Kobieta za nic miała twe słowa, ona nawet nieszczególnie cię słuchała. Zobaczywszy, że jej nie gonisz, poczuła się pewniej. Podniosła z ziemi miecz i ruszyła z wolna w twoim kierunku.
- Zmuszasz mnie do tego... - Powiedział smutnym głosem i wyciągnął strasznie powoli miecz z pochwy na plecach. - Ja bym wolał tego uniknąć, ale jeśli tego właśnie pragniesz... - Powiedział po czym przyjął pozycję w której mógł zrobić nagły wypad.
Kobieta rzuciła się na ciebie zaślepiona furią. Jej ataki były chaotyczne i słabe, broniłeś się z łatwością. Wiedziałeś, że dużo lepiej strzela niż walczy mieczem, a teraz jest niezwykle zdesperowana.
- Żegnaj... - Szepnął po czym wykonał mordercze cięcie ( jedną ręką ) w prawy bok kobiety. Lewą natomiast wyciągnął sztylet mając zamiar wbić go w lewy bok. Pierwszy atak ma być zmyłką.
Kobieta obroniła cięcie na prawy bok, zresztą sam jej na to pozwoliłeś. Twój sztylet utknął w jej lewym boku. Padła na ziemię charcząc i plując krwią, wciąż żywa. Wypuściła z ręki broń, trzymając się za ranę. Nie mówiła nic.
Vergil przyglądał się jej nie wyrażającym uczuć wzrokiem. - Mówiłem... - Powiedział po czym sięgnął i wyciągnął sztylet z jej boku. Potem wziął ją lekko z ziemi i położył obok. Oderwał połowę swojego płaszcza i obwinął go dookoła talii kobiety. - To powinno zatamować krwawienie. - Powiedział klęcząc nad nią. Chciał jej udowodnić, że Dekani też potrafią być "ludzcy".
Kobieta krzyknęła z bólu, kiedy wyciągnąłeś swój sztylet z jej ciała i zemdlała. Kiedy ją opatrywałeś spostrzegłeś, że zwyczajnie spała.
Popatrzył na nią. - Jestem na nią, chcąc nie chcąc skazany. - Powiedział. - No... Chyba raczej chcąc. - Powiedział po czym wziął ją delikatnie na ręce i przygotował się do zawrócenia ( do Titanium ). Strażnicy na pewno go nie zapamiętali a tam znajdzie uzdrowiciela. W razie czego może zełgać że on i ta kobieta zostali zaatakowani przez bandytów w lesie.
Kiedy ochłonąłeś po walce, dotarł do ciebie jeden, malutki szczególik - nie masz pojęcia, którędy do Titanium. Idąc w złą stronę, tylko pogarszałbyś swoją sytuację, gdyż istniała możliwość, iż pójdziesz głębiej w las.
- Cholera... - Powiedział. - No trudno... Muszę jakoś wydostać się z lasu. Szturchnął lekko dziewczynę którą niósł na rękach. Miał nadzieję że tamta się obudzi. Chyba zna drogę do jakiegoś miasta.
Kobieta obudziła się wraz z jękiem powodowanym bólem. Spojrzała na ciebie spode łba, z mniejszą jednak wrogością niż wcześniej, gdyż zauważyła opatrunki.
- Wiesz jak stąd się wydostać ? - Spytał. Starał się być miły, a wbicie w bok kobiety sztyletu, spowodowało nagłą niechęć do dalszej podróży. - Hmm ? Wiesz jak wyjść z tego lasu ? - Ponowił pytanie wpatrując się w nią.
Kobieta milczała długą chwilę, najwyraźniej rozmyślała. Zamknęła oczy i przez chwilę myślałeś, że znów zasnęła. W końcu jednak, odezwała się cicho:
- Wiem... - Po kolejnej chwili milczenia dodała:
- Zostawialiśmy sobie ślady...
Vergil uśmiechnął się. - W jakiej postaci są te ślady i dokąd prowadzą ? - Spytał. Widział że kobiecie najwyraźniej mówienie w tej chwili sprawia trudność, ale musiał wiedzieć jak się stąd wydostać.
- Czerwone skrawki materiału. - wycedziła przez zęby. Najwyraźniej była zła na siebie, że ci pomaga. Kiedy się rozejrzałeś ujrzałeś niedaleko czerwony skrawek materiału.