturalną ładnie podziękowałam i skierowałam swe kroki ku karczmie.
Garet:

Stoisk z prowiantem widziałeś wiele, tak więc znalezienie jedzenia nie martwiło cię. Skupiłeś się na pieniądzach. Minęła cię dziewczyna ze średniej wielkości mieszkiem, jednak ciekawskie spojrzenia wywołane jej różowymi włosami nie czyniły z niej najlepszego celu. W końcu jednak dojrzałeś odpowiedni cel - wychudzony mężczyzna przechadzał się powoli, jakby bez celu z dłońmi zaplecionymi za plecami. U jego pasa wisiał naprawdę gruby worek.

Sillia:

Kilka osób patrzyło na ciebie ciekawie, jakiś chłopak nawet parsknął śmiechem, większość jednak wydała ci się bardziej przychylna. Nie zważając na to dotarłaś do karczmy.

Dalej
Podszedłem do jednego ze straganów z pożywieniem na wyprawę starając się nie zgubić wzrokiem chudzielca. Zakupiłem z 2 kilo prowiantu, po czym ruszyłem niepostrzeżenie niczym cień za patykowatym człowiekiem. Przez głowę przebiegła mi myśl, że wystarczyłoby go popchnąć by się złamał. Przyszedł mi do głowy szatański plan. Ruszyłem jakbym był czymś wyraźnie wzburzony wprost na chudego patrząc za cienką figurkę mężczyzny. Na mojej twarzy wymalowała się zawiść, wzburzenie i niedowierzanie. Spróbowałem go potrącić tak, jakbym go w ogóle nie widział, jakbym był ogarnięty szałem. W chwili zderzenia z patykowatym miałem zachować się na półprzytomnego. Gdy ten poleci na glebę, chciałem szybko zagarnąć mieszek do torby wykorzystując zamieszanie, by po milisekundzie podnieść go szybko przepraszając w niby-roztargnieniu i tłumacząc, że gonię złodzieja. Kiedy chudzielec już będzie na nogach, ja nadal jakby wzburzony pobiegnę szybko do karczmy.
//o, zmieniłeś strategię w końcu ;p//

Cały twój plan powiódł się, mężczyzna upadł na ziemię jak długi przyciągając wiele spojrzeń, jednak żadne z nich zdawało się nie zauważyć twojej ręki zabierającej mu zbędny balast. Przeproszony mężczyzna otrzepał się i ruszył dalej bez słowa, ty tymczasem oddaliłeś się z miejsca zdarzenia.

Dalej

Ilsida, Garet, Fenris:

Targowisko pełne było ludzi i lotosów, sprzedawcy zachwalali swoje towary pod niebiosa. Ich głosy mieszały się z gwarem tworzonym przez kupców, co dawało jeden wielki hałas. Kawałek od was ujrzeliście stoisko z płaszczami dla podróżnych i różnego rodzaju materiałami na nie. By do niego dojść, musielibyście przecisnąć się nieco przez tłum i wejść w równoległą alejkę od tej, na której się znajdowaliście.
-Spotkamy się przy tamtym stoisku. -powiedziałem wskazując na stragan z płaszczami. Ja tymczasem z ręką na mieszku próbowałem się dostać do najbliższego straganu z bronią dystansową. Postanowiwszy dokonać zakupu łuku sztuki jednej oraz strzał sztuk kilka, przedzierałem się przez gęstwinę ludzi, lotosów i dekanów, która znosiła mnie co chwilę niczym wiatr znosi statek w ostrym bajdewindzie. Tłum czynił zaporę tak gęstą, że pradawna magiczna puszcza lotosów zwinęła by pod ziemię ze wstydu.
Fenris mocno schował sakiewkę wiedział ze taka okazja jak dziwny, czerwony młodzieniec może wpaść w oko złodziejom.
-Pilnuj swoich rzeczy- powiedział do Ilsidy nie oczekując odpowiedzi, zaczął się przeciskać przez tłum docierając do stoiska.
-Po ile płaszcze najlepiej ciemne?- zwrócił się do sprzedawcy.
Widząc tak dużą ilość istot w jednym niewielkim obszarze przeszły mnie ciarki. Wiedziałem, że to miejsce nie dla mnie. Sam hałas źle na mnie wpływał, a gdy do tego doszły inne czynniki zaczęło mi się kręcić w głowie. Z tego co powiedział Fenris usłyszałem tylko słowo "pilnuj" reszta była dla mnie wielką niewiadomą. Gdy trochę się oswoiłem z tym chaosem, chwyciłem swoje rzeczy i ruszyłem w stronę stoiska z płaszczami. Miałem nadzieje, że jak dojdę to może któryś z kompanów załatwi płaszcze w dość niskiej cenie.
Garet:

Na stoisku, do którego w końcu doszedłeś zobaczyłeś wiele kołczanów, przeróżne strzały, różnego rodzaju łuki oraz kusze, a nawet proce. Sprzedawała je młoda dziewczyna, całkiem urocza, blondynka o niebieskich oczach. Uśmiechnęła się do ciebie, pytając:
- Pomóc?


Fenris, Ilsida:

Sprzedawca odparł:
- Czarny płaszcz około 50 sztuk złota, choć dużym zainteresowaniem wśród podróżnych cieszą się ciemnozielone, w cenie 60 sztuk złota jeden. Naprawdę polecam! Świetny materiał, a dodatkowo kolor, który doskonale skryje człowieka w lesie, a nawet w otwartym polu nocą!
-Zaraz podejmiemy decyzje.- Powiedziałem do sprzedawcy po czym złapałem Fenrisa za ramię i przyciągnąłem go do siebie mówiąc tak żeby głos dochodzący z targowiska zakłócał wszystkim innym oprócz towarzysza co do niego mówię:
-Jak dobrze wiesz tyle kasy nie mamy. Ja nie widzę innego wyjścia jak przemoc chyba że masz lepszy pomysł. Jeżeli nie to słuchaj. Ja mogę mu zagrozić spaleniem jego stoiska przez co straci swoje cenne towary. Ostatnio mam dużo powodów do wyżywania się więc nic mnie nie hamuje.- Po tych mrożących grozę słowach czekałem na reakcję Fenrisa.
- Ow, stary zaszalałeś - szepnął lekko cicho Fenris -Zastraszenie jest bardzo dobre mam nadzieje ze się na tym znasz. Rób swoje, ewentualnie obniż cenę do 10 szt za płaszcz, żeby nie płakał.
Przeliczyłem ogólną cenę łuku. Raczej nie będzie mnie na niego stać. Postanowiłem wykorzystać całą swoją wiedzę o bawidamkach i flirciarzach by dopiąć swego. Niezbyt mi się to uśmiechało, nie lubiłem nie być sobą. Zawsze mógłbym odciągnąć uwagę blondyny od straganu by gwizdnąć łuk, ale to zachowam na plan awaryjny. Zdjąłem kaptur. Szybko schowałem mieszek do torby zapinając ja dokładnie i wiążąc supeł rybacki na wiązaniach. Uśmiechnąłem się szeroko błyskając olśniewająco białymi zębami. Sam się dziwiłem, że są nadal białe. Przecież nie za często miałem sposobność ich umycia, a i tak są bielsze od górskiego śniegu.
-Niesamowite! -wykrzyknąłem śmiejąc się w duchu z siebie. -Perfekcyjne! Mój mistrz będzie wielce zaszczycony mogąc zobaczyć tak cudną istotę o niebieskich oczach. Jak ci na imię piękności? Czy zdradzisz? Czy mam szansę poznać nazwę najpiękniejszego żywego dzieła na świecie?
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Reference URL's