Latus

Full Version: Bazar
You're currently viewing a stripped down version of our content. View the full version with proper formatting.
Pages: 1 2 3
Po krótkiej chwili mieszek znalazł się w twoich rękach, a kobieta odeszła nic nie zauważywszy. W mieszku było jednak "jedynie" 100 sztuk złota.
Uśmiechnąłem się. Zawsze mogła mieć mniej... Dosypałem zdobyte złoto do mojego wcześniejszego. Zadowolony z pierwszej zdobyczy począłem szukać następnego naiwniaka.
Tak bogatych jak wcześniej nigdzie nie dojrzałeś, jednak twą uwagę przykuł średniej wielkości mieszek u pasa szczupłego, uzbrojonego w miecz mężczyzny. Był to strażnik, który szukał czegoś lub kogoś z ręką na mieczu, szedł tyłem do ciebie i w ogóle się nie oglądał za siebie.
Odwróciłem się chowając sztylet natychmiast. Od razu ruszyłem spokojnie w stronę zamku. Pewno już szukają mnie, a mi się nie chce z nimi gadać. Może uda mi się przy okazji włamać do zamku...
Po dłuższym spacerze ujrzałeś przed sobą wysoki zamek.

Dalej

Garet Jax

Niewiele zmieniło się tu od twej ostatniej wizyty - ot, wymienił się tylko tłum na innych ludzi.
Znów zacząłem skanowanie ludzi szukając tych potrzebujących i bogatych.
Potrzebujących nie było, jednak znów ujrzałeś kupca, którego śledziłeś wcześniej. Jego mieszek wciąż był wypchany.
Tym razem szybko podbiegłem w jego kierunku i zatrzymałem się przy najbliższym straganie pytając się właściciela:
-Przepraszam, jak można dojść do karczmy?
Sprzedawca burknął:
-Nie jestem informacją, nie mam czasu na czcze gadanie, albo pan kupuje albo proszę odejść. - Tymczasem śledzony kupiec oddalił się nieznacznie.
-Cóż, dziękuję... -ruszyłem za kupcem. Kiedy przybliżyłem się do niego wykonałem to samo działanie jak przy szlachciance.
Przeliczyłeś się. Kupiec był wyczulony na takie zagrania. Obrócił się szybko, łapiąc cię za rękę tak sprawnie, iż wypadł ci z niej sztylet.
-Już wcześniej mnie obserwowałeś, złodziejaszku, co?! Straż! Straże! - krzyczał trzymając cię w zaskakująco silnym uścisku.
Nie miałem wyboru. Jednym, płynnym ruchem wyciągnąłem miecz odcinając rękę kupca. Błyskawicznie rzuciłem się w stronę bramy.
Kupiec złapał rękę pozostałą mu dłonią i darł się wniebogłosy obserwując tryskającą z odciętej kończyny krew. Wkrótce zemdlał z szoku, wielu świadków uciekło z okrzykiem przerażenia. Ty zaś, choć próbowałeś biec, co chwilę wpadałeś na ludzi zgromadzonych tłumnie na bazarze. Nie mogłeś biec. Za sobą usłyszałeś, że straże są już przy okaleczonym mężczyźnie.
Cholera! Jak straże mnie złapią to pewnie na miejscu zabiją. Ale nie będę przecież wyżynał sobie drogi przez ludzi! Czujnie czekałem z mieczem na przybycie strażników. Wyciągnąłem jeszcze sztylet zza pasa.
Na twoje szczęście tłum przeszkadzał nie tylko tobie: strażnicy także mieli problem z przeszukiwaniem terenu. Co więcej, ze względu na popłoch, właściwie nie do końca wiedzieli kogo szukać, toteż po chwili odpuścili. Jeden z nich zawołał tylko głośno:
-Każąca ręka Ironista cię dopadnie!
Od tej chwili na bazarze pozostał jeden strażnik, by w razie podobnego ekscesu zareagować.
Pages: 1 2 3
Reference URL's