Latus

Full Version: Zamek
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3
Po chwili węszenia wyczułeś... bieliznę! Dużo bielizny. Znajdowała się w ostatniej szufladzie komody, na samym dole. Poczułeś także woń perfum z toaletki, bardzo przyjemnych.
Powstrzymałem nagłe skurcze dręczące moje palce i wziąwszy głęboki wdech i wydech rozluźniłem mięśnie grzbietu. Mój wzrok ciągle przeskakiwał z komody na łóżko, postanowiłem na nie wleźć i zacząć ocierać twarz o kant materaca.
Materac był niezwykle miękki i przyjemny. Nagle do komnaty weszła Valeris. Stanęła w progu zszokowana.
-A ty... co właściwie robisz? - zapytała przytomnie.


//dyplomatycznie wolales byc zastany na lozku niz w majtkach, co? ;]//
//xD tak, stwierdziłem że zawoła straże jak mnie zobaczy bez spodni z jej gaciami na tyłku xD\\
Przeciągnąłem się smyrnąwszy jeszcze kant wyrka lewym policzkiem i okiem.
- Tak właściwie to nic, ot lubię się wycierać o fajne wyrka - stwierdziłem uprzejmie wstając i cofając się tak, by nie poczuła się zagrożona - taki śmieszny nawyk - dorzuciłem śmiejąc się żeby rozluźnić atmosferę.
Dziewczyna spojrzała na ciebie nieco krzywo, mimo wszystko jednak bagatelizując to dziwne zachowanie. Zamknęła drzwi i położyła się na pościeli jedną nogę uginając w kolanie.
-Właściwie czego szukałeś w zamkowym ogrodzie? - zaczęła rozmowę.
- Stwierdziłem że czuję się pokrzywdzony przez Bogów ich interwencją w naszą rozmowę - odparłem swobodnie, uśmiechając się z lekka.
Splotłem dłonie i oparłem je o tył głowy.
- Znalezienie Cię było małym wyzwaniem...jedyne co posiadałem to strzępki informacji przekazane przez strażników...mam nadzieję że nie złapali Cię wtedy? Skierowałem ich na chybił trafił w port...
-Inteligencją to oni nie grzeszą - do portu pobiegł tylko jeden, wrócił do zamku pod wieczór załamany. A reszta w końcu mnie dogoniła, czy raczej... ja przestałam uciekać. - zasępiła się dziewczyna. Jej poważna twarz wydała ci się dorosła, niczym jakaś królowa. - Jak ja bym się chciała stąd wyrwać... - westchnęła.
Spojrzałem na nią z pewnym politowaniem.
- Gdybyś naprawdę chciała stąd odejść, już dawno byś to zrobiła - stwierdziłem przeciągając się nie puściwszy tyłu głowy.
Widząc ją, zacząłem się nad czymś zastanawiać.
- Widząc Cię, zacząłem się nad czymś zastanawiać...skoro pragniesz wzlecieć na skrzydłach wolności, dlaczego nie pozbędziesz się łańcuchów które Cię tu trzymają? - zapytałem poważnym głosem.
-Uciec z miasta? Sama? Szybko bym zginęła. - roześmiała się szyderczo i nieco autoironicznie. - Wynająć kogoś też odpada, co jeśli mnie oszuka? Albo gorzej... Nie trzyma mnie tu zupełnie nic, panie poeto, nie mam już nawet rodziców. Jednak skrzydła skutecznie podcina mi strach przed nieznanym... - jej zatroskana twarz wydała ci się piękna.
- Strach przed śmiercią jest naturalny wszystkim stworzeniom - stwierdziłem całkiem poważnie - By sięgnąć gwiazd, trza najpierw rozłożyć skrzydła...

Obróciłem się w miejscu tak, by stać do niej bokiem, prawym. Po za tym jednak nie zmieniłem nic w swojej postawie, dalej trzymałem ręce na głowie, jakby po to, by wyglądać na rozluźnionego i dać jej poczucie bezpieczeństwa. Nie miałem wszak żadnej widocznej broni przy sobie. Przymknąłem lewe oko i odchyliwszy nieco twarz w jej stronę łypnąłem na nią drugim, wyzwalając przy tym swoją prawdziwą naturę.

- Czasem nieznane bywa fascynujące - stwierdziłem starając się tchnąć w owe słowa jak najwięcej osobistego uroku, czyniąc to wpoły szeptem, w połu chrypliwym mruknięciem. Miałem głęboką nadzieję że nie zemdleje lub nie zacznie wrzeszczeć...wyglądała mi na silne dziewcze.
Zaskoczenie dziewczyny nie było tak duże jak myślałeś, jednak wystarczyło by zapomniała o twoich wcześniejszych słowach.
-To znów twoja magia? Jeżeli jesteś w tym tak dobry, może ty chcesz być moim ochroniarzem? - zapytała a nutką ironii w głosie. Wydawało ci się, że nie mówiła poważnie... a co jeśli tak?
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Dla samotnego wędrowca każda okazja do zarobku jak gwiazda z niebios, jeżeli mówisz poważnie to przyjmę chętnie ofertę - powiedziałem wesoło dodając w myślach [i]jeżeli to żart...przekonasz się jak niebezieczny może być niezapowiedziany gość.[i]
Dziewczyna spojrzała na ciebie z rozbrajającą ufnością, jednak po chwili znów posmutniała.
-Widzisz, to kolejny problem. Gdybym stąd uciekła, na pewno nie miałabym pieniędzy by przeżyć, a co dopiero opłacić ochronę... Gdybym była do czegoś przydatna... Ale tak...
Jej słowa wywołały we mnie coś pomiędzy prychnięciem a parsknięciem.
- Jest wiele sposobów zdobywania pieniędzy...jedni pracują fizycznie...drudzy umysłowo...jeszcze inni zabijają...a niektórzy, posiadający dość odwagi i zdolności kradną. Świat jest pełen przedmiotów i klejnotów, trzeba tylko wiedzieć gdzieszukać...- stwierdziłem kończąc swoją wypowiedź swoistym niedomknięcem.
-A gdybym wyruszyła z Tobą? Gdybyś pokazał mi gdzie i co kraść, na pewno mogłabym ci się przydać! - w jej głosie znów pojawiła się nadzieja. - Może mogłabym pomóc w twojej pracy... czym właściwie się zajmujesz?
Pages: 1 2 3
Reference URL's