Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
-Rzeczywiście nie zauważyłem- przyjrzał się dokładniej, miał krew na ubraniu, zapewne nie tylko swoja. Pewnie stoczył jakaś walkę.
-Nie znam się na tych waszych straznikach. Na morzu wszyscy jesteśmy tacy sami nieważne ile mamy krwi na rekach ważne ile zrobiliśmy dla towarzyszy, dla statku- pomyślał o dawnych czasach kiedy to morska bryza uderzała w jego twarz a on ze swoja szabla dumnie wydawał rozkazy. Piraci przyjmowali każdego silnego marynarza nie zważając na jego przeszłość. Liczyła się wtedy teraźniejszość, za którą często wymierzano kary.
Podrapał się po głowie, próbując sobie coś przypomnieć- Wydaje mi się ze w okolicy był strumyk. To chyba będzie naprzeciw nas.
Myślał o mężczyźnie jeśli szybko czegoś nie wypije może być z nim źle.
Gdy dobiegłem do towarzyszy zobaczyłem jak jakiś człowiek leży. Wyglądał jakby od śmierci dzieliła go kilka minut, może godzin. Widząc jak kompani go biorą ze sobą obejrzałem się za siebie czy dalej zagrożenie jest widoczne. Przy okazji powiedziałem do Gareta i Fenrisa:
-Mam nadzieje, że zdajecie sobie sprawę z tego, że trzeba będzie go wykarmić, a ja otwarcie mówię że mam tylko dla siebie. A tak przy okazji panowie... Wy wtedy przy stoisku z płaszczami naprawdę coś zabraliście?- To pytanie powiedziałem nieco ciszej.
-Poczekaj chwilkę -stwierdziłem, zostawiając zemdlałego faceta na łaskę siły Fenrisa. Rozpiąłem torbę i wyjąłem skradziony kawałek tkaniny. Podałem Ilsidzie płaszcz, mając w głębi ducha nadzieję, że go za bardzo nie pobrudzi. Wpadła mi do głowy głupia myśl, że w zamieszaniu mogłem komuś w karczmie zabrać piwo. Dobre, złote i pieniste piwo... W Midon było robione przez Lamberta doskonałe piwo. Jednak po głębszym zastanowieniu stwierdziłem, że to z kradzieżą komuś piwa, to nie byłby zły pomysł. Miałbym czym się pokrzepić w trakcie wyprawy. Zostawiając wspomnienie i smak piwa za sobą, znowu chwyciłem nieprzytomnego towarzysza podróży pod ramię. Cudem by było, gdybyśmy znaleźli powóz handlarza piwem.
"Smutek wkradał się powoly w moye serce.
Y opuścić musiałem swoyą myłość.
Bo tak trzeba było zrobyć.
Ynaczey być nie mogło..."
Zanuciłem sobie pod nosem, podejmując znów ten sam szlak.
Kilkakrotnie oglądaliście się za siebie, jednak przez bramę miasta o dziwo nie wyszedł nawet jeden strażnik. Szliście brzegiem jeziora, choć nie była to czyta woda, to jednak lepsze to niż nic. Vergil budził się już po nagłym zderzeniu z ziemią. Wilgotne powietrze orzeźwiło go nieco, wciąż jednak pilnie potrzebował jedzenia i wody. Przed wami, mniej więcej o dwa dni drogi od was ujrzeliście wasz cel - bagna. Słońce było jeszcze wysoko na nieboskłonie, jednak gorąco nie było dokuczliwe.
Rozradowałem się, ponieważ znów Fenris będzie sobie musiał przez chwilę dać radę z mężczyzną. Zostawiłem jednego podpierającego drugiego i podszedłem do jeziora. Wyciągnąłem bukłak, po czym nabrałem do niego wody. Wypiłem trochę wody z tego zbiornika wodnego. Powiedziałem Fenrisowi by umieścił faceta w pozycji leżącej nieopodal jeziora. Gdy już to uczyni, wyleję część wody na twarz nieznajomego.
Korzystając z sytuacji przysiadłem przy wodzie i nabrałem ją na dłonie by się jej napić. Często pijałem z tego typu jezior więc nie bałem się i tej wody spróbować. Gdy się napoiłem zapytałem Gareta jak dużo czasu przewiduje tu być.
Fenris sam wiedział co robić. Zaczął to robić zanim Garet mu rozkazał, po czym rozluźniony przysiadł obok. Nie był specjalnie spragniony mimo biegu, wiec postanowił wypić później.
-Musimy gdzieś tu przenocować Garet ewentualnie gdzieś w pobliżu, do tego trzeba znaleźć żarcie. Zbiorę trochę chrustu i... - Ilsida może wyczarować ogień, wiec krzemienie nie będą potrzebne, jednak miastowi mogą zauważyć dym pomyślał.
-Ehh- westchnął i rozłożył się na płaszczu położonym na ziemi.
Potarłem się po karku, rozmyślając.
-Ja mam drewno na ognisko i krzemienie. A zwierzyny raczej na równinach nie będzie. Na razie jedzenia nam starczy, jutro się o więcej pomartwimy.
Siadłem obok Fenrisa i spojrzałem w niebo by wywnioskować porę dnia, pogodę, horoskop, takie tam pierdoły.
Ziewnął przeciągle, wyprostował ręce i strzelił palcami i zwrócił się do reszty:
-Powinniśmy zrobić zapasy, na bagnie raczej nic nie znajdziemy, oprócz grzybów. Ma ktoś może sznurek, mógłbym zrobić wędkę- odparł leniwie, głaskając kapelusz.
-I powinniśmy dać coś temu...- mówiąc wskazał Vergila.
Vergil powoli zaczął dochodzić do siebie. Otworzył lekko oczy. Zauważył zarysy jakichś postaci. Uchylił oczy szerzej. Zobaczył trzech mężczyzn stojących obok niego. Próbował wstać. - Kim jesteście ? - Spytał. Jego wzrok był podejrzliwy. Ostatnie przygody nauczyły go ostrożności. - I... Co się tu dzieje ? - Spytał. Pamiętał że padł na ziemię, a potem tylko ciemność. Co się stało ? To pytanie dręczyło młodego, no może nie aż tak młodego, Dekana. Dopiero teraz poczuł. Miał całą mokrą twarz. Jakby ktoś go ochlapał. - Co jest ? - Spytał ponownie nieco zdziwiony.
-Jestem Garet Jax. Jeśli trochę już chodzisz po tym nielogicznym świecie powinieneś mnie znać. Ten w gorsecie to Ilsida, a młody zwie się Fenris. Powiedział bym o tym więcej, ale niezbyt mi się chce. A jak brzmi twoje imię i jakiej jesteś rasy? Nie jestem rasistą, ale wolę wiedzieć takie rzeczy, by później nie wyjść na idiotę. -stwierdziłem. Mimo, że nie zamierzałem za dużo mówić i tak talent do rozwijania wypowiedzi z dzieciństwa wygrał. Przestało mnie bawić rzucanie krótkimi zwrotami w stylu "no", "jasne" czy "dobra". Narastała przyjemność płynąca z modelowania i skakania słowem mówionym. Jeszcze trochę i bardem zostanę... A w sumię chciałbym nauczyć się grać na lutni. Mała rzecz, a cieszy...
- Powiedziałbym że mi miło ale w tej pozycji jakoś mi to nie wychodzi. - Powiedział nadal jeszcze leżąc. Wstał i popatrzył na wszystkich. Było ich troje. - Teraz mi miło... - Powiedział. - Ja jestem... - Ciągnął. - Nikim ważnym ściśle rzecz biorąc... - Powiedział po chwili ciszy. - Uśmiechnął się na wzmiankę o rasie. - Powiem tyle... Zwykli ludzie z nieznanych, no może i znanych, mi powodów nienawidzą mnie, próbują zabić i wypatroszyć jak zwierzę. - Powiedział z nieskrywaną obojętnością. - Jeśli chodzi ci o moje imię.... - Postanowił. To zbiorowisko trzech istot wyglądało nadzwyczaj dziwnie. Koleś z mieczem, człowiek w gorsecie i koleszka z... No właśnie. Jego nie dało się bliżej określić. Raczej nie jego, tylko tego kim jest. Niezła kompania. - Vergil... - Przedstawił się z uśmiechem. Nie zamierzał przecież ujawniać wszystkiego. Tak głupi nie był. A poza tym, każdy ma swe mroczne strony. Jego tylko, powiedzmy tak... Wyszły na zewnątrz na jeden z dłuższych okresów jego życia.
-No to wygląda na to, że jednak mnie nie znasz. I dobrze! Choć... Gdyby mnie pamiętał ze swego dzieciństwa, to by poszedł za mną wszędzie. Mógłby nawet całkiem pojętnym uczniem być... Znowu spojrzałem w niebo. Albo otępiałem coś trochę albo narrator boi się spalić kilku kalorii na uświadomienie mi co widzę... Hmmm... głupi jestem... Jako, że nie wierzę w żadnego bożka, to śmiało mogę uznać, że tak naprawdę jestem wymyśloną postacią jakiegoś gnoja z ego większym od jego interesu w nanometrach, a cały mój świat istnieje w jakiś niepojęty sposób w kawałku metalu i jest prowadzony przez kolejnego frajera... hmmm... może lepiej tak nie myśleć...
-Wpuszczenie cie do miasta, raczej nie będzie dobrym pomysłem. Dobrze walczysz Vergil?- wypowiedział głosem dość cichym jakby nie zależało mu na tym czy rozmówca słyszy.
-Cos nie tak, Garet?- spojrzał na lekko zaniepokojony na towarzysza. Doszedł do wniosku ze może jest zmęczony.
W leżącej pozycji wpatrywał się w chmury.
-Naszła mnie tylko wyjątkowa chęć zostania artystą ze spalonego teatru, ale to zostawię sobie na później i inna głupia myśl, której wolę nie przytaczać. Żeby się "prowadzący" nie wkurzył... -pomyślałem w oczekiwaniu na odpowiedź Vergila i tą durną informację o stanie pogodowym i o porze dnia. I ja mam być byłym herosem?! Powiedziałbym "LOL" gdybym wiedział co to znaczy... Hej! Skąd właściwie to znalazło się u mnie w czerepie? Narodziła się we mnie nadzieja, żebym od tego myślenia nie trafił do jakiegoś psychiatryka. W Hausken jest jeden. A może był...
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10