Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Zasapany zbliżył, się powoli do kowala i ciepłym głosem rzekł.
-Hej, kowalu chciałem zakomunikować ze jutro nie zjawie się po bron, zrobi to moja towarzyszka. Lubi eksperymentować z nowymi technologiami jak słyszałem. Jeśli powie ze przysyła ja Fenris to proszę jej przekazać ma szable.
Stanąłem spokojnie przy bramie. Czekałem na resztę. Miałem ukrytą nadzieję, że będzie tu Finea, ale... Złożyłem ręce na piersiach oczekując towarzyszy.
Ilsida:
Kiedy wyciągnąłeś rękę, cofnęli się odruchowo. Kiedy ich spodnie zaczęły płonąć, rzucili się do ucieczki. Chcieli wybiec za bramę, a wraz z nimi ich mieszki. To zdarzenie nie mogło nie przyciągnąć uwagi - każdy, kto widział zajście patrzył teraz na ciebie z przerażeniem, po chwili jeden z mężczyzn pobiegł wgłąb miasta.
-12PW
Fenris:
Zaskoczony mężczyzna o mały włos nie zmiażdżył ci czaszki. Zobaczywszy, że to jego klient, a nie jakiś bandyta przepraszał cię stokrotnie. Kowala zdziwiła nieco twoja prośba, jednak zapewnił, że odda broń pierwszej kobiecie, która powie, iż przysyła ją Fenris, skoro tego właśnie sobie życzysz..
Garet:
Nagle przechadzające się główną aleją miasta istoty rozstąpiły się, a środkiem biegło trzech mężczyzn. Ich spodnie płonęły. Nieco dalej ujrzałeś też Ilsidę.
Choć byłem nieco zdziwiony tym wydarzeniem, to powinienem się spodziewać tego. Każdemu zaczynał dokuczać brak naprawdę porządnej rozróby. Stałem dalej przy bramie obserwując rozwój wypadków.
Gdy zobaczyłem jak agresorzy uciekają miałem chęć jeszcze ich bardziej dobić lecz jednak ludzie patrzący na mnie zdecydowanie mnie zastopowali. Nie byłem tym kto lubił pokazać jaki to on nie jest. Już czas opuścić to miasto bo jeszcze trochę i je zjaram. Uśmiechnąłem się i szedłem dalej w zaplanowanym wcześniej kierunku.
-Nazywa się Finea- dodał szybko i załatwiwszy to co miał załatwić wyruszył w stronę bramy.
Cała wasza trójka spotkała się przy bramie, ludzie, zaniepokojeni wcześniej zachowaniem Ilsidy odeszli w znanym tylko im kierunku, uspokoiwszy się nieco, kiedy trójka mężczyzn o płonących spodniach zniknęła za bramą. W oddali ujrzeliście biegnący w waszą stronę oddział straży.
Uśmiechnąłem się. Ucieczka. Nie było może to moje wymarzone zajęcie, ale często mi przyszło się nim parać. Dla mojego biegania to było jednak zbawienne. Trudno było innym ludziom, nawet tym specjalnie trenowanym mnie dogonić, a co dopiero straży obładowanej po uszy złomem machanym (tzn. mieczami, pałkami, drzewcowymi broniami, itd.) i innym żelastwem. Taki to przebiegnie przez karczmę i już jest zmachany. No, ale nie lekceważąc żołnierzy stwierdziłem:
-No to zobaczymy kto dobrze biega.
Po czym rzuciłem się za bramę bardzo szybko, jednak tak, by się nie zmęczyć. Miałem nadzieję, że kompania mnie prędko dogoni. Biegłem, mając w pamięci mapę, jednak będąc czujnym podczas stawiania kolejnych szybkich kroków. Kierowałem się w stronę bagien. Gdybym natknął się po drodze na jakąś rzekę/strumień/jezioro przystanę by napełnić bukłak. W bezpiecznej odległości od miasta poczekałem na towarzyszy, by w gromadzie ruszyć na te mokradła.
Szlak, to w tym mieście jednak jest czynna straż. Może w bieganiu nie jestem za dobry ale umiem przeciwnika spowolnić. Gdy zobaczyłem jak Garet wypruł, nic innego mi nie pozostawiło jak biec za nim patrząc pod nogi oraz na obiekty, które można zrzucić by utrudnić oddziałowi dogonić mnie i towarzyszy. Miałem nadzieje, że kompani pomimo tego że zapewne lepiej biegają nie zostawią mnie. Jak tylko dobiegniemy do lasu będzie dużo prościej się ukryć.
Ehh znów jestem kryminalista, cóż maja przewagę, wiec... Chodu! jak zwykle bystrość Fenrisa dotrzymywała jego sprawności fizycznej, i tym razem musiał uciekać. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Nie chodziło o jakże ważną przyjemność z biegania, lecz o początek nowej przygody. Dogoni Gareta i opowie mu w jakim położeniu jest teraz Finea.
Vergil
Chciało ci się pić, jeszcze bardziej jeść. Już ledwo widziałeś na oczy, jednak ożywiłeś się nieco na widok bramy. Wcześniej na drodze nie spotkałeś ludzi, nie miałeś więc kogo poprosić o jedzenie. Teraz jednak zobaczyłeś trzech mężczyzn wybiegających z miasta. Po chwili miałeś wrażenie, że przyglądasz się jednemu z nich z bardzo bliska, a chwilę potem ktoś uderzył cię w głowę.
Trójca:
Garet, który biegł pierwszy wpadł przypadkiem na mężczyznę, który próbował dostać się do miasta. Tamten przewrócił się na ziemię, wyglądał, jakby nie za bardzo wiedział co się z nim dzieje. Jego wyschnięte usta świadczyły o trudach, jakie napotkał w podróży, a brak siły kontrastujący z umięśnieniem odsłaniał fakt niedożywienia.
Vergilowi dokuczały głód oraz pragnienie. Ledwo co widział na oczy lecz jego wzrok rozjaśnił się nieco na widok murów Midon. Zobaczył trzech mężczyzn wybiegających z miasta. Po chwili miał dziwną pewność że ktoś się do niego zbliża. Nagle poczuł ból w głowie, przez brak żywności przez trzy dni wyczerpał go doszczętnie. Leżał na ziemi a wokół niego podniosły się tumany kurzu, spowodowane nagłym upadkiem Dekana na ziemię.
Nie wiem jakie warunki bym musiał spełnić bym nie poczuł kogoś, po kim właśnie deptałem. A jako, że tych warunków nie spełniałem i byłem w miarę miłosierny dla ludzi stratowanych przeze mnie przypadkiem zatrzymałem się podnosząc gościa na równe nogi. Przez chwilę się zawahałem. Z bliska zauważyłem krew na ubraniu tamtego, co świadczyło, że kogoś musiał zabić. Chwyciłem go za ramię i pociągnąłem za sobą. Miałem jeszcze nadzieję, że straż zrezygnowała z pościgu, ale nadal było to zagrożenie. Szybkim marszem leciałem przed siebie w stronę jakieś zasłony terenowej.
-Pospiesz się Ilsida- krzyknął w stronę lotosa i dalej kontynuując biegł ku Garetowi
Fenris szybko dobiegł do Gareta, chwycił mężczyznę pod drugie ramie, wspomagając go.
Widział ze mężczyzna jest wygłodzony i spragniony.
-Nie wiem czy to dobry pomysł, jeśli byśmy go zostawili nie miałby problemów z prawem. Teraz może być uważany za naszego towarzysza. Finea dołączy do nas jutro!
To mówiąc odwrócił głowę sprawdzając, czy Ilsida jest za nimi, raczej nie spodziewał się po takiej odleglosci zobaczyć ciężko uzbrojonego korpusu straży.
Chętnie przyjmując pomoc towarzysza odparłem zgryźliwie:
-Jakbyś nie zauważył jest cały poplamiony krwią. Co byś zrobił jak byś był strażnikiem miejskim i zobaczył zapaskudzonego gościa czyjąś krwią? Wtrąciliby go do ciemnicy na jakiś czas, gdzie pewni żartobliwi więźniowie powoli by go zabijali. Więc lepiej dla niego jeśli na razie pójdzie z nami.
Po tym wywodzie dalej prąc do przodu spróbowałem ocucić zemdlałego wojownika.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10