Latus

Full Version: Oberża "Pod Mokrym Prochem"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3
-Wspaniale. - rzekła kobieta uśmiechając się do ciebie. Gestem wskazała ci wór ziemniaków, w międzyczasie popędzając pomocnika szmatą. - Obierz mniej więcej dla pięciu osób. - znów zwracając się do ciebie mówiła ciepłym głosem. Po chwili znów zajęła się sporym kawałem mięsa.
Podszedł do woru ziemniaków, wyjął ich tyle, ile powinno starczyć na 5 osób, wziął nóż leżący na kredensie i zaczął obierać jeden po drugim.
Kiedy skończyłeś robotę i oddawałeś ziemniaki kobiecie ta zauważyła z bliska twoje podkrążone oczy.
-Ojej, biedaku, musisz być bardzo zmęczony! Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś, że jesteś niewyspany? Idź do mojego męża i powiedz mu, iż już wypracowałeś sobie nocleg i chciałbyś swój klucz. - powiedziała ciepło a w jej głosie usłyszałeś troskę.
Rzeczywiście był zmęczony. Wyszedł z kuchni i podszedł do baru, przy którym stał barman.
- Czy mógłbym prosić o nocleg? Ciężko dzisiaj pracowałem i jestem bardzo zmęczony - ziewnął tak, aby pokazać swoje zmęczenie.
Oberżysta wręczył ci kluczyk do twojego pokoju, po czym wyjaśnił, jak do niego dotrzeć. Miałeś udać się na górę, do pokoju z wyrytym na drzwiach numerem 15.
R. Zacny wziął kluczyk do ręki i zmęczony przeszedł do górnej części oberży, po skrzypiących, drewnianych schodach. Początkowo miał problem ze znalezieniem drzwi swojego pokoju, ale w końcu mu się udało. Włożył srebrzysty kluczyk do zamka drzwi i przekręcił go dwa razy. Wyjął klucz, nacisnął na masywną klamkę i pchnął drzwi.
Pokój był całkiem przytulny, choć zawsze mogło być lepiej. Skrzypiące łóżko, mała komódka, miska z wodą na stoliku i okno na rynek. Było w trochę ciasno, ale jak dla jednej osoby nie było źle.
Podszedł do miski z wodą. Rozebrał się, przemył twarz i położył się spać. Jako, że miał bardzo męczący dzień, to usnął od razu. W klasztorze spał na kamiennej posadzce, więc łóżko w jego pokoju było dla niego, jak marzenie.
Sen zmorzył cię bardzo szybko. Gdy obudziłeś się nazajutrz przez okno sączyło się poranne światło. Choć byłeś wyspany, oczy jak zwykle miałeś podkrążone. Na rynku panował gwar.
Jeszcze lekko zaspany, ubrał się i zszedł na dół rozejrzeć się za jakimiś nowymi osobami do poznania - a nóż, widelec trafi mi się jakaś dobrze płatna robota? - pomyślał.
W pijalni ujrzałeś kilka osób, sprawiających wrażenie przeciętnych. Twoją uwagę jednak przykuł jeden mężczyzna, siedzący samotnie przy stole w rogu oberży. Wyglądał na bardzo strapionego, załamanego.
Podszedł do niego bliżej. Zauważył łzy, które zalewały twarz mężczyzny. - Co się stało? Czy mógłbym Ci jakoś pomóc? - zapytał ze szczerym uśmiechem.
Mężczyzna zlustrował cię od stóp do głów.
-Ty? Wybacz, ale nie wyglądasz mi na kogoś, kto zna się na sz... zbieraniu informacji. - rzekł szlochając. - Moje życie jest skończone. - dodał upijając solidny łyk piwa.
nie będę się prosił - pomyślał i wyszedł z oberży.
Znalazłeś się na bazarze. Mężczyzna nawet nie zauważył kiedy odszedłeś.

Dalej
Pages: 1 2 3
Reference URL's