Bazar to miejsce wiecznie zatłoczone, zarówno za dnia jak i w nocy, na którym łatwo stracić sakiewkę i to niekoniecznie kupując cokolwiek... Bazar to po prostu wielki plac w centrum miasta, jednakże różnorodne stoiska tworzą swoisty labirynt o ciasnych uliczkach. Można tu znaleźć zarówno produkty dobrej, jak i miernej jakości. Z każdej strony słychać krzyki sprzedawców zachwalających swoje towary lub też kupców negocjujących ceny.
Garet Jax
Na bazarze, jak prawie zawsze, było tłoczno i gwarno. Zewsząd dało się słyszeć krzyki sprzedawców i negocjacje kupujących. Stoiska tworzyły labirynt, w którym z łatwością mogłeś się zgubić.
Strzeliłem zdrętwiałymi palcami. Czas na... w sumie na co? -pomyślałem. Póki co jestem wolny. Za jakiś czas pewnie mnie straż dowie. Na razie zarobię trochę złota. Zacząłem szukać najlepszej ofiary z w miarę wypchanym mieszkiem.
Kilka stoisk dalej pewien bogato wyglądający kupiec oglądał towary sprzedawcy. Kiedy chciał coś kupić, ujrzałeś jak odpina od pasa mieszek, który z trudem położył na deskach stoiska. Opasły mieszek u pasa opasłego mężczyzny po chwili podróżował dalej, oddalając się od ciebie.
Ruszyłem za mężczyzną starając mieć na niego oko oraz rozglądając się w około. Starałem się również by nie zauważył, że za nim idę.
Kupiec zatrzymywał się jeszcze przy różnych stoiskach, wydając coraz więcej pieniędzy. Ze względu na duży tłok, nie zauważył, że ktoś go śledzi. W końcu zmęczył się długim chodzeniem i przystanął oparłszy się nieznacznie o jakieś stoisko. Stał tyłem do ciebie.
Podszedłem niby to od niechcenia do kupca. Ukradkiem wyciągnąłem sztylet. Starałem się jak najostrożniej pozbyć się ciężaru u pasa kupca. Starałem się skupić wyłącznie na czynności odcinania mieszka.
Tuż przed momentem, w którym wyciągnięty sztylet powędrowałby w stronę mieszka usłyszałeś głos sprzedawcy ze stoiska, przy którym staliście:
-Przepraszam, mógłby się pan nie opierać? - Słowa te skierowane były do kupca, ten zaś przeprosił i ruszył dalej przecierając spoconą twarz chustą.
Cholera! Dobrze, że nie zauważył... Schowałem sztylet i poirytowany ruszyłem za kupcem.
Ze względu na opieszałość, jaką się wykazałeś, wchodząc w zatłoczone i ciasne alejki twój cel uciekł z twojego pola widzenia.
Wzruszyłem ramionami. Jak nie ten, to inny... Zacząłem szukać innej ofiary.
Usłyszałeś brzęk monet. Dochodził on z grubego mieszka zwisającego u pasa mijającej cię damy dworu, która wyraźnie poszukiwała czegoś szczególnego, czego nie mogła znaleźć.
Ruszyłem nieco szybciej za kobietą rozglądając się oraz obserwując ją. Starałem się ją dogonić.
Kobieta szła wolnym krokiem, toteż nie miałeś problemu z podążaniem za nią. Sama jednak przy żadnym stoisku się nie zatrzymywała. Nikt cię ani jej nie obserwował.
Podszedłem do niej jakby od niechcenia wyciągając sztylet. Tym razem spróbowałem odciąć mieszek szybkim i ostrożnym cięciem na zewnątrz.