Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
-Ciekawe, ciekawe... -potarłem w zamyśleniu podbródek. Wyciągnąłem z sakiewki 10sz mówiąc:
-Jako, że przydatne rzeczy tu prawicie wypłacę waszmości 10 sztuk złota by sobie waćpan mógł wydać to w swoim osądzie.
Skłoniwszy się wycofałem się na środek uliczki, po czym ruszyłem do karczmy.
Żebrak z wdzięcznością przyjął pieniądze i odszedł w stronę targowiska. Tymczasem ty bez przeszkód dotarłeś do karczmy.
Dalej
Ilsida
Kiedy przechadzałeś się dzielnicą mieszkalną słońce chyliło się ku zachodowi. Niewiele już istot tędy chodziło, większość czekając wieczora w ciepłych domach. Zrobiło ci się chłodno.
Nie jestem złodziejem ale muszę jakoś pieniądze dostać żeby zapłacić za nocleg i dokupić jedzenie... Rozglądając się za potencjalną ofiarą wyjąłem z pod szyi mój medalion przygotowując się do zahipnotyzowania.
Minął cię mężczyzna z dość sporym mieszkiem. Pieniądze wydawały charakterystyczny dźwięk uderzając o siebie przy każdym ruchu. Nie wydawał się specjalnie pilnować worka, jakby nie obawiał się o jego bezpieczeństwo.
Tak on jest doskonałym celem. Podszedłem do nieznajomego, któremu tak trzaskały się monety i spojrzałem mu prosto w oczy mówiąc:
-Spójrz w me oczy, zobaczysz tam głębie przyjemności. - Stopniowo obniżając głos podniosłem medalion na wysokość oczu tak żeby ofiara wpatrywała się w niego i dalej mówiłem - Patrz na ten medalion on wskaże ci drogę którą ja władam, a teraz zamknij oczy i gdy powiem otworzysz je i będziesz mi służył. - Po tych słowach ofiara powinna być już zahipnotyzowana i powinienem móc jej nakazywać.
Zaskoczony mężczyzna chciał uciekać uznawszy cię za opętanego, coś jednak kazało mu zostać na miejscu. Zaklęcie udało ci się, szybko jednak poczułeś się zmęczony i wiedziałeś, że długo go nie utrzymasz.
-30PW
Zacząłem się pocić, gdyż dawno tego nie robiłem i wprawa trochę odeszła od ideału aczkolwiek na szczęście udało się. Wiedząc że długo w tym stanie nie wytrzymam powiedziałem do nieznajomego tym samym tonem:
-A teraz otwórz oczy i podaj mi wszystkie pieniądze jakie przy sobie masz i następnie odwróć się i zrób pięć kroków, a jak usłyszysz klaśnięcie wrócisz do swojego dawnego życia. -
Mężczyzna wykonał wszystkie twoje polecenia. Sakiewka jednak wbrew twym oczekiwaniom nie była aż tak pełna - znajdowało się w niej 40 sztuk złota. Zmęczenie coraz bardziej dawało ci się we znaki.
-10PW
Widząc jak ofiara oddala się o pięć kroków ode mnie zacząłem iść w stronę pierwszego zakrętu, a gdy byłem przy nim głośno klasnąłem i chowając pieniądze zacząłem iść w stronę targowiska. Trochę wprawy i zacznie mi się to podobać.
Nie widziałeś już co stało się z ofiarą, ale poczułeś zdecydowaną ulgę tuż po klaśnięciu. Dotarłeś do bazaru.
Dalej
Marvil
- Co prawda był to raczej mały smoczek ale to i tak duże osiągnięcie. Skoro już pytasz - zanim zająłem się ubijaniem czego popadnie za byle jakie pieniądze należałem do grupy łowców smoków... - dokończył swoją poprzednią wypowiedź Laruis. Zauważyłeś, że nie kieruje się w stronę karczmy.
- Nie myślałeś o tym ponownie zacząć polować na smoki? - odparłem. - A tak właściwie to dokąd zmierzamy? - zapytałem zaskoczony faktem, że zmierzamy w innym kierunku niż myślałem.
-Cóż za narwany lotos, ja słyszałem, że wy cierpliwi jesteście. Dojdziemy to zobaczysz. A polowanie na smoki... - zasępił się dziwnie. - Sam? Nie...
- Ja narwany? Tylko grzecznie zapytałem - uśmiechnąłem się szyderczo. - A jeśli byś znalazł kompanów do polowania? Słyszałem o dwóch lotosach, którzy planują wyprawę na smoka i potrzebują jakiegoś silnego bohatera, pewnie byś się nadał.
Dalej szedłem ostrożnie za Laruisem.
-Aby znowu wszyscy zostali wybici w pień? Tak jak ostatnio? - mówił bardziej do siebie samego. Doszliście do domu Rady Midon.
Dalej
Marvil
Laruis szedł jeszcze kawałek skręcając w różne uliczki. W końcu zatrzymał się przed jednym z domów i zapukał do jego drzwi. Otworzył wam niezwykle wysoki mężczyzna, o twarzy pooranej doświadczeniem.
-Mały John... - rzekł Laruis bez entuzjazmu,
-A niech mnie, Wykałaczka! Czego u mnie szukasz tak wcześnie? I kim jest twój towarzysz? - odparł tamten.
-Łucznik, potrzeba nam drugiego, wiesz po co.
John zlustrował cię od stóp do głów.
-Pokaż mi co potrafisz. - powiedział. - Zestrzel to. - wskazał małego ptaka siedzącego na dachu budynku oddalonego od was o jakieś 50 metrów. Wiał silny wiatr.
Odwróciłem się od mężczyzn i naciągnąłem strzałę. Obudziłem drzemiącego orła we mnie i starałem się wycelować jak najlepiej. Wypuściłem strzałę.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10