Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
//Garet, dawno się z płonącą belą nie widziałeś? I dziwicie się, że on MG nie jest ;] Btw. plagiatowanie stylu Niziura z kilkoma małymi dodatkami dla niepoznaki - not fun, zarówno dla mnie jak i dla niego, także skończ ;p//
Garet Jax:
Było późne popołudnie, a przynajmniej tak ci się wydawało, o czym wiedziałeś już wcześniej, a przynajmniej miałeś nieodparte wrażenie, że ktoś już coś o porze dnia wspominał. Podobne uczucie deja vu poczułeś uświadamiając sobie, że pogoda jest słoneczna, na niebie nie ma żadnej chmurki.
//reszta sobie widzę radzi beze mnie, dogadajcie się z Vergilem (swoją drogą szkoda, że nikt z was się wrogiem dekanów nie okazał, no bo sprzedawać od razu swoją tożsamość? -.- liczyłem na jakieś zaskoczenie w późniejszej sesji i kombinowanie z ukrywaniem zdolności... Z drugiej strony przypominam, że Vergil może wam się teraz wydać zarówno dekanem jak i lotosem. Wybaczcie te długie didaskalia, ale jeszcze powiem, że jak ruszycie dalej to was przyspieszę o te 2 dni drogi. Żarcie dzieląc na 4 ;]//
Gdy panowie rozmawiali ja przystanąłem obok by wyciszyć umysł przez chwilę. Każdy lotos czasem musi trochę przebyć z naturą sam na sam jeżeli jest odpowiednio wychowany. Gdy już się nacieszyłem obecną chwilą usłyszałem, że istoty zaczęły się sobie przedstawiać. Gdy usłyszałem jak Garet wspomniał o gorsecie trochę się wzburzyłem lecz zaraz zrozumiałem, że chodzi tutaj zupełnie o przedstawienie mojej osoby. Gdy zobaczyłem, że z Vergilem jest lepiej podszedłem bliżej i zapytałem:
-Witaj. Zapewne koledzy powiedzieli Ci kim jestem. Mam do ciebie pytanie. Masz siły by z nami podróżować, czy zostajesz i mówimy sobie cześć? Bierz pod uwagę to, że każdy tutaj jest samodzielny więc nikt nikogo nie będzie tu niańczył. Choć mam nadzieje, że jak już do nas dołączysz to będziemy współpracować.- Po tej długiej wypowiedzi zrobiłem głębszy oddech i spojrzałem w stronę bagien.
Vergil wysłuchał wypowiedzi Gareta i późniejszej propozycji Ilsidy. - To fakt... Nie słyszałem nigdy twojego imienia. - Powiedział do wojownika ( Garet Jax ). Potem zwrócił się do Ilsidy. Myślał. - Wiesz co... Nie mam nic do roboty, jeśli o to ci chodzi... - Powiedział. - Jeśli będę z nimi podróżował może oczyszczę się z przestępstw... Nie... - Pomyślał. Nigdy mu nie wybaczą. Czas usunąć się w cień społeczeństwa. - Jeśli chcecie mogę wyruszyć z wami... - Powiedział w końcu z uśmiechem zawadiaki.
//chciałem tylko przeprowadzić eksperyment, tzn. zobaczyć czy się kapną ^^ \\
Potarłem brodę w zamyśleniu. Raczej się przyda... Tylko żarcia trza więcej. Westchnąłem ciężko. Nabrałem wody w bukłak, mówiąc:
-Jeśli wszystko ustalone, możemy ruszać. Chyba, że chcecie jeszcze posiedzieć i potracić czas, to ja sobie pójdę... Więc jak?
Lotos albo dekan. I to i to jest przydatne. Choć biorąc uwagę na profesję i budowę Vergila oraz na słabo rozwinięte umiejętności walki wręcz lotosów, stawiam na dekana. Choć może on stwarza tylko takie pozory... Potarłem pochwę MWM (Mojego Wiernego Miecza). Wszystko ostre, mogę iść...
-Musimy przenocowac blisko miasta ze względu na Finee. A tak po za tym witam w drużynie. Jesteś tym zwierzoludziem tak?
Ty i Ilsida jeśli macie jakieś umiejętności wykorzystajcie je do tropienia zwierzyny. Jeśli ktoś ma jakiś zbędny sprzęt chętnie poniosę, ale nie za dużo. Ok to mam parę pytań.
Usiadł i z lekka znudzeny przemówił.
-Czy ktoś ma jakiś talent kucharski? łowiecki?- zapytał.
-Strzelać umiem. I może... -tu przerwałem. Moje wyczyny gastronomiczne były zbyt niesamowite, by zwykli śmiertelnicy mogli je zobaczyć. Nawet gdyby, to i tak by nie zobaczyli, bom zwykł zjadać surowe rzeczy na wyprawie. Niestrawność nie powinna przeszkadzać w podróży, no chyba, że podczas walki sraczka człowieka złapie, to wtedy już nic się nie poradzi. Trzeba będzie zakupić nowe kalesony...
-...jeśli ktoś ma wytrzymały żołądek...i nie tylko, to może polegać na moich kucharskich zdolnościach. Mam łuk, ale nie zamierzam marnować strzał i cięciwy na polowanie. Mam nadzieję, że znajdzie się zielarz lub ktoś, kto w pewnym stopniu ma jego wiedzę...
Nigdy nie byłem za tym żeby zabijać zwierzynę choć wiedziałem co jem w karczmach lub choćby w czasie podróży, więc gdy padło pytanie o polowaniu powiedziałem:
-Jeżeli chcecie coś upolować mogę pomóc lecz sam zwierzyny nie zabiję. Ktoś z was posługuje się łukiem? Strzały można zawsze wyjąć a przynajmniej będziemy mieli więcej zapasów.- Możemy poczekać na Finee ale nie później niż do świtu bo na bagnach też trzeba dojść do jakiegoś miejsca gdzie można przenocować kolejną noc prawda?- Nigdy nie byłem na bagnach, więc nie wiedziałem gdzie są kryjówki lecz Mistrz powtarzał mi żeby pod żadnym pozorem nie spać na otwartym terenie w tamtych granicach.
- Ja łukiem posługiwać się nie umiem... - Powiedział. - Mam za to, jak powiedziałeś, zdolności "nadzwyczajne"... - Powiedział. - Je jednak, jeśli pozwolisz, zostawię dla siebie... - Powiedział z uśmiechem. - Zwierzolud ? - Spytał. - Jeśli chodzi ci o to, to wiedz, że nie jestem człowiekiem... - Powiedział. Ile pytań... A ileż odpowiedzi... Zapowiadało się na męczącą konwersację....
Wstał lekko zdenerwowany.
-Zdolności, nie zdolności żywności mamy dość dużo na podróż, ale z okresem powrotu do Midon czy innego miasta może być ciężko. Jak myślicie co zrobią bandyci z wyczerpana banda obdartusów?- złapał krotka przerwę na oddech i kontynuował.
-Uprzedzenie na bok, musimy uwierzyć w sile tej drużyny, a nie zrobimy tego jeśli będziemy wiedzieć o swoich kompanach tylko tyle jak się nazywają.
Ilsida dobry mag ognia, Garet szermierz i strzelec, ja marynarz, a także szermierz, ty mi wyglądasz tylko na wojownika, ale masz swoje zdolności. Co prawda masz swoje powody, żeby ich nie ujawnić. Dobrze. Jest jeszcze Finea to porządna babka zajmująca się nowymi technologiami jak słyszałem.
Sam Fenris nie wiedział do czego mogla się przydać jednak misja jaka jej powierzył nie pozwalała o niej zapomnieć.
-Garet, proponuje takie rozwiązanie, przenocujemy tu, rano pójdę pod bramę i ściągnę Finee. Potem rozdzielimy się na 2 grupy. Ty, Vergil i Ilsida pójdziecie przodem by zbierać jedzenie. Ja będę pilnował Finee w razie czego pozbieram tez parę jagód jeśli będę pewny czy są jadalne. Jesteście szybcy wiec szybko coś uzbieracie i wasze umiejętności o ile sie nie myle pomogą wam w tym, a także z powróceniem na nasza drogę. Przed wieczorem będziemy się spotykać na trakcie. W ostateczności będę gotował, widziałem jak to robił nasz kuk na statku. I tak powoli dojdziemy do bagien. Co o tym myślicie?
Czekał na zdanie reszty, myślał ze to w sumie dobry pomysł i jak jeszcze inni dołożą swoje to może będzie jeszcze lepiej.
//Tifts jeśli inni się zgodzą to przenieś nas w czasie wg planu//
-Dobra... Powracamy do starych nawyków... tylko sobie nie myślcie, że będę buszował pół dnia za jakimiś jagodami... Wolę raczej mięso... -tym stwierdzeniem dałem do zrozumienia, że się zgadzam. A jako, że mięso jest lepszym rozwiązaniem dla wojownika, to miałem ochotę chociaż zapolować. Obaczymy co powiedzą inni...
-Mamy iść przodem? Możemy tak zrobić, po drodze możemy oznaczać drzewa żebyś nie miał problemu z Fineą w którą stronę podążać.- Powiedziałem to po czym zacząłem się zastanawiać dlaczego Fenris nie został w mieście razem z nią jeżeli jutro chce do miasta wrócić. Widzę, że logiczne myślenie nie należy powierzać szermierzom. Uśmiechnąłem się sam do siebie po czym zacząłem rozglądać się za jakimś miejscem gdzie można się trochę ukryć w czasie nocy.
- Jeśli chodzi o polowanie na zwierza, bo jak widzę większość lubi mięso, powinniśmy wyruszyć natychmiast. Może być jednak problem, bo jak widzę nikt z nas nie ma łuku, a zabić powiedzmy że sarnę, trudno jest bezpośrednio. - Powiedział szybko. - Nie martwcie się o mnie więcej... - Powiedział nagle. - To omdlenie było spowodowane długotrwałą walką i ranami odniesio... - Skapnął się. Miał jeszcze przecież strzały w ciele. Zaczął patrzyć po ciele w poszukiwaniu "odłamków" strzał czy też innych ran. W czasie walki wszystko mogło się wydarzyć, a niektóre rany mogły pozostać niezauważone, lub zignorowane instynktownie. - A więc cel bagna ? - Spytał raczej dla pewności. - Przepraszam... Ale... Jaki jest cel ? - Spytał. - Miejsce to bagna... Ale co tam będziemy, za przeproszeniem, robić ? - Spytał. Zdecydował że z nimi pójdzie, lecz chciał wiedzieć czego będzie mógł się spodziewać, lub co będą musieli osiągnąć.
Ilsida:
Staliście na terenie równinnym, ciężko więc było tu o schronienie. O godzinę drogi od was jednak ujrzałeś kilka wielkich kamieni, wśród których co najwyżej dwie osoby mogłyby znaleźć schronienie.
Vergil:
W twoim ciele nie było strzał, opatrzyłeś rany w czasie drogi do Midon. Oprócz wielu nowych blizn i opatrunków, których robienia nawet nie pamiętałeś, nie zobaczyłeś nic niepokojącego.
-Różne rzeczy... -powiedziałem nieco obrażony. -...a najczęściej będziemy szykanować idiotów w drużynie. -Zrobiłem krzywą minę, kiedy Ilsida nie przyjął ode mnie płaszcza.
-Ja przecież wcale nie mam pięknej broni dystansowej, tylko wędkę na ramieniu... Co do polowania, to się zgadzam. Jednak nie będzie teraz, gdy takie zamieszanie zrobiliśmy, wracać do miasta. Proponuję zamaskowanie się swoją przemianą Ilsidy i wlecenie do miasta po Fineę. Ona nawet nie wiem, że już wyruszyliśmy... -zamyśliłem się na chwilkę.
-To nie takie proste. Na tą wyprawę ruszyliśmy częściowo z ciekawości, częściowo skuszeni złotem, a częściowo z przymusu. Dokładnie to poszukujemy obiektu na bagnach. Mam mapę pokazującą ten konkretny cel, więc to nie będzie trudne. Wydaje się, że to jakaś dziupla bandytów.
Obróciłem się gdy Garet nazwał kogoś idiotą. Gdy go zobaczyłem od razu wiedziałem, że chodzi o mnie, gdyż miałem odebrać od niego płaszcz lecz zacząłem się rozglądać. Nie lubię gdy ktoś mnie obraża, więc spojrzałem w oczy Gareta i zapytałem mrocznym tonem:
-Te słowa w moją stronę?- Podszedłem bardzo blisko kompana tak żeby widział moją złość, wziąłem płaszcz i dodałem -Nie denerwuj mnie bo możesz źle skończyć.- Ubrałem płaszcz i odszedłem kawałek.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10