- Dokąd to prowadzi ? - Spytał ponownie idąc za skrawkami materiału. Zaraz po odpowiedzi dziewczyny włączy nos aby móc wyczuć zbliżających się ludzi, jeśli to pułapka.
- Z powrotem, a gdzie by miało prowadzić? - zapytała nieco poirytowana. Zaraz jednak chyba przypomniała sobie z kim rozmawia, gdyż zamilkła i nie odzywała się więcej. Szedłeś prowadzony przez ślad, kiedy podchodziłeś do jednego ze skrawków w zasięgu wzroku pojawiał się kolejny. Z biegiem czasu zapach ludzi był coraz bliższy...
- Co znaczy z powrotem ? - Spytał przez zaciśnięte zęby. - Czuję ludzi... - Powiedział. - To zaprowadzi do jakiegoś obozu czy do miasta ? - Dopytywał się. Musiał wiedzieć. Nie chciał się wpakować w jakąś nieprzyjemną pułapkę. Szedł jednak dalej za skrawkami.
- Na drogę idioto... - wycedziła kobieta. Twoje słowa raczej nie przyczyniła się do zmiany jej spojrzenia na dekanów jako coś innego niż zwierzyna łowna.
- Tak się składa, że na drodze są ludzie... - jej słowa były przesiąknięte sarkazmem, zdecydowanie miała dość rozmowy z tobą.
Vergil dezaktywował nos. - Milutkie przezwisko... Przyda mi się... - Powiedział przez zaciśnięte zęby. - Lepiej już nic nie mów... Powinnaś odpoczywać... - Powiedział znów bezbarwnym głosem. Na drodze może to być dziwne że facet z trzema strzałami wbitymi w różne miejsca niesie kobietę która ma przebity bok. No. Najważniejsze to się nie wyróżniać.
Idąc dalej za śladami wyszedłeś na drogę w tym samym miejscu, w którym zacząłeś uciekać w las. Zobaczyłeś tam czekającego na swoich kompanów "medyka", który wykrył, że jesteś dekanem. Patrzył na ciebie rozszerzonymi oczami, na jego twarzy malowało się przerażenie, jednak nie uciekał, strach go paraliżował.
- Miło Cię znowu widzieć... - Powiedział i wyszczerzył zęby w próbie uśmiechu. - Zdziwiony ? - Spytał. - Przepraszam Cię. - Powiedział do dziewczyny i położył ją delikatnie na ziemi. - Co masz mi do powiedzenia ? - Spytał. - Nie próbuj uciekać... - Powiedział. Zaczął wąchać, czyżby nie ma posiłków w sensie że ludzi.
Mężczyzna oprzytomniał, kiedy się do niego odezwałeś.
- Zostaw dziewczynę, potworze... - wycedził. Zauważyłeś, że lekko ugiął kolana, jednak nie ruszył się. Poczułeś kilka osób w niedużej odległości od was, zapach jednak słabł z wolna.
- Ja jej nic nie robię... Nawet zdążyłem ją polubić... - Powiedział i uśmiechnął się. - Zostaw nas w spokoju to nie spotka Cię krzywda... Sądzę jednak że tego nie zrobisz. - Stwierdził i westchnął. Wyciągnął miecz i sztylet. Miecz trzymał w prawej ręce a sztylet w lewej. Podbiegł do medyka i ciął w klatkę piersiową, a z drugiej strony próbując wbić mu sztylet w szyję.
//O_o no to udawanie dobrego Ci nie wyszło...//
Kiedy mężczyzna zobaczył jak się na niego rzucasz, uniósł dumnie głowę i czekał na ciebie bezbronny. Kiedy ciąłeś go mieczem, a następnie przebiłeś sztyletem jego posoka szybko zmieniła kolor ziemi przy was. Krew bryzgała z rany, za którą mężczyzna chwycił. Zdążył wycharczeć jeszcze, patrząc ci w oczy:
- Ty potworze... - po czym upadł martwy.
// Cóż ja poradzę że chciał mi ukraść dziewczynę xP //
Vergil popatrzył się na niego. -Był odważny... - Przyznał w duchu. - Chociaż nadzwyczaj głupi... - Dodał w myślach. Jeśli ktoś wtrąci się w jego porachunki, tak kończy. Dekan popatrzył się na dziewczynę. - Przepraszam że musiałaś to oglądać... - Powiedział. - Postaram się już nikogo nie zabić... Przynajmniej dzisiaj... Znużyła mnie walka... - Mówiąc to wytarł bronie w ciuchy medyka. - Chodźmy dalej, mała... - Powiedział biorąc ją znów na ręce z ziemi. Szedł prosto gościńcem, do Midon, jak mu się zdawało.
//a po co Ci ona? O_o Co to jest, jakiś duch Niziura Cię opętał? o_O//
Dziewczyna patrzyła na ciebie zszokowana. W końcu zdołała wydusić:
- Udowodniłeś, jak bardzo potworna jest twoja natura, plugawy dekanie. Jesteś niczym więcej jak zwierzęciem.
Kiedy wziąłeś ją na ręce zaczęła mówić szybko:
- Dokąd mnie zabierasz? Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju?! Ja nie chcę nigdzie z tobą iść! Jeśli masz zamiar zabrać mnie do jakiejś swojej jaskini to lepiej mnie zabij, po dobroci tam nie pójdę! - kobieta zaczęła się szarpać, próbowała się wyrwać z twojego uścisku.
- Biorę Cię do miasta żeby wedle twojej "prośby" zostawić Cię tam... - Powiedział. Nie zamierzał cackać się z ludźmi. Nie wiedzieli jak to jest i chyba nigdy nie zrozumieją. - Mam swój honor i nie zostawię cię tu, nieważne jakbyś się szarpała, więc uspokój się. - Powiedział idąc dalej. Zabicie tego człowieka to nie był dobry pomysł. Postanowił na przyszłość robić przemyślenia co do kolejnych ruchów.
//w sumie, nie ten temat xD ale to już Cię przeniosę jak w końcu ruszysz, bo narazie jeszcze babka Cię zatrzymuje//
- Zostaw mnie w spokoju potworze! Chcę wrócić do Titanium, postaw mnie na ziemi i wracaj do swojej plugawej nory ze świadomością, że kiedyś, w końcu cię dorwę i zabiję, albo sam zabij mnie w tej chwili! - dziewczyna była zła, mówiła śmiertelnie poważnie.
- Nie no... Znowu chcesz mnie zabić... - Powiedział ze skrzywioną miną. - Nie chcę mi się Ciebie zabijać... Ty w takim stanie mnie nie zabijesz... Więc co robimy ? - Powiedział śmiejąc się. Bawiła go ta sytuacja. - Z tą raną i tak nigdzie się nie ruszysz. Jesteś na mnie skazana. - Powiedział szczerząc zęby ( jeśli mam włączony nos XD ) dezaktywując swą umiejętność.
// Ależ ona upierdliwa... Nie wiem czy jej nie zabić xP //