Latus

Full Version: Brama Zachodnia
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
-Jeśli go tylko spłoszysz, zestrzel go w locie. - dodał szybko John, powiedział to jednak w tak idealnym momencie, że tylko przez rozkojarzenie spowodowane jego słowami spudłowałeś, a ptak wzbił się do lotu. Miałeś wrażenie, że zrobił to specjalnie. Wciąż widzisz ptaka.
Wyciągnąłem błyskawicznie kolejną strzałę i ponownie wymierzyłem. Starałem się skupić jedynie na ptaku i strzale, nie zwracając uwagi na Johna. Wystrzeliłem ponownie.
John ponownie próbował cię rozproszyć czym potwierdził, że robi to z premedytacją. Dzięki temu, iż byłeś na to gotów ptak padł przebity przez twoją strzałę.
-Jest lepiej niż myślałem, poradzisz sobie z zadaniem, które pan Wykałaczka ci wyznaczył! - zawołał John. A niech mnie, jeżeli naprawdę zamierzacie zapolować na smoka, a reszta kompanii jest tak sprawna jak ten gość to idę z wami! Bo chyba... macie już magów? - Laruis niechętnie wyjaśnił wszystko Johnowi i ruszyliście z powrotem.
-Gdybyś się zastanawiał, Mały to człowiek. - rzekł Laruis. Wyższy mężczyzna podał ci swą dłoń.
-John Dardel, kiedyś łowca smoków, jednak nie w tej samej grupie co Wykałaczka. - przedstawił się.
Po wystrzale od razu sprawiłem by moje orle oczy znikły.
- Jestem Marvil - odpowiedziałem Johnowi. Gdybyś był w tej samej grupie to już zapewne gryzłbyś ziemię. - pomyślałem - Kolejny zbyt pewny siebie człowiek w kompani, wcale mi się to nie podoba.
- A zatem czyżbyśmy mieli już pełną drużynę? To wracajmy do karczmy by przedyskutować wszystko dokładnie. Chętnie się dowiem jakie to zadanie każdy z nas będzie musiał wykonać.
-Zadanie jest banalnie proste. Nikt jednak nie mówi, że łatwe. - powiedział Laruis, nic więcej jednak nie chciał dodać. Doszliście więc w milczeniu do karczmy.

Dalej

Marvil

W drodze do miasta zużyłeś cały pozostawiony prowiant i opróżniłeś bukłak. Minęły dwa dni zanim znów stanąłeś u bram miasta. Po krótkim spacerze nagle podbiegła do ciebie kobieta.
-Wyruszałeś z Johnem, prawda? Gdzie on jest? - zapytała zaniepokojona.
- Przykro mi panienko, ale John poległ w walce ze smokiem. - odpowiedziałem i przyjrzałem się dokładnie kobiecie. - Naprawdę mi przykro, czy mogę ci jakoś pomóc?
Była to kobieta niemłoda, choć do starości wciąż jej brakowało. Ubrana była w przybrudzoną szarawą suknię, urody była przeciętnej. Kobieta wyglądała na zdruzgotaną. Gdy minął pierwszy szok, pierwsze łzy pociekły po jej policzkach. Po chwili wybuchła płaczem.
Byłem zmieszany nie wiedząc jak pomóc kobiecie ani jak ją pocieszyć. Starałem się mówić kojące słowa ale wiedziałem że to nic nie da. Czekałem aż kobieta się uspokoi a później zapytałem ją czy mogę jej jakoś pomóc.
- Kim był dla Ciebie John?
Kobieta odpowiedziała ci co chwilę przerywając:
-John był... był moim mężem... I jedynym źródłem pieniędzy dla naszych dzieci... Ja mogę iść na ulicę, ale czemu także one? Grut zawsze chciał być myśliwym, jak ojciec. Ten uczył go strzelać z łuku i... - kobieta straciła głos wpadając ponownie w szloch.
Żal mi się tej kobiety zrobiło, choć wcale za Johnem nie przepadałem. Stwierdziłem że tylko jedno mogę zrobić. Przeszukałem swoje rzeczy i wyjąłem jedną szmaragdową łuskę.
- Powinniście za to przeżyć jakiś czas, może najlepiej zrobisz jak wyślesz młodego Gruta na termin do kogoś co by mógł później zarabiać sam pieniądze. Żegnaj. - powiedziałem i zacząłem się kierować w stronę karczmy.
Kiedy minąłeś kobietę ta zauważyła łuk.
-Przepraszam! - zawołała za tobą. - Dziękuję dobra istoto, ale... czy przypadkiem ty nie jesteś łucznikiem? Czy nie mógłbyś... On jest bardzo pojętnym uczniem, nawet nie musiałbyś specjalnie go szkolić, wystarczy, że pozwoliłbyś mu iść ze sobą... Błagam... - w oczach kobiety pojawiły się błagalne łzy.
- Iść ze mną? Ścieżki, które obieram raczej nie należą do bezpiecznych. A tym bardziej nie dla dziecka, ile on ma właściwie lat? I niby czego miałbym go nauczyć? Strzelania z łuku? Nie lepiej przydzielić go do kogoś z tych stron? Byś mogła nad nim czuwać a później by zaopiekował się tobą i rodzeństwem. Najlepiej zrobisz jak mnie posłuchasz kobieto. - byłem już trochę poirytowany tą sytuacją. Odwróciłem się od niej i ruszyłem znów do karczmy, modląc się w duchu by ta kobieta dała sobie spokój.
-Ale.. - kobieta znów cię zatrzymała. - Byłeś przyjacielem Johna... Jeżeli mój mąż gdzieś się z tobą wybrał, musisz być naprawdę dobry. Nikt inny nie będzie lepszym nauczycielem! Chłopak jest od niedawna dorosły, ciągle mi powtarza, że żeby wyrosnąć na mężczyznę, jak ojciec, musi stawić czoła niebezpieczeństwom. Ja i jego rodzeństwo przeżyjemy, dzięki łusce, którą nam ofiarowałeś. A przecież kiedyś, Grut do nas wróci. Spełnij tą ostatnią przysługę dla Johna, w imię przyjaźni. I dla mnie. Proszę. - powiedziała kończąc słabym głosem.
Przyjaźń? Coś mnie ominęło? Przecież ja go nie znosiłem! - pomyślałem tylko. Ale litując się trochę nad tą biedną kobietą i chcąc się jej wreszcie pozbyć powiedziałem:
- Przyślij tego chłopaka do mnie, chciałbym mu się przyjrzeć i dopiero wtedy zdecyduję. - zaakcentowałem mocniej ostatnią część zdania. - Ale jeśli chłopak będzie leniwy to od razu go odeśle. Tak samo jeśli nie będzie się mógł sam utrzymać, mogę z nim podróżować, ale nie będę go karmił. A teraz wybacz, pani, jestem bardzo strudzony po podróży i chciałbym wreszcie odpocząć. Jeśli nadal obstajesz przy tym by Grut wędrował ze mną przyślij go do karczmy "Pod Srebrnołuskim Wężem", zatrzymam się tam przez jakiś czas. Ale nic nie obiecuję. Żegnaj.
Po raz kolejny spróbowałem odejść błagając bogów by wreszcie się nade mną zlitowali.
Kobieta wychwalając twą dobroć pod niebiosa i płacząc ze szczęścia odeszła do domu Johna, w którym kiedyś byłeś. Bez kolejnych przygód dotarłeś do karczmy.

Dalej

Marvil

Przyszliście do dzielnicy mieszkalnej, klucząc trochę znaleźliście kowala. Wydawało ci się, że alejka, którą szliście biegła równolegle do głównej drogi miasta łączącej obie bramy. Grut przedstawił cię potężnemu mężczyźnie.
-Witam, ja jestem Nori, lepszego kowala w tym mieście nie znajdziesz! - zaśmiał się swym niskim głosem. - W czym mogę pomóc?
Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Reference URL's