Latus

Full Version: Oberża "Pod Mokrym Prochem"
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3
Po takiej odpowiedzi byłem tylko jeszcze bardziej zaskoczony i równie zły, lecz wiedziałem, że muszę nad sobą panować. Dodatkowo mam ważniejszy cel do wykonania: dotrzeć do miasta. Wstałem zatem, już szybszym krokiem podszedłem do lady, zręcznie wyciągnałem 10 sztuk złota i dość głośno je położyłem przed właścicielem wpatrując się głeboko w jego oczy. Po chwili narzuciłem kaptur i ponownie podjąłem się opuszczenia miejsca, do którego straciłem najmniejszą pewność. Muszę poszukać bezpieczniejszego miejsca i źródła informacji.
Gospodarz z pewnym zawodem przyjął pieniądze, wyraźnie liczył na podwojenie zarobku. Kobieta tymczasem patrzyła na ciebie zawiedziona.
-Tylko na tyle cię stać, co? Gdzie twój honor? - rzuciła smutno i zatopiła się w myślach.
Miałem nad sobą panować, miałem... ale ta kobieta postawiła mnie na nogi, nie mogłem sobie pozwolić na takie traktowanie. Po jej słowach zatrzymałem się przed wejściem, po chwili obróciłem się spokojnie i pewnym krokiem wróciłem do lady. Stanąłem przed właścicielem i zacząłem mówić bardzo cicho, tak cicho aby ten musiał skupić na mnie uwagę by zrozumieć co mówię:
- Przyszedłem tutaj, zmęczony długą, morderczą podróżą - mówiłem dalej szepcząc. - Po drodze musiałem minąć wiele przeszzzkód - podnosiłem stopniowo głos, jednak dalej ze spokojem. - Większości z nich nie dało się ominąć, musiałem je zatem... usssunąć z drogi -To mówiąc już bardzo wyraźnie podniosłem wzrok prosto przed jego oczy. Ucichłem na sekundę - Jak mówiłem przyszedłem tu odpocząć, a zostałem oszukany. Widzi pan... to dla mnie pewnego rodzaju przeszkoda. Obaj jej z pewnością nie chcemy, rozumie pan co mam na myśli. - Skończyłem, powoli ściszając głos i jednocześnie wyjmując sakwę z wyraźnym oczekiwaniem iż zostanie ona uzupełniona z powrotem.
W oczach gospodarza ujrzałeś panikę.
-Oszukany? Ależ... o czym pan mówi?! - wykrzyknął cofając się o krok jakby bał się, że za chwilę przeskoczysz ladę rzucając się na niego. - Przecież sam pan się zgodził na gorsze warunki, a pokoje były zajęte! - powiedział już nieco przytomniej, jednak jego zapocone czoło zdradzało, że kłamie. Kobieta podniosła głowę przyglądając się z zaciekawieniem.
Widząc reakcje naciskałem dalej:
- Czyżby? W takim razie skoro ma pan tylu klientów to po co marnujemy nasz czas na tą niepotrzebną dyskusję? -Powiedziałem nieco spokojniej, żeby teraz stanowczo powiedzieć ostatnie zdanie. - Właśnie, nie mam ochoty tracić tu czasu na bzdury, tak samo jak nie mam ochoty wychodzić stąd bez godziwego zwrotu za upokorzenie i oszustwo. Czy to złoto jest dla pana aż tyle warte skoro ma pan ciągle wypełnione pokoje? - spytałem już ciszej. - A teraz liczę na powrót moich 10 sztuk do sakwy i możemy wypić coś dobrego za... życie. -Skończyłem patrząc ze spokojem w jego oczy.
Gospodarz najwidoczniej uznał, że twoja groźba jest prawdziwa, gdyż rzucił na blat przed tobą 10 sztuk złota. Starając się zachować twarz rzekł:
-Phi, pieniądze nie mają dla mnie tak wielkiej wartości. Proszę jednak nie myśleć, że tym samym przyznaję panu rację. Po prostu nie chce problemów. Dowidzenia.
Na twarzy kobiety zagościł ten sam uśmiech co wcześniej.
-Chodź, chcę z tobą porozmawiać w nieco bardziej przyjaznej atmosferze. - powiedziała do ciebie patrząc znacząco na gospodarza i wyszła z oberży.
-Dziękuję bardzo, dowidzenia. - Z uśmiechem wziąłem pieniądze i odwróciłem się w stronę wyjścia i wyszedłem szybkim krokiem za kobietą. Byłem bardzo ciekawy co ona ma mi do powiedzenia. Przecież się nie znaliśmy... raczej, w każdym razie jej nie pamiętałem. Mimo jej płci cały czas byłem ostrożny, nie mogłem być pewien czy nie skrywa jakichś magicznych mocy przeciwko mnie.
Razem z kobietą wyszliście na główny plac miasta, na którym o tej godzinie handel kwitł w najlepsze.

Dalej
Roro otworzył drzwi oberży z niesamowitym rozmachem. Usiadł przy stoliku, który znajdował się najbliżej kominka. Był strasznie zmarznięty. Zawołał barmana i zamówił dwa kufle regionalnego piwa oraz powiedział:

- Jesteś zapewne właścicielem tego cudownego miejsca. (Uśmiechnął się uroczo). Nie mam zbyt dużo złota i dlatego chciałbym zaoferować swoją pomoc w zamian za nocleg. Czy byłoby to możliwe? Do każdego dania potrafię dobrać idealnie pasujące przyprawy, dzięki którym Twoi klienci, na pewno zapragną zostać tu nadłużej.
Właściciel oberży patrzył na ciebie nieco niechętnie i podejrzliwie, jednak połechtany komplementem przystał na twoją propozycję. Był nawet tak miły, iż także piwo otrzymałeś za darmo.
-Na ogól nie pochwalam takich układów, ale widzę w twoich oczach, że doceniasz piękno tego małego lokalu! - poklepał cię po ramieniu i zaśmiał mówiąc to. Przyjdź zaraz do kuchni, spotkasz tam moją żonę i jej pomocnika. - wskazał ci drzwi do sąsiedniego pomieszczenia. W karczmie oprócz was nie było nikogo. Oberżysta zasiadł za kontuarem, by czekać na klientów.
Ucieszony wziął w dłoń mocny uchwyt kufla i zaczął dość szybko pić piwo, jednak nie na tyle szybko, aby uderzyło mu ono do głowy. Ze smakiem oblizał pianę z orzeźwiającego piwa. Jeszcze chwilę posiedział przy kominku, po czym wstał i według nakazu barmana skierował się do kuchni.
Wszedłeś do sporego pomieszczenia pełnego przyrządów kuchennych. W wielkim garze stojącym na kuchence gruba gospodyni w fartuchu mieszała zupę. Jej młody, wręcz kontrastowo chudy pomocnik biegał po całej kuchni podając najróżniejsze składniki. W powietrzu poczułeś zapach pomidorowej. Oboje przywitali cię, gdy wszedłeś.
-Masz jakieś doświadczenie w kuchni? Co proponujesz dodać do zupy? - zapytała kobieta.
- Witaj piękna kobieto! - wziął jej dłoń i pocałował - Witaj również kolego! - zwrócił się do pomocnika. - Jam jest Roro Zacny. Wychowałem się wśród kapłanów i mnichów, którzy nauczyli mnie idealnie dobierać zioła. Proponuję dodać dwie szczypty pieprzu, szczyptę ziół prowansalskich oraz wrzucić kilka ziaren ziela hauskenowskiego. - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy i dumnie wypiętą piersią, z powodu pokazania swojej wiedzy na temat przypraw.
Kucharka zachwycona twoimi manierami dodawała po kolei wymieniane przyprawy. Przy zielu zatrzymała się, by powiedzieć:
-Co prawda my mówimy na to ziele hauskeńskie, jednak myślę, że o to ci chodziło. Ciekawe, nieprawdaż? Z tych ziaren powstają zależnie od pielęgnacji różne gatunki ziela fajkowego, jednak jego ziarna stanowią ciekawy dodatek do potraw. Choć to niecodzienny dodatek, zaryzykujmy. Ale jak zupa będzie niedobra to odrabiasz myjąc naczynia! - dodała na koniec już nieco poważniej.
Po chwili spędzonej na mieszaniu opasła kobieta spróbowała zupy chochlą.
-Ależ... to jest naprawdę wspaniałe! Spróbuj! - zwróciła się władczym tonem do pomocnika. Ten także był zachwycony.
-Ale to jeszcze nic, musimy zająć się mięsem! - Gospodyni zaczęła przygotowywać kawał soczystego mięsiwa, w międzyczasie wydając polecenia chłopakowi. Ciebie zapytała czy nie mógłbyć pomóc obierając ziemniaki.
Teraz duma wręcz rozsadzała go od środka, jednak próbował zachować skromną minę. Gdy tylko usłyszał prośbę odpowiedział: - Dla pani wszystko! Jednak musi pani wiedzieć, że będąc w klasztorze nauczyłem się specjalnej metody obierania ziemniaków, dzięki której ziemniaki zachowują wszystkie ze swoich wartości odżywczych. - puszczając oczko do pani domu - to gdzie te ziemniaczki?
Pages: 1 2 3
Reference URL's