Zamek to budynek górujący nad pozostałymi, w którym mieszka para królewska ze swoją świtą. Miejsce to jest na ogół zamknięte dla zwykłych mieszkańców miasta, na jego murach widać liczną straż w czarnych zbrojach - Gwardię Królewską. Mówi się, że król Tyrion III niewiele przejmuje się swoim ludem, gdyż prawie nigdy nie daje przemówień ani nie wysłuchuje jego skarg. Jednak są głosy mówiące, iż prawdopodobnie szykuje się on do wojny mającej na celu zniszczenie całej rasy zmiennokształtnych. Faktem jest, że ostatnimi czasy coraz więcej ludzi (zarówno mieszkańców jak i przybyszów) wzywanych jest na audiencję do króla, z której często nie wracają...
ViVi
Zamek z bliska wydaje się jeszcze większy i masywniejszy. Szerokiej bramy strzeże dwóch strażników, przynajmniej z zewnątrz.
Spojrzałem na jego ogrom w zamyśleniu.
Wygląda na masywny...i dobrze strzeżony
Mając na uwadze dane otrzymane od karczmarza ruszyłem spokojnym krokiem, pogwizdując wesoło i całkiem naturalnie robiąc obchód zamku, w poszukiwaniu żywopłotu.
Żywopłot okalający ogród miał ponad 2 metry wysokości, przejście nad nim byłoby zbyt problematyczne. Idąc dalej znalazłeś w nim otwór, w którym mogła się zmieścić jedna osoba, czołgając się. Jednak ku twojemu zdziwieniu, przed owym otworem stało 10 mężczyzn, kłócących się wyraźnie, chodź półszeptem.
Postanowiłem podsłuchać o czym rozmawiają z bezpiecznej odległości. Normalnie po prostu użyłbym swojej mocy by przedrzeć się przez żywopłot, teraz jednak ciekawość wzięła górę.
Mężczyzn nie było łatwo zrozumieć - jeden mówił przez drugiego, nie wszystko słyszałeś. Po chwili jednak domyśliłeś się o co chodzi - każdy z nich adorował panienkę Valeris i wielu z nich dostało cynk od barmana. Nie mogli dojść do porozumienia, każdy próbował przegonić resztę. Gdy tylko jeden zbliżył się do otworu reszta szybko go od niego odciągała. W końcu doszło między mężczyznami do bójki.
Wzruszyłem ramionami ubolewając nad głupotą ludzi. Zacisnąłem pięści i uniosłem je ku niebiosom rozpalając w swym wnętrzu płomień działania i mobilizacji, tak rzadko odwiedzający mój umysł. Przed mymi oczami pojawił się obraz panienki Valeris kiedy ze mną rozmawiała. Wciągając głęboko powietrze skupiam się na tym, by wyzwolić swoją moc. Jeżeli mi się uda zamierzam po prostu odsunąć się od żywopłotu na pięć kroków i w niego wbiec. Nawet jeżeli rośnie on otaczając ceglany mur nie podejrzewałem by było to w stanie wyrządzić mi jakąkolwiek krzywdę dlatego będę biegł z całym pędem jaki będę w stanie uzyskać z rozbiegu.
Zaklęcie zadziałało, jednak twój zamierzony bieg, był co najwyżej ociężałym truchtem. Tak czy inaczej, przebiłeś się przez żywopłot, pod którym nawet nie krył się mur. Przerażeni ludzie nie mogli nie zauważyć twoich poczynań i rozpierzchli się przerażeni. Ty tymczasem byłeś już wewnątrz ogrodu, w zasięgu wzroku ujrzałeś twój cel - panienkę Valeris, która patrzyła na ciebie z rozdziawionymi ustami, ubrana w strojną suknię.
-To Ty... jesteś... lotosem? - wyjąkała.
- Nie - odparłem szczerząc się radośnie - zwykłym czarodziejem - dodałem mając nadzieję że ślepków mi nie przemieniło, gdyby jednak przemieniło spróbuję cofnąć tę przemianę i wykpić się użyciem magii.
-Ale... zmieniłeś swoją postać i w ogóle. - odparła. - Właściwie to nie widziałam zbyt wielu magów, lotosów też nie. - nagle na jej twarzy odmalował się niepokój. - Czy ktoś cię widział?
- Kilku bufonów próbujących Cię podejrzeć - stwierdziłem obojętnie - zmiana postaci niekoniecznie musi się wiązać z lotosami - dodałem całkiem poważnie.
Postanowiłem zlustrować ją od stóp do czubka głowy, nienachalnie, dla formalności.
Dziewczyna miała długie nogi, jednak ze względu na rozłożystą, szeroką suknię dworską nie mogłeś ocenić jej ud. Talia zapewne była podkreślona gorsetem, wcięty dekolt ukazywał dwie, jędrne, średnich rozmiarów... Twoje oględziny przerwał jej krzyk.
-Zaraz będą tu straże! Któryś z nich na pewno powie, że widział tu jakiegoś demona... Chodź za mną! - Pobiegła w stronę wejścia do zamku. Wskazała ci bluszcz pnący się bardzo wysoko po ścianie, oraz okno mniej więcej na wysokości 5 metrów.
-Dasz radę się tam dostać? To moja prywatna komnata, tam będziemy mogli porozmawiać na spokojnie.
Wyszczerzyłem się radośnie. Bingo! Wrzeszczało moje lesbijskie alter ego. Kiwnąłem głowa na znak że rozumiem, siłą woli staram się teraz uciszyć zaklęcie i zacznę wdrapywać się na górę, akurat jeżeli chodzi o akrobacje nie jestem ostatnią lagą...pomyślałem wesoło.
Zgrabnie i szybko dostałeś się do pokoju, którego większość zajmuje ogromne łóżko z baldachimem. W rogu stała szafa, tuż obok komoda z szufladami. W pokoju znajdowało się także wiele innych szpargałów, jednak panował tu porządek.
-20PW
Rozejrzałem się po pokoju, mą szczególną uwagę przykuło łóżko, miałem słabość do baldachimów. Zacząłem węszyć po pokoju zastanawiając się jaką woń me nozdrza zbiorą. Ciekawe ile zajmie jej dotarcie tutaj...