- Hę? - właściwie tylko to mi przyszło na myśl.
Jakaś taka...nierealna jest...pomyślałem nieco skołowany. Westchnąłem ciężko. A jedyne czego chciałem to przespać noc w wygodnym łóżku, wtulony w miłą dziewcznę...
- Jakby to ująć...- rzuciłem niespiesznie, próbując kupić sobie odrobinę czasu - Robię co mogę by przeżyć.
-Więc może... we dwoje byłoby łatwiej... - powiedziało dziewczę, powoli markotniejąc. - Ale rozumiem, problem i tak dalej... Zwłaszcza taka rozpieszczona dziewczyna jak ja, mająca pojęcie o świecie poza murami tylko z opowieści. Nie mam ci za złe, że nie chcesz mnie niańczyć. - westchnęła i zamyśliła się.
- Nie mnie oceniać kto słaby, kto silny - odparowałm jej zarzuty stanowczo - raz jednak obrawszy drogę ku której twe spojrzenie wędruje, poznasz dobrze smak głodu, ból poniżenia i nienawiść ku samej sobie, to bowiem są piętna jakimi Bogowie naznaczają tych, którzy przemykają pośród cieni tego świata.
-I tego właśnie chcę! - wybuchła dziewczyna. - Mam dość tego luksusu i sztucznej etykiety. Nie wiem dlaczego Bogowie mnie zesłali właśnie do zamku - ja tu w ogóle nie pasuję! - uspokoiła się. - Jestem gotowa na wszystko, nawet śmierć. Ale nie zrozum mnie źle. Nie chciałabym umrzeć już w lesie zaraz za murami - oto czego się boję. Kiedyś, po zobaczeniu choć kawałka świata i zrobiwszy wszystko co w mojej mocy by tego uniknąć - mogę umrzeć. Jeżeli nie chcesz mnie zabrać ze sobą, może chociaż mógłbyś nauczyć mnie trochę tej swojej magii?
Pokręciłem głową z uśmiechem.
- Magia przepełnia nasz świat, tętni w powietrzu które wdychasz, wodzie która Cię obmywa...w płomieniu przy którym się ogrzewasz jak i w ziemi po której stąpasz. Magia tkwi w każdej żywej istocie, płynie w naszej krwi...choć spośród ludzi tylko garść wybranych jest w stanie wyczuć tę moc, chwycić ją w dłonie i ukształtować. - Przyjrzałem się jej bacznie.
- Czy posiadasz ten dar...nie wiem, mogę jednak zaprowadzić Cię do tych, dla których magia jest codzienną towarzyszką zabaw...po drodze jednak czyha wiele niebezpieczeństw, gotowa jesteś zaryzykować życiem i duszą?
-Zaryzykowałabym wszystko, byleby tylko wydostać się z tej klatki-miasta. - powiedziała poważnie i szczerze. - Gdybym poznała magię, mogłabym podróżować nawet sama... - dodała, bardziej do siebie.
Garet
Choć ogromna budowla robiła wrażenie, przed bramą prowadzącą na wewnętrzny dziedziniec stało kilku uzbrojonych po zęby strażników.
Ueeee... nigdzie już iść nie wolno... Usiadłem pod pobliskim domem po turecku. Przeciągnąłem się leniwie badając pogodę i oglądając dokładnie okolice większą uwagę zwracając na przechodniów i ich ekwipunek.
Bezchmurne niebo obnażało wędrówkę słońca po nieboskłonie - było południe. Przed sobą ujrzałeś wielu przechadzających się mieszczan, kilku z nich zwróciło na ciebie wzrok, po chwili jednak wracając do swoich spraw. Kilku uzbrojonych w miecze strażników weszło na zamek, kilku wyszło, nikt ich nawet nie zatrzymywał: jest zbroja - jest wejście. Dojrzałeś też podczas swoich obserwacji kilka mieszków, choć nie był one warte większej uwagi.
Ech.. nudno - trudno... Powstałem. Coś dziwnie nikt nie zwraca na mnie uwagi... pomyślałem zdziwiony. Ruszyłem z powrotem na bazar po drodze szukając ludzi potrzebujących pomocy.
Ludzie zdawali się dbać tylko o siebie, zdawali się nie ufać nikomu. Nigdzie nie zauważyłeś osoby, która mogłaby wymagać twojej pomocy. Niektórzy traktowali cię z obojętnością, niektórzy, czasem nawet pierzchali przed tobą. Znów znalazłeś się na bazarze.
Dalej