Latus

Full Version: Bazar
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3
Odetchnąłem z ulgą. Nie chciałem rozlewu krwi... Szybko schowałem oba ostrza. No to teraz nie mogę zostać w mieście. Może ruszę do Midon? W Polverness jakoś wolałbym się nie pokazywać... Spokojnym krokiem ruszyłem do bram miasta.
Strażnik nie zwrócił na ciebie uwagi, tak jak reszta społeczeństwa. W spokoju doszedłeś do bramy.

Dalej

Niziur

Na bazarze nie było jeszcze przesadnych tłoków, większość stoisk dopiero się rozkładała lub rozłożyła się niedawno. Od jednego do drugiego sprzedawcy wędrowały małe grupki ludzi, tylko kilka osób przechadzało się osobno. Najbliżej ciebie jakiś mężczyzna głośno zachwalał gatunki herbat, jakie oferował.
*Rozejrzał się uważnie, rejestrując rozkład stoisk...* To "co?" i "gdzie?" można zwinąć? *...po czym podłączył się do jednej z grupek.* Jakbyście nie mogli od razu stanąć gdzieś i narobić zamieszania handlarzowi... mógłbym szybko coś zwinąć. *Przyjrzał się też owej grupce do której dołączył, czy przypadkiem kogoś nie byłoby łatwo okraść.* Swoją drogą... *Schował własną sakiewkę do wewnętrznej kieszeni, bardzo, baaaaardzo głęboko.*
Zauważyłeś sprzedawcę różnych szmat, ziela fajkowego, sztućców, talerzy, mieczy, był nawet handlarz słodyczami. Grupa, do której dołączyłeś stała właśnie przed sprzedawcą słodyczy. Wywnioskowałeś, że w grupie są dwie pary, najprawdopodobniej nie znające się nawzajem. Wyglądali raczej na biedniejszych mieszczan, niewiele mógłbyś im podwędzić.
Cholera, chyba nic nie zarobię. Sami biedacy w tym mieście! To nie do pomyślenia! - pomyślał Niziur. Muszę skończyć z narracją swoich myśli. *Podszedł do stoiska z mieczami i przygląda się dostępnemu asortymentowi.*
- Jakieś nożyki na sprzedaż są? *Rozgląda się, widocznie nie mogąc ich dojrzeć.*
- Ewentualnie kule do pistoletu albo proch czarny, strzelecki?
Swoją drogą - nigdzie nie ma straży...
Sprzedawca bez słowa wskazał ci całą kolekcję nożyków, od noży myśliwskich do takich, którymi mógłbyś co najwyżej obrać ziemniaki. Na pytanie o proch mężczyzna odparł zaskoczony:
- Kule, proch? Takie rzeczy to nie u mnie. - Splunął na ziemię i kontynuował:
- Tam w rogu może pan panie coś dostaniesz. - wskazał stoisko, którego nie dojrzałeś wcześniej, w samym rogu placu, skryte w cieniu. Z miejsca, w którym stałeś nie widziałeś co się tam znajduje, poza małym kramikiem. Wciąż nigdzie nie dostrzegłeś straży.
*Wziął szybko kilka noży w ręce i w podobnym tempie zaczął je przeglądać i mieszać. Specjalnie udawał nadzwyczaj zafascynowanego.* Najpierw przyda się mały pokaz.
- Co za ostrze, nawet brzytwa jest bardziej tępa! Bo ty na pewno. Tym powietrze można kroić! Przy twardszych materiałach głownia mogłaby nie wytrzymać. Cóż to za rzeźba rękojeści! Gdyby ten kawałek drewna w ogóle ktoś tak nazwał To, to chyba maczeta jest! Ale miniaturka!
*Nagle spojrzał się nieco w bok i udał wielce zaskoczonego, podpierając się losowym wulgaryzmem.* O kur**! Potrzebna mi tylko chwila!
Najwidoczniej większość tych noży była wyrabiana bezpośrednio przez sprzedawcę, gdyż im dłużej zachwalałeś produkty, tym szerszy stawał się uśmiech na jego twarzy. Kiedy spojrzałeś w bok, zaskoczony mężczyzna rozszerzył oczy i także spojrzał w tym kierunku, co więcej wypatrywał wyjątkowo długo tego, co mogłeś zobaczyć, w końcu uznając najwidoczniej, że była to niezbyt urodziwa dziewka, która przechodziła właśnie nieopodal.
Jest! *Korzystając z chwili nieuwagi kupca odłożył, dosyć chaotycznie, prawie wszystkie noże na wystawę. Prawie, gdyż jeden losowo wybrany, który akurat miał w prawej dłoni wsunął w rękaw płaszcza.* Żeby tylko się nie ukłu... aj, będzie ślad.
- Piękna sztuka... *Gwizdnął przeciągle.* Może nawet przebija wasze wyroby. Trzeba się zwijać.
- Zresztą nieważne. Niemniej zaraz wrócę tu z pełną sakiewką, której zapomniałem i odkupie od was jedno z cacek. Oby nie zauważył, oby nie zauważył, oby nie zauważył...
*Zaczął już się odwracać na pięcie...*
Sprzedawca jęknął kiedy zobaczył chaos na swoim stoisku. Zaczął zbierać wszystkie niewłaściwie ułożone przez ciebie noże w celu późniejszego ich poukładania. Na twoje słowa kiwnął tylko głową skupiony na wykonywanej czynności, nawet na ciebie nie spojrzał.
*Odszedł szybkim krokiem, by znowu się wmieszać w jakąś grupkę i chwile później odbić od niej do stoiska wskazanego przez kupca.* Uff... Chyba się upiekło. *Wyjął na chwilkę nożyk i przyjrzał mu się zanim doszedł do stoiska.*
Miałeś w rękach średniej długości ostrze, lekko zakrzywione przy końcu, którym poza patroszeniem zwierząt można zrobić także niemałą krzywdę. Nóż nie nadawał się do bardziej precyzyjnej roboty, ale nie zamierzałeś nim raczej rzeźbić. Jego rękojeść wydawała się solidna, ale lepiej nie atakować tym nożem skał. Kiedy zbliżyłeś się do stoiska zobaczyłeś wyłożone na ladę tylko pistolety różnego rodzaju, nigdzie nie było prochu ani naboi.
*Schował sztylet z powrotem do rękawa.* No... całkiem, całkiem. *Spojrzał przelotnie na stoisko i ruszył w kierunku bramy miasta.* Może jedna kula wystarczy? Zawsze mogę się odwołać do starodawnej pirackiej tradycji - będę walczył by uciec. *Przeszedł kawałek drogi i upiął nóż do pasa zapiętego przez pierś. Przy okazji sprawdził, czy pistolet jest cały czas naładowany.* Żeby tylko Mir się nie pośpieszyła. Raczej nie chciałbym... Trzeba się pośpieszyć. *Przyśpieszył kroku.*
Pages: 1 2 3
Reference URL's