Zupełnie nie rozumiejąc twojej aluzji, zaczęli się kłócić między sobą, który z nich zostanie na straży, a który pójdzie do oberży. Na ciebie nie zwracali najmniejszej uwagi.
Wzruszyłem ramionami, po czym ruszyłem przez bramę w stronę Midon.
Strażnicy w końcu zgodzili się podzielić nagrodą, więc przy bramie został już tylko jeden. Spokojnym krokiem wszedłeś w las Lidar.
Dalej
Vergil
Przy bramie stało dwóch strażników, niewielką jednak uwagę przywiązywali do ludzi wychodzących na zewnątrz. Co chwilę zatrzymywali jednak tych, którzy starali się dostać do środka. Większość była wpuszczana, przejścia odmówili tylko jednej kobiecie, która zaraz zniknęła ci z oczu.
Vergil dotarł na miejsce. Przyglądał się chwilę wchodzącym ludziom. Vergil z zaciekawieniem patrzył jak strażnicy odmówili wejścia jednej kobiecie. - Ciekawe czemu... - Pomyślał po czym podszedł do strażnika. - Nie wiesz gdzie można tu kupić konia ? Lub chociaż wynająć ? - Spytał go. - Ukradnę konia i dotrę do Derka ( szef bandy ) zanim wyruszy karawana... - Pomyślał.
Strażnik, nieco niechętnie, odpowiedział ci:
- Kupić się da tam, u "Druta". - zaśmiał się z przezwiska, które pewnie sam wymyślił. Pokazał ci stajnię przylegającą do muru, po zewnętrznej jego stronie. Ujrzałeś tam znudzonego mężczyznę i przywiązane w rzędzie konie różnej maści.
Vergil uśmiechnął się złowieszczo pod nosem. - Dziękuję... - Powiedział. Poszedł w stronę stajni która przylegała do muru ( po zewnętrznej stronie ). Podszedł i popatrzył mu ( kierownikowi ;p ) prosto w oczy. - Jaki z tych jest najlepszy ? - Spytał po czym zaśmiał się. - Ile chcesz za przeciętnego wierzchowca ? - Spytał żeby mniej więcej ocenić stan swojego funduszu do kupna konia.
Mężczyzna nieco zdziwiony odparł:
- Najlepszy jest ten pierwszy, najbliżej nas, ale skoro pytasz o najlepszego, czemu zaraz po tym interesuje cię cena przeciętnego? A zresztą, to nie mój interes. Sprawnego konia oddam za 500 sztuk złota.
Vergil popatrzył na niego. - Pytam się o najlepszego, bo chcę zobaczyć czy mnie na niego stać, a zależy mi na szybkości. - Powiedział. - Sprawnego za 500 sztuk ? - Spytał. Udawał że się zastanawia i obrócił się patrząc czy żaden strażnik nie patrzy. Przy okazji oparł ciężar swojego ciała na lewą nogę (

).
Mężczyzna nie zauważył w twoim zachowaniu niczego podejrzanego, strażnicy zbyt zajęci swoim niezwykle ważnym, w ich przekonaniu, zadaniem nie zwracali wzroku w waszą stronę nawet na chwilę. Sprzedawca, domyślając się, że stać cię na dobrego wierzchowca, dodał jeszcze:
- Najlepszą sztukę, konia szybkiego jak wiatr, sprzedam za jedyne 1000 sztuk złota!
- Musi być naprawdę szybki że tyle za niego chcesz... - Powiedział. Żeby nie wyszło na jaw że tyle nie ma, dodał. - Oczywiście dla mnie nie za dużo. - To mówiąc powodził wzrokiem po wierzchowcach. - Który to ten za 1000 sztuk ? - Spytał. Zaczęła go nużyć cała akcja. Wpadł na pomysł. - A masz jakieś akcesoria ( siodła itp. ) do koni ? - Spytał. Miał nadzieję że jeśli ma, to w środku. Tam mógłby z nim "pogadać".
Sprzedawca niewzruszony, coraz bardziej zadowolony z wizji sprzedaży rumaka odparł:
- Jak już mówiłem, ten tu pierwszy jest owym szybkim koniem. - wskazał na ogiera o pięknej, białej maści, w słońcu zdawał się lśnić. - Siodła rozwieszone są tam na płocie, tak samo uprzęże, jeżeli natomiast interesują pana przedmioty typu worek z paszą zakładany na głowę, czy derka to zapraszam do środka stajni. Mogę też sam przynieść co trzeba, by pana nie fatygować.
Vergil wysłuchał propozycji sprzedawcy po czym spoglądnął na konia. Potem usłyszał o wejściu do środka stajni. - Dziękuję. Chciałbym właśnie taki worek z paszą... Mogę z panem ? - Spytał aby zachowywać się jak najbardziej naturalnie. - To dla mnie żaden kłopot. - Zapewnił uśmiechając się przyjaźnie do sprzedawcy. - Przy okazji omówimy łączną zapłatę. - Powiedział. Zdawał sobie sprawę że perswazja może zdziałać cuda.
Podekscytowany mężczyzna wprowadził cię do prostej stajni, której ściana zapełniona była różnymi przyrządami, w tym wspomnianymi workami, o których człowiek zaczął ci coś opowiadać. Rozwodził się nad ich przydatnością i nad tym, jaką paszę należy podawać rumakowi. Po chwili za twoimi plecami pojawił się młody pomocnik mężczyzny, który zapytał o coś i zaraz, otrzymawszy odpowiedź, odszedł.
Vergil przypatrywał się sprzedawcy który zaczął zachwalać swój towar. Rozwodził się nad przydatnością przedmiotu i nad tym, jaką paszę należy podawać rumakowi. Coś się z nim dziwnego stało. Nie mógł wysilić się aby wyciągnąć miecz. - Cholera... Co jest ? Weź się w garść ! - Pomyślał. Współczucie tym razem wygrało. Nie potrafił wziąć i zabić ot tak tego człowieka. Chociaż nienawidził ludzi, ten wydawał się przyzwoity. Westchnął. Dał mu znak ręką żeby się przybliżył po czym wyszeptał:
- To ja... Wilk...
Spodziewał się reakcji bo listy gończe ( jeśli szanowny Tif pozwoli ;p ) były porozwieszane po mieście. Jednak od tamtego czasu zmienił się trochę. Wróćmy do tematu. Aby uspokoić ( jeśli koleś jest zdenerwowany ) sprzedawce powiedział. - Nic ci nie zrobię. - Mówiąc to rozłożył ręce. - Potrzebuje konia, lecz nie mam za dużo pieniędzy. Jeśli przyjmiesz 20 sztuk złota teraz, ja wezmę konia i za niedługo postaram się spłacić dług. Słowo Wilka... - Powiedział. Słowa które wypowiadał mówił tak cicho, żeby tylko sprzedawca go usłyszał. Skazywał się prawdopodobnie na śmierć, ale dziwny głosik w głowie nie pozwalał mu skrzywdzić tego człowieka.
Mężczyzna najwyraźniej skojarzył twoją twarz, czy też ksywkę z listami, bądź co bądź wiedział z kim ma do czynienia.
- Jeżeli mi coś zrobisz, szybko dowie się o tym straż. - rzucił niepewnie, chcąc raczej bardziej uspokoić siebie niż ci zagrozić. Po chwili zastanowienia, sprzedawca rzekł:
- Mogę ci dać mojego najtańszego konia, w zamian za to że nie próbujesz go ukraść, za połowę jego ceny. 50 sztuk teraz, 50 z czasem... wezmę twoje słowo. Ale będziesz musiał jechać wierzchem. - dodał jeszcze. - Odpowiada ci taki układ?