Latus

Full Version: Brama
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3 4
Vergil opamiętał się. Nie miał już skrupułów. Udawał że się zastanawia przy okazji opierając ciężar ciała na lewą nogę. - Hmmmm... Niech pomyślę... Nie. - Mówiąc "nie" wyjął błyskawicznie miecz mając na celu odcięcie głowy sprzedawcy. Gdyby się nie udało powtórzy manewr a następnie zacznie wykonywać pchnięcia ( oczywiście jeśli sprzedawca nie zginie ). Później ukryje ciało sprzedawcy i "włączy nos" aby wyczuć, czy ktoś idzie. Jakby ktoś wszedł, nos zostanie wyłączony.
Mężczyzna obserwował cię bacznie, gdyż sam go wcześniej ostrzegłeś - nie mógł więc nie zauważyć przygotowywanego ataku. Odskoczył do tyłu krzycząc, choć nie udało mu się umknąć twemu ostrzu. Jego głowa runęła na ziemię, a zaraz za nią upadło głośno ciało. Posoka szybko splamiła deski wypełniając twoje nozdrza przyjemnym zapachem. W drzwiach pojawił się ten sam co wcześniej pomocnik, po czym pognał co sił w stronę strażników krzycząc do nich.
Vergil nie czekał. Wiedział co robić. Jeśli ten najlepszy koń był przywiązany linką ( czy czymś ) to odetnie ją szybko, schowa miecz i wskoczy na konia próbując jechać na oklep, co musiał już robić wiele razy w swoim fachu. Jest już za bramą więc spróbuje uciec gościńcem.
Po uwolnieniu rumaka szybko znalazłeś się na jego grzbiecie, ten jednak nie był ci posłuszny, jak byś się tego spodziewał. Wystraszone zwierzę nie zamierzało prowadzić obcego jeźdźca i bardzo szybko udało mu się zrzucić cię z grzbietu. Koń nie miał więzadła, więc nie miałeś zbyt dużych możliwości, by go uspokoić. Upadek nie należał do przyjemnych, a wierzchowiec szybko zniknął w lesie. Tymczasem uzbrojeni strażnicy znajdowali się już blisko stajni...

-5PŻ
Vergil zaklął siarczyście. Koń go zrzucił po czym zniknął w lesie. Strażnicy natomiast zbliżali się szybko do stajni. Był już za bramą więc miał sporo możliwości co do ucieczki. Zaczął biec co sił do gościnca prowadzącego do Midon. Zostało mu tylko jedno wyjście - uciec i iść na piechtaka.
Udało ci się ruszyć z miejsca za nim dopadli cię strażnicy, jednak cała ucieczka trwała zbyt długo - w sytuację postanowili się wmieszać łucznicy na murach. Twojej ucieczce towarzyszył świst strzał. Oberwałeś jedną w bok, jednak nie poczyniła zbyt dużych szkód.

-5PŻ

Dalej

Mirabelle

Z miasta zostałaś wypuszczona bezproblemowo, dwóch tępych strażników dokładnie jednak kontrolowało wszystkich, którzy chcieli dostać się do środka. Przed tobą widniała ściana drzew przecięta szlakiem prowadzącym wgłąb krainy.
Ruszyła w kierunku lasu, nerwowo sprawdzając broń. Chciała być w stu procentach pewna, że wszystko pójdzie, tak jak ma pójść.
Gdy weszłaś w las w pierwszej chwili uderzyła cię fala świeżego powietrza, tak kontrastująca z dymem obecnym w tutejszej karczmie. W oddali usłyszałaś sowę i wycie wilków zwiastujące nadejście nocy. Kłopot polegał na tym, że... nie miałaś żadnego źródła światła.
"O nie... w nocy, po ciemku tam nie pójdę!" Pomyślała, po czym postanowiła przeczekać noc w karczmie. Odwróciła się na pięcię i wróciła do "Pod żelazną ręką" nie przejmując się tym, czy ten facet nadal tam, czeka, czy już sobie poszedł.

Nie miała zamiaru walczyć z tym dekanem w nocy, nie mając niczego czym mogłaby roświetlić mrok. A nawet, gdyby miała i tak nie odważyłaby się walczyć z nim po ciemku.
Choć wyszłaś z miasta bez problemu, podczas próby powrotu doń zatrzymał cię jeden ze strażników. Był to rosły mężczyzna okuty zbroją o tępym wyrazie twarzy. Na plecach miał halabardę, przy pasie miecz. Zapytał cię:
- Ty chyba nie jakiś lotos?
- Oczywiście, że nie. Czy ja wyglądam na lotosa, tępaku? - skrzywiła się i spojrzała na niego wyzywającym spojrzeniem.
Mężczyzna zamrugał kilka razy i przyjrzał ci się jeszcze bardziej, choć jego wzrok zatrzymał się w okolicach klatki piersiowej.
- To proszę wejść. - odparł przełykając ślinę.
Kiwnęła głową i pomaszerowała dalej przed siebie omijając strażnika i kierując się w stronę karczmy.
"Co ja sobie w ogóle myślałam?! Mógł mnie przecież wsadzić do więzienia!" Przeszło jej przez głowę. Przez plecy przeszły ją ciarki.
"Prześpię się w karczmie - jutro z samego rana, pójdę do lasu po tego lotosa... a jeśli faktycznie, jest taki niebezpieczny? ... Nie! Muszę myśleć pozytywnie, bo nie mam innego wyboru. Albo on, albo ja..." Tego typu myśli coraz częściej wypływały na wierzch jej świadomości. Zaczynała się wahać... skierowała swoje kroki do karczmy.
Po krótkiej chwili spędzonej na wracaniu własnymi śladami przechodziłaś już przez drzwi karczmy.

Dalej

Mirabelle

W dzielnicy bogaczy było jeszcze pusto, nie licząc prywatnych strażników pod niektórymi z prywatnych domostw. Przy głównej bramie stał tylko jeden strażnik, prawdopodobnie był to czas zmiany warty.
Pages: 1 2 3 4
Reference URL's