Latus

Full Version: Brama Zachodnia
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Szybko i skuteczne jak powtarzał mój mistrz. Gdy miałem osobnika w górze nagle upuściłem go i tak dodałem trochę magii gdyż chciałem żeby chłopak poczuł upadek. Gdy to zrobiłem powiedziałem tak żeby cała trójka słyszała moje słowa:
-A teraz wyjmujecie wszystkie skradzione pieniądze jakie posiadacie i wyrzućcie je w moją stronę inaczej wszyscy zginiecie.- Po wypowiedzi za osobników chciałem wyczarować małą kulę ognia tak żeby się bali cofnąć za nim nie wykonają rozkazu. Oczywiście pamiętałem o zachowaniu ostrożności, więc cały czas miałem wystawioną rękę wprzód gdyby, któryś chciał dobiec do mnie, wtedy bym go odepchnął zaklęciem.
Prowodyr upadł boleśnie obijając sobie pośladki. Chłopcy byli zbyt wystraszeni by w ogóle zauważyć twoją kulę ognia, rzucili szybko w twoją stronę jakieś drobniaki i uciekli co sił w nogach. Znalazłeś w sumie 17 sztuk złota.

-8PW
Gdy chłopcy zaczęli zwiewać pojawił się na mojej twarzy mały uśmiech. Byłem zadowolony z tego że nadal bez problemów kontroluję swoje ruchy. Nie chciałbym nikomu tutaj zrobić większej krzywdy. Czas wracać. Pewnie za niedługo wyruszymy. Pozbierałem pieniądze i poszedłem w stronę karczmy nie zwracając większej uwagi na nikogo.
Nie zwracałeś na nikogo uwagi, toteż szydercze spojrzenia nie wiele cię obchodziły lub też nawet ich nie zauważałeś. Szybko dotarłeś do karczmy.

Dalej
W bramie pojawiła się ciemna postać, z błyskiem w oku dopadła do starego żołnierza.
-Dobry, gdzie tu można coś zjeść staruszku?
Ukazał się mu młodzieniec w ekstrawaganckim czerwonym wdzianku i szczerząc białe zęby dodał.
-Jestem potwornie głodny!
Odźwierny odparł wesoło:
- Nie takim jeszcze stary. - po czym objaśnił ci dokładnie jak dojść do najpopularniejszej w mieście karczmy "Pod Srebrnołuskim Wężem". Kiedy wpuścił cię do miasta, twym oczom ukazało się miasto podobne do tych, które kojarzyłeś ze swoich stron, jednak było w nim.... coś więcej. Wiele zdobień przywodziło na myśl drzewa i inne elementy natury, brakowało tu pewnego przepychu i wszechobecnego złocenia.
-Dziękuję staruszku! Lepiej będzie jeśli czym prędzej coś zjem. Do widzenia!
Uklonil sie odwrocil na piecie i w oku mgnienia, ruszył w strone karczmy.
Moze to miasto nie jest takie bogate jak sobie wyobrażałem, to jednak mam nadzieje nie zawieść się na jedzeniu pomyślał i dal susa w ciemne uliczki biegnąc prosto do karczmy.

//Nie przechodzimy między tematami sami ;] Dalej - w drodze wyjątku.//
Fenris

Niewolnik zaprowadził cię w uliczkę równoległą do głównej drogi miasta, gdzie swój warsztat miał kowal. Rosły mężczyzna przedstawił się jako Nori i po wymianie pozdrowień odesłał chłopaka, tymczasem zwracając się do ciebie:
- Co cię do mnie sprowadza, chłopcze?
Był wyższy od ciebie i to całkiem sporo, nie wspominając już o tym, że był ze dwa razy szerszy. Sprawiał jednak wrażenie ciepłego i miłego. Jego ciemnobrązowe włosy opadały mu na ramiona, wlepiał w ciebie swe bystre, zielone oczy.
Na szczęście kowal wyglądał na człowieka miłego. Fenris wyjął swój mieszek i miecz.
-Witam. Oto moja bron chciałbym ja naprawić na nadchodzącą wyprawę. Mam nadzieje ze 100 sztuk złota wystarczy- ostatnie zdanie wypowiedział z lekka nuta zakłopotania.
- Jasne, przekuję ci z niego świetną szablę za 80 sztuk złota. - odparł patrząc na broń okiem znawcy. - Tylko że zajmie mi to jeden dzień, więc jeżeli planowałeś gdzieś wyruszyć jeszcze dzisiaj będziesz musiał zmienić plany.
Wyjął 20 sztuk złota z mieszka i podał resztę kowalowi. Oddal tez miecz
- Trudno będę musiał wyruszyć jutro, proszę się, jednak pospieszyć bardzo mi na nim zależy- teraz będzie musiał wyjaśnić Garetowi parę spraw.
- Jeśli pan pozwoli wrócę jutro muszę komuś coś wyjaśnić.
- Naturalnie, jutro będzie w porządku, postaram się skończyć przed świtem. Myślę, że sam trafi pan z powrotem, ja tymczasem od razu zabieram się do roboty. - odparł kowal i wszedł do wnętrza swojego warsztatu.
Załatwiwszy swoje sprawy, Fenris powoli skierował się w stronę karczmy starając się iść tymi samymi uliczkami co wcześniej. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, chociaż nie był pewny dlaczego. Zaczął nawet cicho pogwizdywać
Swoim zachowaniem zwróciłeś na siebie uwagę kilku przechodniów, jednak nie było to nic niepokojącego. Po krótkiej chwili wracania własnym śladem, zostawionym w pamięci, znalazłeś się u drzwi karczmy.

Dalej

Ilsida, Garet, Fenris

Ilsida:

Idąc w kierunku bramy napotkałeś wiele osób, wciąż zwracałeś na siebie uwagę, tak jak wcześniej. Kiedy Garet zniknął ci z oczu, podeszło do ciebie trzech mężczyzn. Wyglądali na silnych. Jeden z nich zapytał:
- A to co? Lotoska panna? - odpowiedział mu rechot kolegów. Mężczyźni zagradzali ci drogę.


Garet:

Dobiegłeś do bramy, przy niej stał tylko odźwierny, w okolicy nie widziałeś straży. Kręciło się tu wiele osób, część wchodziła do miasta, część je opuszczała, w oddali przez otwartą bramę widać było zbliżającą się karawanę.

Fenris:

Kiedy w końcu dotarłeś na miejsce ujrzałeś kowala, który właśnie pracował nad twoją bronią. Nie usłyszał cię, zbyt był zajęty uderzaniem w nią młotem. Z każdym ciosem rozlegał się głośny, metaliczny brzęk, który wibrował przez twoje kości.
Eh kolejni idioci. Nic nie mówiąc zrobiłem tylko lekki ruch ręką w stronę nóg mężczyzn. Chciałem podpalić im nogi tak żeby przede mną zatańczyli. Trochę rozrywki przed odjazdem się przyda. Podczas tego również patrzyłem czy panowie mają przy sobie jakieś mieszki.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Reference URL's