Latus

Full Version: Droga przez równiny
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4 5 6
Mężczyzna tylko zacharczał coś niezrozumiale i wypluł kolejną porcję krwi. Z trudem łapał oddech, nie mógł mówić.
-Dobra, pójdziesz gdzie chcesz... Masz wybór: albo pokiwasz głową i ciebie dobiję albo będziesz jeszcze chwilę konać, bo sądzę, że magia wiele tu nie zdziała.
Ostatkiem sił mężczyzna kiwnął głową. Zanim jednak zdążyłeś się ruszyć zachłysnął się krwią i wyzionął ducha.
Widząc to całe zdarzenie wolałem jednak nie przyglądać się co się dzieje z tym człowiekiem i podszedłem do koni, które widziałem nieopodal. Chciałem zobaczyć czy wszystkie są w stanie jeździć i czy nie mają jakichś ran.
-Ja to mam parszywe szczęście: przynajmniej mój miecz nie zasmakuje niesłusznie odbieranej krwi. -
Przeszukałem zwłoki martwego szukając jakiegoś miecza i sztyletu. To samo zrobiłem z innymi trupami.
Gdy Garet przeszukiwał zwłoki ja podszedłem do koni starając się jednego dosiąść, szepcąc mu życzliwie do ucha - Proszę, pozwól mi podróżować na swym grzbiecie.
konie okazały się być w doskonałym stanie, Morled z łatwością dosiadł jednego z nich. Garet tak jak wcześniej znalazł wiele różnych mieczy i sztyletów, jednak ich jakość pozostawiała wiele do życzenia. Niektóre wręcz wyglądały, jakby miały się za moment złamać.
Wybrałem najmocniejszy miecz, po czym zdjąłem jednemu z bandytów pochwę, do której wsunąłem miecz. Przypiąwszy go sobie z prawej strony wziąłem kilka sztyletów, z sześć. Jeden wsunąłem do cholewy buta, drugiemu spróbowałem znaleźć małą pochwę i przypiąć go do uda. Resztę wsunąłem za pas. Zacząłem znosić zwłoki z drogi na bok. W końcu wyciągnąłem pióro, atrament oraz wyrwałem kartkę z kajetu, na której napisałem kształtnym pismem:
Tu leży grupa bandytów.
Jako, że też byli ludźmi i to nie okrutnymi
warto wspomnieć ich dusze...
Garet Jax, Mistrz Broni
Kartkę przybiłem sztyletem zza pasu do drzewka będącego najbliżej trupów. Spojrzawszy na swe dzieło odwróciłem się do pozostałych.
-Trzeba będzie wypuścić przed ruinami konie by nie szły na pewną śmierć... -powiedziałem.
Mimo dużej ilości broni pochwa była tylko jedna, odpowiedniej na sztylet nie znalazłeś w ogóle.

Morled + 10 do statystyk //rozpisz w następnym poście jak je dodać ;]//
Ale czy to na pewno dobry pomysł? Gdy widziałem, że konie nie mają żadnych ran przyszło mi na myśl czy koń by mnie zrozumiał więc podszedłem przed konia i zapytałem bardzo wyraźnie mówiąc. :
-Witaj, mam pytanie do Ciebie mój przyjacielu. Kierujemy się w stronę ruin dowieziecie nas tam? - Patrząc prosto w oczy zwierzęcia czekałem na jego reakcje.
Koń parsknął i zarzucił łbem. Po chwili usłyszałeś jego głos, który zrozumiał także Morled.
-Wyglądacie mi na istoty o większej inteligencji niż ludzie, którzy wcześniej nas dosiadali. Jeżeli obejdziecie się z nami delikatnie poniesiemy was pod obrzeża ruin, nie dalej.
Spojrzałem na Khaza i powiedziałem -Obiecuje, że postaramy się was traktować jak należy. Jeżeli jednak coś by było nie po waszej myśli po prostu powiedzcie. Jak się zwiecie? - Chciałem nawiązać dobre stosunki ze zwierzętami, gdyż gdyby coś się stało może będą bardziej skłonne do pomocy.
Podszedłem do towarzyszy patrząc na konie. Podszedłem do jednego mówiąc:
-Nie wiem czy mnie rozumiesz ani czy tamci ciebie dobrze traktowali, ale ja spróbuję łagodnie ciebie dosiadać... To co jedziem? -zwróciłem się do typków, z którymi podróżowałem.
-A, bym zapomniał. -podszedłem do nich każdemu dając po 11 złotych monet.
-Łupy wojenne...
- Dzięki Garet - po tych słowach wyjechałem trochę przed towarzyszy i odwróciłem do nich głowę mówiąc - Szkoda dnia, ruszajmy. - następnie rzekłem życzliwie do konia - Dziękujemy że nam pomagacie.
Rumak odpowiedział Ilsidzie:
-W przeciwieństwie do budujących miasta, my nie nadajemy sobie imion.
Pages: 1 2 3 4 5 6
Reference URL's